Kategorie
Literatura nordycka

Szkice o literaturze skandynawskiej – Jarosław Iwaszkiewicz

Pisząc o literaturze skandynawskiej Jarosław Iwaszkiewicz jest bezkompromisowy, ironiczny, ma cięty język. Potrafi być prostacki, z pewnością jednak nie nudny. Wyciska z literatury, pisarzy, wydawców, tłumaczy ostatnie soki, bez pardonu wytykając im błędy, zaniechania, potknięcia. Jego wielkie ego krąży nad światem literackim. Potrafi się bardzo pomylić. Jest jednak zawsze sobą; w „Szkicach…” świetnym recenzentem, który z krytyczną swadą daje kapitalny obraz literatur skandynawskich. Zapisze się na zawsze, jako najlepszy popularyzator literatury skandynawskiej swoich czasów.

Jarosław Iwaszkiewicz pokocha w dzieciństwie kraj pięciuset wysp za sprawą bajek Andersena. Potem nauczy się języka duńskiego, często będzie gościł w Danii, stając się z czasem ambasadorem nie tylko literatury duńskiej, ale skandynawskiej w ogóle. Pierwszy tekst poświęcony literaturze skandynawskiej napisze w wieku 30 lat, jest wówczas już od dwóch lat sekretarzem marszałka sejmu Macieja Rataja, w tym roku został też członkiem polskiego PEN Clubu. Sześć lat wcześniej zwiąże się z grupą literacką występującą w kabarecie „Pikador”, następnie wejdzie w skład grupy „Skamander”. Miał już za sobą publikacje w „Zdroju”, „Kurierze Ilustrowanym”. Zdąży też założyć teatr eksperymentalny „Elsynor”. Rozpoczyna współpracę z „Wiadomościami Literackimi”. W latach 1925 – 1932 Iwaszkiewicz zostanie sekretarzem poselstwa polskiego w Kopenhadze.

We wstępie do „Szkiców o literaturze skandynawskiej” Iwaszkiewicz wyjaśnia, że nie są rzeczą nową a zebranymi przez Matyldę Wiśniewską jego „artykułami i artykulikami”, pokazującymi jego stopniowe wrastanie w krwiobieg literatur krajów Północy, do których żywi „szacunek, żywe zainteresowanie i chwilami podziw prawdziwy”. Powie wręcz, że bardzo wiele zawdzięcza piśmiennictwu skandynawskiemu. Będą to teksty publikowane przez Iwaszkiewicza w m.in.: „Wiadomościach Literackich”, felietony z „Życia Warszawy”, coroczne przeglądy tłumaczeń z literatur skandynawskich w „Roczniku Literackim”, regularnie ukazujące się w latach 1955 – 1977. „Szkice” dają niepowtarzalny obraz stopniowo rosnącej popularności literatury skandynawskiej na polskim rynku wydawniczym.

Wśród recenzji znajdzie się m.in.: „Gösta Berling” Selmy Lagerlöf, bajka „Za tysiąc lat” H. Ch. Andersena z 1852, „Kon-Tiki” Thora Heyerdahla, twórczość Duńczyka Hansa Kirka, powieści Norwega Tarjei Vesaasa. W „Szkicach” przedrukowano wstęp Iwaszkiewicza do „Bojaźni i drżenia” oraz „Albo – albo” Sörena Kierkegaarda. Dużo miejsca poświęci Norweżce Sygrydzie Undset, Islandczykowi Halldórowi Kiljanowi Laxnessowi, Karen Blixen, o jej „Pożegnaniu z Afryką” napisze „niepospolite zjawisko”. Daleko mu jednak do pobłażliwości, jest w swoich krytykach czasami niedyplomatycznie ostry, wręcz złośliwy. Bywa i prostacki, co sam zaznacza. Potrafi wytknąć tłumaczowi niedoróbki stylistyczne w taki sposób, że na jego miejscu już nigdy nie próbowałabym przekładu.

Do tematu tłumaczeń powróci wielokrotnie, krytykując przekłady literatur skandynawskich na polski z niemieckiego, co według niego jest kuriozalne, biorąc pod uwagę nieprzystawalność składni języków skandynawskich do składni niemieckiej. Uważa, że prędzej przekład z języka angielskiego oddałby lekkość, prostotę i zwięzłość tych języków. Rok 1962 uważa pod względem działalności tłumaczeniowej za przełomowy, to wówczas pojawia się grupa osób władających językami skandynawskimi, świetnie popularyzujących literatury Północy: Józef Giebułtowicz z duńskiego i norweskiego, Maria Kelles-Krauz z duńskiego i Zygmunt Łamanowski ze szwedzkiego. Iwaszkiewicz pozwala sobie też na nonszalanckie uwagi pod adresem autorów, np. Selmie Lagerlöf wytknie braki w kompozycji „Gösta Berling”. O „Krzaku gorejącym” Sygrydy Undset napisze: „naiwna w swym schemacie”. O powieściach noblisty Laxnessa, że są „nużące w czytaniu”, styl „ciężki” a narracja „nie pozbawiona jest sztuczności”. Zastanawia się, czy koniecznie trzeba zamęczać czytelników dramatami Strindberga i jego wiecznym kompleksem niskiego pochodzenia. „Darunga” Artura Lundkvista trąci według niego prymitywnym moralizatorstwem. Polskim dramaturgom sugeruje czytanie Ibsena (Zobacz też: Henrik Ibsen a Victor Sjöström), żeby się „trochę nauczyli, jak się robi prawdziwy dramat”. Dostanie się Ossolineum, którego przekład „Sagi o Frithiofie” Esaiasa Tegnéra nazwie „skandalem literackim”, czy Stanisławowi Sawickiemu – zamordowanemu przez Niemców przedwojennemu tłumaczowi bajek Andersena. Krytyka nie ominie przekładu Wandy Kragen, w którym znajdzie „krzyczące mnóstwo błędów i nieporozumień”. Tłumaczowi „Dzikiej kaczki” zarzuci „rozrzewniające braki erudycji”. Wybucham śmiechem, gdy Iwaszkiewicz skomentuje tłumaczenie Heddy Gabler, w którym raz stół się przykrywa kilimem, innym razem narzutą, co spuentuje: „To jeszcze wiek XIX. „Ładu” ani „Cepelii” nie ma, wystarczy po prostu serweta i w jednym, i w drugim wypadku”. Wychwala Sygrydę Undset, której „Krystyna córka Lawransa” jest tak świetna, że „odnosi raz po raz tryumfy, przedzierając się przez przekłady dość szarego tłumaczenia”. O przekładzie Marii Szypowskiej „Dzwonu Islandii” napisze „piękny”.

Znajduję usprawiedliwienie dla jego miejscami zjadliwych komentarzy, bo przemawia przez Iwaszkiewicza pisarz rozkochany w literaturze skandynawskiej, w jej nastrojach, półtonach, w jej prostocie, specyficznej miejscami naiwności. Odczytując teksty innych literatur, doszukuje się w nich pokrewieństw, czy wręcz naśladownictwa stylu skandynawskiego. „Lakonizm wypowiedzi, słynne dialogi Hemingwaya, które już tu i ówdzie w krajach europejskich znalazły ślepych naśladowców, wywodzą się wyraźnie z Hamsuna, Hermana Banga czy nawet … Selmy Lagerlöf”, napisze w jednym z artykułów. Uważa zresztą Hamsuna za ojca współczesnej literatury amerykańskiej, wymieniając jego naśladowców: Caldwella, Steinbecka, Sherwooda Andersona i po części Thorntona Wildera. Iwaszkiewicz protestuje przed upraszczającym podsumowaniem literatury skandynawskiej, jako dekadenckiej, co według niego mogło być słuszne w okresie Strindberga, ale absolutnie nie pasuje do całości obrazu.

Miejscami jest niekonsekwentny w swoich uwagach krytycznych. Raz wytknie Marii Dąbrowskiej jej tłumaczenie „Nielsa Lyhne”, którym nie potrafiła oddać „przedziwnej muzyki Jacobsenowskiego języka”. W innym miejscu napisze, że jej przekład jest „małym klejnotem stosunków literackoskandynawskich”, noszącym te cechy pióra Dąbrowskiej, które najlepiej pasują do arcydzieła Duńczyka. O przekładach Beaty Hłasko w jednym miejscu napisze „doskonałe”, w innym, powie, że są „surowe, odznaczające się pewną sztywnością, brakiem miękkości i swobody w spolszczaniu tekstów”. Potrafi się też bardzo pomylić w swoich opiniach. Lagerkvista oceni, jako przelotne zjawisko mody.

Poświęci też wiele miejsca literaturze popularnej i skandynawskim kryminałom, które już w latach sześćdziesiątych przecierają ścieżki ugruntowując sobie miejsce w Polsce. O szwedzkich kryminałach napisze, że są zręczne, o fabule możliwie najmniej brutalnej, interesująco zaznajamiające czytelników z codziennością Szwecji.

Dla skandynawisty „Szkice” to rzecz absolutnie niepowtarzalna. To gratka też dla tłumaczy, teoretyków przekładu i krytyków literackich. Wyśmienicie wpisuje się ta książka w bieżącą dyskusję, o jakości promocji czytelnictwa. Iwaszkiewicz spędza dużo czasu w Danii, przywożąc nie tylko nowinki wydawnicze, ale też ciekawostki o czytelnictwie w ogóle. Opowiada o otwartych na czytelnika bibliotekach, właściwie wielkich ośrodkach kultury. Napisze o nietypowych formach finansowania m.in.: czytelnictwa przez browary Carlsberga i Tuborga. Okazuje się, że dochody z tych browarów przeznaczano wówczas (ciekawe, czy nadal) na fundusz kultury i sztuki (Carlsberg) i na instytuty naukowe (Tuborg). Iwaszkiewicz w swoich felietonach poczyna sobie różnie i z pisarzami, i z wydawcami, i z tłumaczami, udowadniając, że o książkach można pisać frapująco, miejscami kontrowersyjnie, zawsze ciekawie.

Jarosław Iwaszkiewicz „Szkice o literaturze skandynawskiej”, Czytelnik, Warszawa 1977. Wydanie I. Opracowanie graficzne: Andrzej Heidrich. 358 stron. Książka zawiera: Indeks nazwisk i tytułów, wstęp autora.