Archiwa tagu: Szwecja

„Nikt mnie nie ma” Åsa Linderborg

Åsa Linderborg w 2007, gdy ukazało się Nikt mnie nie ma słynęła z wyrazistej publicznej postawy, bezkompromisowego pióra i ciętej retoryki. Znana była z krytyki wszystkiego co dotyczy USA, wojny w Iraku, a za nieugięte kwestionowanie sensu ataku USA na Irak, „Expressen” przypięło jej łatkę faszystki. Jej powieść zaskoczyła wszystkich. Nikt po tak drapieżnej publicystce nie spodziewał się książki pisanej z czułością, głęboko poruszającej i niezwykle prywatnej.

Nikt mnie nie ma Åsa Linderborg Szkice Nordyckie Anna Dutka blog recenzja
„Nikt mnie nie ma” Åsa Linderborg (Szkice Nordyckie)

W Szwecji bardzo dobrze ma się autobiograficzny obraz dzieciństwa. Za każdym razem takie portrety dzieciństwa wzbudzają entuzjazm czytelników i zainteresowanie krytyki. Tak się stało, gdy Jan Myrdal opublikował swoją trylogię: „Barndom”, En annan värld”, „Tolv på det trettonde”. Do kanonu wszedł „Livets ax” Svena Delblanca”. Zasługującym na miejsce w kanonie od razu okrzyknięto Nikt mnie nie ma Åsy Linderborg.

PEŁEN CZUŁOŚCI OBRAZ OJCA I CÓRKI

„Po prostu wspaniała książka” – pisał Mats Gellerfelt na łamach „Aftonbladet”. Leif GW Persson opowiadał o poruszeniu jakie wzbudziła w nim powieść. Jury Augustpriset motywując nominację Nikt mnie nie ma do najlepszej książki roku w kategorii literatury pięknej pisało o pozbawionym sentymentu, pełnym miłości obrazie ojca i córki. Podkreślało, że rzadko udaje się oddać w jednej historii, w tak doskonałych proporcjach, przenikanie się tego, co prywatne z tym co polityczne. W bibliotekach formowały się kolejki, dokupowano dodatkowe egzemplarze, żeby sprostać zainteresowaniu czytelników. Telewizja szwedzka odnotowała sukces książki, podając, że w regionie Umeå w statystykach za rok 2008 Nikt mnie nie ma Åsy Linderborg zajęło pierwsze miejsce pod względem liczby wypożyczeń.

Powieść Szwedki miała wszystkie atuty książki, którą dobrze przenosi się na ekran. Niejednoznaczny portret ojca i córki, który z każdą stroną nabiera głębi. Wyraziste tło społeczno-polityczne, które prowadzi nas płynnie po manowcach historii. Autentyczność, która przekłada się na silniejszy odbiór. No i bohaterkę, którą świat do tej pory znał z zupełnie innej strony. Gdy jednak w 2013 powstał film w reżyserii Kjell-Åke Anderssona nikt nie miał wątpliwości, że to jedynie luźna interpretacja osobistej historii Åsy Linderborg. Pisarka zażyczyła sobie wręcz zmiany imion bohaterów filmu, którzy w niewielkim stopniu przypominali jej własne życie. Dodano sceny, które dość uprościły, to o czym pisała. Linderborg określiła wręcz film nielogicznym. Za co dostało się autorce scenariusza Pii Gradvall. Filmu przed krytyką nie ratowało nawet świetne aktorstwo Mikaela Persbrandta. Aktor ze swoimi problemami alkoholowymi naprawdę nadawał się do odtworzenia roli upadającego alkoholika. Za rolę otrzymał zresztą w 2014 Guldbagge w kategorii najlepszej męskiej roli pierwszoplanowej.

DOSKONAŁY PRZEKŁAD HALINY THYLWE

Dziesięć lat po szwedzkim debiucie, powieść Szwedki ukazała się w doskonałym jak zwykle przekładzie Haliny Thylwe. Tej urodzonej w Warszawie wybitnej tłumaczce literatury szwedzkiej i norweskiej zawdzięczamy słynną serię o komisarzu Becku Sjöwall i Wahlö, kryminały Henninga Mankella, powieści Majgull Axelsson (Daleko od Niflheimu, Ja nie jestem Miriam), Torgny’ego Lindgrena, Jana Guillou, Svena Delblanca czy Agnety Pleijel.

Od razu było jednak wiadomo, że książka tak zaangażowanej publicznie osoby jak Linderborg, z pewnością nie będzie należała do niewinnych. W wywiadzie z Andreasem Ekströmem na łamach „Sydsvenskan” autorka przyznała się do wątpliwości związanych z publikowaniem historii tak intymnej. Obawiała się zwłaszcza reakcji matki Tanji Linderborg, czynnej wówczas przecież od lat 90. posłanki z ramienia Partii Lewicy. Ale jak sama przyznała, nie zdziwi się, jeśli jej własne dzieci opublikują kiedyś autobiografię demaskując jej hiperaktywność zawodową, często kosztem rodziny.

W rozmowie z dziennikarzem „Sydsvenskan” wyjaśniła też terapeutyczne aspekty jej pisania. Mówiła o potrzebie zrozumienia siebie, rezonujących w niej dwóch światów i źródeł jej własnych motywacji. Chciała wyostrzyć rozchwiane kontury tego, co nazywała bagażem lub wartością dodaną faktu pochodzenia z rodziny o tak niejednoznacznej tożsamości. Przeprowadziła wiwisekcję na sobie samej domyślając się, że bliska relacja z ojcem to pewnego rodzaju koło napędowe jej poczucia wartości. Ojciec „nigdy nie miał dość powtarzania, jakie dopisało mu szczęście, że ma taką wspaniała i bystrą dziewuszkę” (str. 190). A porzucenie przez matkę to emocjonalne dno, o którego ściany od czasu do czasu obijała się w życiu.

ÅSA LINDERBORG – DZIECKO ROZWODU

Nazwała siebie dzieckiem rozwodu. Ale więcej łatek można by jej przypiąć, co też robili przez lata dziennikarze, ale też służby bezpieczeństwa. W 2017 roku Åsa Linderborg znalazła się na opublikowanej przez „Journal of strategic studies” liście wpływowych osób w podejrzanych o sympatie prorosyjskie. „Aftonbladet”, dla której wówczas pracowała jako szefowa działu kultury skrytykował te doniesienia podkreślając, że to polowanie na czarownice w stylu logiki McCarty’neya w latach 50. w USA. Podejrzewano, że za doniesieniami stoi sam Kreml siejąc medialny ferment w krajach europejskich.

Faktem jest, że Åsa Linderborg pochodzi z rodziny rosyjskich imigrantów, która ma też polski epizod. Krewni od zawsze angażowali się w działalność partii komunistycznej. „Szwedzi, którzy w latach 50. słuchali radia na falach krótkich, mogli słyszeć wyraźny głos babci [Åsy] zapowiadającej wiadomości Radia Moskwa” (str. 95). W tym samym czasie mamę Åsy podczas obozu pionierów w ZSRR traktowano jak dziecko rosyjskiej elity partyjnej. W 1955, w wieku zaledwie 12 lat została po raz pierwszy odnotowana przez służby bezpieczeństwa, które sporządziły na jej temat notatkę. Była wówczas na Światowym Festiwalu Młodzieży i Studentów w Warszawie. Zapiski na jej temat dotyczyły demonstracji i zebrań partyjnych, w których brała udział.

Åsa Linderborg śladem rodzinnych aktywistów dość szybko sama zaczęła się angażować politycznie. Zaczynała od młodzieżówki partii komunistycznej. Demonstrowała „przeciwko wojnie w Wietnamie i dyktaturze wojskowej w Chile”, walczyła „o żłobki i przedszkola dla wszystkich dzieci”. Na długo zanim to stało się przedmiotem współczesnej debaty walczyła o sześciogodzinny dzień pracy.

LATA 70. I 80. W SZWECJI

Szukając książek, które oddają wrzenie świata nie spuszczając z oka pojedynczego człowieka, zarekomendowałabym od razu tę powieść. Można się w niej zanurzyć głęboko w Szwecję lat 70. i 80. . Kraj, który dopiero buduje z uporem egalitarne społeczeństwo na trupach i wysiłkach pokolenia, które nigdy nie zaznało równości.

Leif, ojciec Åsy „mógłby pozować każdemu radzieckiemu socrealiście”. „Był robotnikiem, a robotnicy z definicji są biedni. Postrzegał swoją sytuację tak, jak opisywali to Jack London i Ivar Lo-Johansson. Mówił, że bieda to przestępstwo karane dożywotnią pracą”. Po pracy w hucie przepija wynagrodzenie „ze starymi kumplami od piłki nożnej i mężczyznami na przystani”. Czuł się „jak wół roboczy, który nikogo nie obchodzi, wykorzystywany, eksploatowany i gorszy, pozbawiony jakiejkolwiek pozycji i stanowiska w społeczeństwie”. Jesteśmy w Västerås przy Råbykorset na osiedlu znanym z problemów społecznych, wybudowanym w ramach Programu Milion, „siedlisku gangsterów, pijaków i Finów”.

AKTYWISTKA, PUBLICYSTKA, HISTORYCZKA Z DOKTORATEM

Nikt mnie nie ma, to książka pisana sobą, pisana przez aktywistkę, przez publicystkę, ale też przez historyczkę z doktoratem. Linderborg ani na chwilę nie spuszcza z oka cienkiej nitki historii. Pokazuje jej krzywy szef na zrębach podnoszącego się z kolan szwedzkiego społeczeństwa. To tu, w środku lat 70. i 80. wykluwają się idee równości, na które dzisiaj spoglądamy z taką zazdrością. To właśnie wtedy kładzie się podwaliny pod szwedzką demokrację rozumianą jako empatyczne zaangażowanie w walkę z nierównościami.

Minimalistyczny styl pozbawiony ozdobników świetnie wpisuje się w opowiedzianą historię. Jej rytm, to rytm oddechu. Rzadko książki robią tak równe wrażenie. Czysta kompozycyjnie, nierozchwiana żadnymi eksperymentami literackimi, robi wrażenie. Nie bez znaczenia jest tu praca przekładu. Takiemu wyzwaniu formy sprostałby może jeszcze spośród tłumaczy szwedzkich Mariusz Kalinowski.

Recenzja książki: Nikt mnie nie ma Åsa Linderborg – Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2017. Data wydania: 27 września 2017. Tytuł oryginału: Mig äger ingen (2007). Przekład ze szwedzkiego: Halina Thylwe. ISBN 978-83-280-4344-2.

Źródła, z których dodatkowo skorzystałam: www.aftonbladet.se, www.sydsvenskan.se, Wikipedia, www.expressen.se, www.svt.se