Kategorie
Literatura nordycka

Amundsen. Ostatni wiking – Stephen R. Bown

Historia norweskiego polarnika Amundsena wykonała na zwrotnicy czasu niezwykłego manewru; powraca do nas aktualna, bardzo do rozmyślania na teraz. Spełnia też wymagania, niemal zacne w erze bylejakości: oto książka bardzo dobrze napisana, bardzo dobrze zredagowana, bardzo dobrze przetłumaczona i bardzo dobrze wydana.

Amundsen. Ostatni wiking - Stephen R. Bown
Amundsen. Ostatni wiking – Stephen R. Bown

Norweg Roald Amundsen przekraczał granice wyobraźni w czasie złotej ery odkryć polarnych. Lubił powtarzać, że cieszy się, że nie urodził się później, bo „nie pozostałoby mu nic innego niż podróż na księżyc”. Jak nikt potrafił planować wyprawy w najbardziej ekstremalnych warunkach. Jako pierwszy dotarł na biegun południowy. Najsłynniejszy norweski odkrywca i jeden z najsłynniejszych na świecie badaczy polarnych. Jego biografia autorstwa Stephena R. Bowna to opowieść o człowieku, który walczył z czasem, z własnymi ambicjami i czarnym PR, który na lata zaważył na ocenie jego wyczynów.

Nie walcz, dopóki nie musisz, a gdy już musisz, podchodź do tego mądrze, tak by odnieść pewny sukces

Roald Amundsen

Zastanawiałam się, czy uprawnione byłoby napisanie, że poznanie Amundsena jest furtką ułatwiającą zrozumienie Norwegów. Po części tak. Złożony i długi fragment historii Norwegii, to opieranie się na kruchej definicji norweskości; szukanie remedium na uzależnienie od mocniejszych sąsiadów, redefiniowanie pojęcia wolności. Życie Amundsena to oddaje. I jeśli byłoby wcześniej lepiej opisane, służyłoby pewnie coachom biznesu za przykład uporu, dążenia do celu, nie dawania się przeciwnościom, odnajdywania siły w najsłabszych momentach życia. Książka zatrzymuje się w takich momentach życia Amundsena, żeby wyciągnąć z nich jak największą motywacyjną pożywkę. Zapadają w pamięć zdania takie jak: „Nie walcz, dopóki nie musisz, a gdy już musisz, podchodź do tego mądrze, tak by odnieść pewny sukces”. Dobrze koresponduje z czasami, w których przyszło mu żyć. I o dziwo, pomimo jego upływu, rozterki badacza, podróżnika i polarnika kojarzonego z XIX i początkiem XX wieku, świetnie rezonują w erze mediów społecznościowych.

Kanadyjski biograf Amundsena dokonał zwrotu. Jego książka to furtka, swojego rodzaju VPN, który trzeba odpalić, żeby w ogóle otrzymać access do pewnej części historii. Długo zakłamywanej, i długo niedostępnej, chociażby z uwagi na hermetyczność języka norweskiego. Dzisiaj wiemy, za sprawą tej biografii, dużo więcej o Amundsenie i historii odkryć polarnych.

Amundsen – realista, który potrafił marzyć

Żyjemy w erze ucieczek życiowych, odcinania się od ponurej rzeczywistości, nudnej rutyny. I stąd biografia Amundsena tak dobrze pasuje do naszych czasów. Jeśli ktoś szuka historycznej postaci, która mogłaby być motywacją do remontu w głowie, to Norweg idealnie się do tego nadaje.

Zawsze fascynowali mnie ludzie, którzy wiedzą czego chcą w życiu. Nie marudzą o jego sensie, nie szukają drogi życiowej, oni od razu stają we właściwym jej miejscu i prą naprzód. I z każdym krokiem, każdą decyzją są lepiej przygotowani, żeby dotrzeć do celu. Na końcu którego jest satysfakcja i spełnienie. Do tego robią to z godnością, w którą wpisany jest szacunek do drugiego człowieka. Skąd Amundsen wiedział, gdzie jest jego cel? Jak to się dzieje, że nagle w człowieku kiełkuje marzenie i zaczynamy je realizować. Trochę tę zagadkę próbuje rozszyfrować Stephen R. Bown pokazując młodego Amundsena zachłyśniętego opowieściami o bohaterach współczesnych mu czasów. A to czasy wyprawy „nestora wypraw polarnych w Norwegii” Fridtjofa Nansena – na nartach przez mroźną Grenlandię. Epoka największych odkryć polarnych. Czy w takich czasach dało się marzyć o czymś innym niż o podboju najmroźniejszych zakątków świata?

Amundsen marzy bardzo miarą swoich czasów. Marzy też na miarę swojego pochodzenia. To dlatego jego biografia może być odczytywana tropami społeczno-obyczajowymi. Najwięcej jest więc tutaj Amundsena publicznego, takiego jak go widziano, jak go opisywano i jak sam siebie opisywał. Pierwszego bohatera niepodległej Norwegii. To on 17 maja, w dniu norweskiego święta narodowego wygłosi oficjalne przemówienie z balkonu Grand Hotelu w Kristianii. Czasy, w których żył Amundsen pod względem medialności niewiele różniły się od obecnych. Goniły za sensacją, rządziły nimi emocje, nie miały czasu na docieranie do prawdy. Operowały więc siłą zaskoczenia, fetyszyzowały się nowością i walczyły na nagłówki. Gdy więc Stephen R. Bown rozszyfrowuje wizerunek Amundsena, idziemy tropem konfabulacji, narracyjnych twistów i całej medialnej operacji nastawionej na uwagę, sprzedaż i zysk.

Jakim człowiekiem był Amundsen?

Stephen R. Bown wspaniale oddaje napięcie czasów i spirali medialnej. Wśród epitetów szuka prawdy. Był Amundsen najserdeczniejszym człowiekiem czy intrygantem? Mistrzem wystąpień publicznych, który sprzedał duszę tłumowi dla sławy czy zatwardziałym marzycielem? Zamiast dokładać do puli przymiotników pokazuje nam chłopaka, który wykorzystuje każdą nadarzającą się chwilę na trening i zaprawianie się przed potencjalnymi ekspedycjami. Chłopaka pracującego wytrwale nad siłą i tężyzną, ćwiczącego długie przejazdy na nartach. Gdy nadarza się okazja zaciąga się na statek do połowu fok, żeby nabrać doświadczenia w żegludze w klimacie podbiegunowym.

Czyta wszystko, co napisano o podróżach polarnych, analizuje teksty polarników, wyciąga z nich praktyczne wnioski. Szuka kolejnych wyzwań. Jeśli trzeba zostanie pierwszym cywilem w Norwegii z licencją pilota, krótko po tym, jak bracia Orville i Wilbur Wrightowie wykonali na polach Karoliny Północnej „pierwsze niepewne, żabie skoki w wyposażonej w silnik, cięższej od powietrza maszynie”. Gdy jest już sławny podsumuje lata wyrzeczeń:

Wszystko, czego dokonałem jako badacz polarny, to rezultat planowych w pełni świadomych i starannych przygotowań podczas całego mojego życia.

Roald Amundsen

Amundsen publiczny, ale nie intymny

Brakuje tej biografii części intymnej. Bo chociaż Amundsen romansował i to nieszczególnie szczęśliwie, bo z mężatkami, to niewiele z tego przedostało się na światło dzienne. Potrafił być nie tylko powściągliwy w opisywaniu swoich przygód, ale też dyskretny w życiu osobistym. Mamy więc Amundsena „Ostatniego wikinga”, „Napoleona strefy podbiegunowej”, zdobywcę Złotego Medalu Hubbarda, przyznawanego przez amerykańskie Towarzystwo National Geographic, człowieka, którego kreowały media, i który żeby żyć tak, jak chciał musiał odpowiadać na potrzeby tłumu, a trzeba dodać, że nienawidził obowiązkowych tournée promocyjnych z wykładami.

Ciekawie Stephen R. Bown sytuuje Amundsena na mapie wydarzeń historycznych. Bez nadmiernej kumulacji dygresji rozsadza tekst ciekawostkami. Wiemy, w którym momencie wydarzeń tonie Titanic. Wiemy kiedy Amundsen idzie na kolację z prezydentem Theodore’ em Rooseveltem. Mamy możliwość zapoznać się z fragmentem recenzji „Bieguna południowego” Amundsena. Książkę „New York Times” nazwie „Sagą o Njalu bez krwawych waśni rodowych, ale w całym jej humorem i urokliwością plotek o ludziach pierwotnych, ich przyjaźni i uwielbieniu przyrody”. Poznamy kulisy znajomości Amundsena z Frederickiem Cookiem i wyjaśnienie, dlaczego stanął po stronie jak się potem okazało podwójnego oszusta; Cook minął się z prawdą twierdząc, że dotarł do bieguna północnego przed Robertem Pearym, a skończył w więzieniu za oszustwa z nieruchomościami.

Gjøa – statek Amundsena cumuje w porcie Oslo obok Frama Fridtjofa Nansena i Kon-Tiki Thora Heyerdahla. Kanadyjczyk w dobrych proporcjach zarysuje przyjaźń Amundsena z Nansenem, w którym znalazł życzliwego mistrza i rzecznika, który gdy trzeba było potrafił nakłonić króla Szwecji i Norwegii Oskara II do wsparcia finansowego dla młodszego kolegi. Amundsen nie tylko podziwia doświadczonego polarnika, ale uczy się z jego wypraw. Wykorzysta na przykład psie zaprzęgi i przemieszczanie się na nartach, w czym pionierem był Nansen podczas swojej grenlandzkiej wyprawy.

Konflikt Amundsena ze Scottem

Absolutnym atutem książki Stephena R. Bowna jest naświetlenie słynnego konfliktu Amundsena ze Scottem w wyścigu na biegun południowy, który kładł się cieniem na karierze Amundsena do końca jego życia. Scott wydaje komunikat, w którym ogłasza swoje plany podboju bieguna południowego, czym w tych czasach chce poniekąd zabezpieczyć sobie prawo do pionierskiej wyprawy. „Planuje wyprawę niemądrze i amatorsko, a jego hierarchiczna struktura dowodzenia i pogarda dla psów oraz innuickiej odzieży to poważny błąd”. Amundsen tymczasem stawia na dyskrecję i przygotowuje podróż w największej tajemnicy. Góruje nad Brytyjczykiem pokorą, przygotowaniem, doświadczeniem i kondycją. „To interesujące studium sposobu, w jaki nadzór nad informacjami tworzy historię – jak sfabrykowano historię < < wyścigu > > na biegun południowy ze Scottem w roli bohatera, a Amundsena – czarnego charakteru, człowieka, który może formalnie rzecz biorąc – wygrał, ale nie zasłużył na zwycięstwo”.

Książka skupia się nie tylko na tle konfliktu i na tym, jak on rezonuje na karierze Norwega. Jest tu dość obszerny opis samej wyprawy. Przygotowania, szukanie najlepszych ludzi na ekspedycję, zbieranie funduszy, samo przejście i 35 dniowy powrót do bazy. Niesamowicie śledzi się wypowiedzi brytyjskich komentatorów. Ci na długo nie mogą pogodzić się ze zwycięstwem Norwega, umniejszając je opiniami, że to tylko wyścig, podczas gdy Scott planował z prawdziwego zdarzania wyprawę badawczą.

Koniec końców Stephen R. Bown sięgnął tutaj po niedawne tłumaczenie dzienników i listów Amundsena. Przeglądnął jego korespondencję z agentami, broszury promocyjne. Wykorzystuje treść jego wykładów, sięga do cyfrowego archiwum „”New York Timesa”, które okazują się skarbnicą wiedzy. Postanowił uzupełnić portret niezwykłego Norwega, którego biografię niesłusznie sprowadzano do tej pory do „wyścigu na biegun południowy”. I zrobił to w najlepszym stylu.

Recenzja: Amundsen. Ostatni wiking – Stephen R. Bown – Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2018. Przekład: Krzysztof Cieślik. Tytuł oryginału: The Last Viking: The Life of Roald Amundsen (2012). ISBN 978-83-7976-881-3. Redakcja: Grzegorz Krzymianowski.