Kategorie
Literatura nordycka

Skandynawia halal. Islam w krainie białych nocy – Maciej Czarnecki

Maciej Czarnecki napisał w kontekście społeczeństwa wielokulturowego, że „Szwecja jest ekranem projekcji strachów, fobii i nadziei”. Dobrze to podsumowuje „Skandynawię halal. Islam w krainie białych nocy”, która jest próbą przyjrzenia się islamowi i muzułmanom w krajach skandynawskich. Maciej Czarnecki, parafrazując jego słowa, wszedł incognito na największy w Skandynawii kongres salafitów, rozmawiał z pierwszym nauczycielem języka norweskiego pochodzenia pakistańskiego, prześledził losy Czeczena, który z Norwegii ruszył na dżihad do Syrii, rozmawiał z tureckim apostatą i aktywistą muzułmańskiej społeczności LGBT. Pisze o Iman Aldebe muzułmance, która rozwinęła w Szwecji międzynarodową karierę projektantki nakryć głowy. Opisuje historię Czeczena, który został pszczelarzem w Oslo, ratując ten zawód od wyginięcia w Norwegii. Oddaje głos Sarze Mohammad z irackiego Kurdystanu, której groziło zaaranżowane małżeństwo, a dzisiaj jest szefową GAPF. Ten zbiór reportaży jest udanym komentarzem do dotychczasowej publicystyki i sprawną próbą nakreślenia nowych kwestii w temacie imigracji do krajów skandynawskich. Jakie najważniejsze wnioski nasuwają się po lekturze tych reportaży? Zobaczmy.

Skandynawia halal. Islam w krainie białych nocy Maciej Czarnecki
„Skandynawia halal. Islam w krainie białych nocy” – Maciej Czarnecki

Maciej Czarnecki coraz częściej pisze o krajach nordyckich. Uważam jednak, że wciąż jest lepszym gawędziarzem niż pisarzem i dopiero podczas spotkań autorskich potrafi dać upust emocjom, które z żelazną konsekwencją trzyma krótko w swoich tekstach. Niepotrzebnie. Gdyby jego pisarstwo ożenić z piórem Wiktorii Michałkiewicz (Kraj nie dla wszystkich. O szwedzkim nacjonalizmie) zyskalibyśmy literacki mariaż, który miałby niepowtarzalny potencjał do rozpracowania ducha Północy.

Począwszy od książki o odbieraniu dzieci przez norweską opiekę społeczną. „Dzieci Norwegii. O państwie (nad)opiekuńczym” autor dał dowód na to, że potrafi nie tylko wywoływać dyskusje, ale też lepiej odbiera sygnały z wnętrza północnej rzeczywistości. Pomimo tego, że nie mieszka na stałe w żadnym z krajów nordyckich, na długo przed innymi wywołuje tematy dotąd nie omawiane. A skoro tak, to znaczy, że gdzieś tam pod surową reporterską frazą kryje się człowiek wyjątkowo wrażliwy na wrzenie świata.

Skandynawia halal. Islam w krainie białych nocy – solidna szkoła pisania

„Skandynawii halal. Islam w krainie białych nocy” do dowód solidnej szkoły pisania rządzącej się nieugiętą precyzją dochodzeniową. Autor nie tylko potrafi czytać człowieka, potrafi też go umiejętnie podchodzić. Z książki na książkę jest coraz lepiej rozeznany w Północy. Nie obeszło się bez powtarzania pewnych informacji, ale Maciej Czarnecki wyciska z rzeczywistości maksimum nowej wartości. Jestem skandynawistką i po raz pierwszy od bardzo dawna mogę napisać, że dowiedziałam się czegoś nowego o krajach nordyckich.

Skandynawia wielokulturowa

Słusznie książkę o muzułmanach otwiera tekst o Rosengård. Przedmieścia Malmö na trwałe zagościły w publicystyce jako dowód niepowodzenia społeczeństwa wielokulturowego. Retoryka no-go zone, „stref szariatu” jak mantra powraca w wystąpieniach antyimigracyjnej partii Szwedzkich Demokratów, straszą nią prawicowe media, były prezydent USA i pewien mały zaburzony prezes. Książka rozpracowuje imigrancką dzielnicę uchodzącą za:

symbol tego, czym w oczach populistów stała się Szwecja – upadłego kraju targanego konfliktami etnicznymi i odmienionego przez radykalny islam.

Pokazuje Rosengård, które jest papierkiem lakmusowym błędnych decyzji politycznych. Zaniedbania władz lokalnych odnośnie inwestycji w rozwój przedmieść skutkowały pogarszaniem się infrastruktury, odpływem przedsiębiorców. W efekcie również ludzi, którym się powiodło. Zaczęły tworzyć się takie miejsca jak Rosengårdsskolan – jedna ze szkół, w której mówi się ok. 30 językami, a wśród 400 dzieci nie ma ani jednego etnicznego Szweda.

Dzielnica to efekt programu „Miliona Mieszkań”, który miał zaspokoić potrzeby mieszkaniowe Szwedów podobnie jak niegdyś w Polsce budownictwo z wielkiej płyty. Zresztą eksportowane do nas ze Szwecji. Dzisiaj z perspektywy lat rozumiemy, gdzie projekt „szybko i dużo” zawiódł. Szwecja nie kojarzy nam się z PRL-owskimi osiedlami, a tak właśnie wygląda wiele tamtejszych przedmieść, które powstały w ramach programu mieszkaniowego Socjaldemokratów. Myślę, że zostałyby mimo wszystko approved przez Magdalenę Milert (Blog, Instagram, Facebook, Twitter). Z perspektywy polskiej patodeweloperki to i tak funkcjonalne, zaspokajające wiele potrzeb założenia urbanistyczne, z własną infrastrukturą, ścieżkami rowerowymi, zielenią, z dostępem do usług, sklepów, blisko położonymi szkołami i przedszkolami. Jednak tanie budownictwo z lat 60. XX wieku, jak na współczesne standardy szwedzkie nie jest najbardziej lukratywnym miejscem do życia, przyciąga osoby z niższymi dochodami i łatwo domyślić się, że jest im trudniej o dobry start w życiu. Jeśli tworzy się dzielnice sprzyjające segregacji, to w końcu do niej dochodzi. Nawet w takich państwach dobrobytu, jakimi są kraje skandynawskie.

Crème de la crème tej książki to przewodnicy Macieja Czarneckiego po Skandynawii. Po Rosengård oprowadza go mieszkająca tu od 28 lat Gemila al-Kuraishi, której rodzice: mama Polka i ojciec Irakijczyk, emigrowali z Polski, gdy miała 5 lat. To ona pozwoli nam spojrzeć na imigranckie przedmieścia z wewnątrz i sprawdzić, czy są tak niebezpieczne, jak to się nam wmawia. Gemila podkreśla, że „nigdy nie została tutaj napadnięta, obrabowana, dźgnięta nożem”. Raporty policyjne informują wprawdzie o „paralelnych strukturach społecznych”, które funkcjonują w obrębie szwedzkiego społeczeństwa. Ale, jak Policja podkreśla nigdzie w pełni.

Ale jeśli chodzi o kwestię przestępczości poruszoną w tej książce, wydaje mi się, że doszło tutaj do jakiegoś rodzaju błędu. Tytuł sugeruje, że czytamy o islamie, czyli o muzułmanach w krajach skandynawskich. Gdy jednak dochodzi do kwestii przestępczości, to Maciej Czarnecki pisze o imigrantach. A już w samym Malmö mieszkają obywatele 170 krajów, z czego ok. 7 tysięcy Polaków. Trudno więc cokolwiek wywnioskować z informacji podanej za szwedzką telewizją publiczną SVT o tym, że w 2018 roku „58% mężczyzn skazanych za gwałt w ostatnich pięciu latach urodziło się poza granicami Szwecji”, ponad fakt, że to napływowi. Niestety można ulec niezamierzonej sugestii, że chodzi o muzułmanów. I albo brakuje tutaj komentarza, albo lepszej redakcji. Dobrze jednak, że znalazło się tu miejsce na słowa profesora kryminologii, który badając przestępczość wśród imigrantów w Szwecji uspokaja, że jest dzisiaj niższa, chociaż imigrantów żyje przecież w Szwecji coraz więcej (Porównaj z: Czy Szwecja to kraj dla imigrantów?).

Ten przykład pokazuje, to jak media wpływają na postrzeganie obcych w Skandynawii. Na Północy dominowała przez jakiś czas negatywna retoryka. Pisał o tym Gellert Tamas w Mężczyźnie z laserem. Historia szwedzkiej nienawiści. Powtarzanie plotek o zrywaniu parkietów przez imigrantów, którzy rzekomo uprawiali na podłodze w mieszkaniach warzywa albo skupianie się na pokazywaniu imigrantów w negatywnym świetle, to prosta droga do stygmatyzowania, stosowania odpowiedzialności zbiorowej. Do czego to może prowadzić przekonali się Norwedzy podczas masakry na wyspie Utøya (Porównaj z: „Jeden z nas. Opowieść o Norwegii”, Åsne Seierstad, Utoya, 22 lipca – Erik Poppe). Już w latach 80. i 90. władze norweskiej gminy Brumunddal musiały montować specjalne osłony przed oknami uchodźców chroniące ich przed kamieniami.

Skandynawia  – raj, ale dla wybranych

„Kiedy wszyscy dają ci do zrozumienia, że jesteś inny, w końcu uznajesz, że tak rzeczywiście jest” – powie Gemila. Wczytując się w życiorysy znanych osób, którym udało się wyrwać z imigranckich przedmieść, czuć, że to była droga przez męki. Kariera Zlatana Ibrahimovica to dowód wewnętrznej siły, woli walki i – tak naprawdę – chęci odegrania się na prześladowcach, To nie jest łaskawe paliwo do dorastania. Okazuje się, że Szwecja to raj, ale raczej dla niezrażających się łatwo i upartych ludzi (Porównaj z: Wygnani do Raju. Szwedzki azyl – Krystyna Naszkowska).

W Szwecji powtarza się, że imigranci wzbogacają kraj. Mówią o tym nie tylko politycy odżegnujący się od rasistowskiej narracji. Jeśli Szwecja chce przepracować swoje mentalne DNA, które w przerysowanej postaci pokazał Erik Gandini w Szwedzkiej teorii miłości, to potrzebuje do tego cudzoziemców. Co stoi na drodze?

Czy islam może dostosować się do skandynawskich wartości?

Sprawa jest skomplikowana. Pewne subtelności można wyczytać z „Skandynawii halal. Islam w krainie białych nocy” . Barierą wydaje się brak woli poznania obcych, ale też brak woli przyjezdnych do dostosowania się do kultury kraju. W opinii niektórych imigrantów Szwedzi to egoiści, zamknięci na drugiego człowieka. Obojętni i zimni. Odwracający głowę, gdy sprawa wymaga od nich większego zaangażowania. Znamienny jest przykład prawniczki, która pomaga uchodźcom w kwestiach prawnych, ale z żadną osobą, której pomaga nie utrzymuje kontaktów towarzyskich. A cudzoziemcy trafiający na bariery towarzyskie coraz bardziej zamykają się we własnych enklawach. Segregacja postępuje a wraz z nią wydłuża się droga do wzajemnego poznania i zrozumienia.

Maciej Czarnecki pokazał, że państwo jako instytucja zawodzi często w kwestii integracji innych kultur. Spychając imigrantów do zaniedbanych przedmieść, odbiera im równe szanse. Ale też pozwala na przejęcie kontroli nad imigranckimi dzielnicami nieformalnym grupom, często o charakterze przestępczym, czy radykałom religijnym (Porównaj z: Sons of Denmark). Duńskie pomysły wyburzania imigranckich osiedli lub wysyłania na odosobnioną wyspę Lindholm, osób czekających na deportację są skrajnym przejawem porażki państwa. Al-Kubaisi – autor filmu o wpływach Bractwa Muzułmańskiego w Norwegii wypunktował nieudolność Norwegii w dobieraniu sobie partnerów do budowania dialogu wielokulturowego. Rządy państw skandynawskich wydają się być bezradne wobec wpływów islamskich konserwatystów, a to oni najczęściej stoją na przeszkodzie do głębszej integracji. A takie wpadki, jak w 2017 w Szwecji, gdy okazało się, że na budowę meczetu na obrzeżach Rosengård 30 mln koron wyłożył Katar wspierający radykałów religijnych, tylko potwierdzają, jak dalece państwo nie monitoruje sytuacji.

Maciej Czarnecki wywołując temat muzułmanów w krajach skandynawskich, nie unikając kwestii zapalnych, skupiając się na zwykłym człowieku, pokazał to, czego szczególnie brakuje w newsowych relacjach. Esencją jego reportaży są losy zwykłych ludzi. Te zawsze umykają z punktu widzenia wielkiej polityki. Jak jednak historia pokazuje, jeden człowiek potrafi zarówno jednoczyć, jak i dzielić. „Skandynawia halal. Islam w krainie białych nocy” to bardzo dobry punkt wyjścia do dalszych studiów w temacie Skandynawii. Nie wyczerpuje tematu, bo najważniejszym wnioskiem tego zbioru reportaży jest to, że punktów widzenia jest tyle ile historii opisanych tu osób. Pokazując Skandynawię z tej perspektywy, Maciej Czarnecki daje nam do zrozumienia, że drogą do poznania siebie nawzajem jest otwartość i ciekawość drugiego człowieka.

Maciej Czarnecki „Skandynawia halal. Islam w krainie białych nocy”. Wydawnictwo Agora, Warszawa 2019. Redakcja: Michał Wybieralski. Korekta: Danuta Sabała. ISBN: 978-83-268-2913-0. 309 stron.