Kategorie
Kraje nordyckie

Yoga Girl Rachel Brathen

Szwedka Rachel Bråthén jest zwykłą dziewczyną z Uppsali, która stworzyła globalną markę żyjąc tak jak chciała. Miała trudne epizody w dzieciństwie a okres dorastania przeczołgał ją wyjątkowo intensywnie. Podniosła się chociaż wiele wskazywało, że jest na prostej na samo dno. Co jej pomogło?

Jacek Walkiewicz w swoim słynnym wystąpieniu powiedział, że sukces to nie wstrzeliwanie się w temat, jak sądzi wiele osób. Źródłem największych sukcesów jest pasja. Bo jak wyjaśnia, pasja rodzi profesjonalizm. A zrodzony z pasji profesjonalizm daje jakość, która jest zalążkiem sukcesu. Paweł Pawlak założyciel Inner War Saga w jednym z postów na Instagramie podpowiada tym, którzy nie wiedzą co jest ich pasją, żeby po prostu działali. Bo bez działania nie da się zweryfikować swoich potrzeb i marzeń. O tym, żeby działać, próbować różnych rzeczy i wyciągać wnioski z każdego ruchu wielokrotnie mówiła Dorota Sierakowska (IG), inwestorka i analityczka surowcowa w Domu Maklerskim BOŚ. Wszyscy oni powtarzają, żeby iść śmiało do przodu, korzystać z wartości jaką wnoszą kolejne doświadczenia, wyciągać wnioski i robić kolejny krok. Ale to co według nich jest w życiu najcenniejsze to ludzie jakimi się otaczamy. Wspierający rodzice wpoili Dorocie Sierakowskiej, że nie ma rzeczy, której nie mogłaby osiągnąć. Żona Jacka Walkiewicza sprawiła, że spełnił swoje marzenie bez czego jego słynne wystąpienie nie byłoby równie zabawne. Paweł Pawlak spotkał mentora, który pokazał mu wartość, która totalnie zmieniła jego całe zawodowe życie. Historia Szwedki Rachel Bråthén to opowieść o pasji, o której wspomina Jacek Walkiewicz, o działaniu, do którego zachęca Paweł Pawlak i wsparciu, które zbudowało Dorotę Sierakowską.

Yoga Girl Rachel Brathen

Dzisiaj Rachel Bråthén to niezależna finansowo bizneswoman, jedna z pionierek wśród influenserek jogowych znana w sieci jako Yoga Girl. Jej konto na IG yoga_girl ma obecnie 1,9 mln obserwatorek. Wniosła do nauczania jogi niezwykłą wartość, która sprawiała, że ludzie z całego świata przyjeżdżali do jej ośrodka w małej Arubie, żeby chociaż przez moment doświadczyć energii, pasji i siły jaką zarażała. Rachel tworzy dzisiaj dwa podcasty „From the Heart with Rachel Brathen” i „The Daily Practice with Rachel Brathen”. Książka, którą zadebiutowała znalazła się na liście bestsellerów New York Times. Trzymam ją w ręce. I chociaż „Yoga Girl” (przeł. Katarzyna Wąsala, Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2016) to lektura może na dwie godziny i nikomu nie poleciłabym jej zakupu, warto jednak ją przeczytać, żeby poznać wartości, na jakich Rachel zbudowała swoje życie i firmę. Obecnie Rachel mieszka w Szwecji z mężem, dwójką dzieci i gromadą zwierzaków w czerwonym domku zaszytym głęboko w lesie.

Na zdjęciach w jej książce widać uśmiechniętą, szczęśliwą kobietę w kolejnych asanach na tle turkusowego Morza Karaibskiego. Trudno byłoby się domyśleć, że jej przeszłość kryje niełatwe epizody w dzieciństwie i burzliwe lata dorastania. Gdy jej rodzice rozeszli się krążyła pomiędzy dwoma domami, spędzając czas na zmianę to u jednego, to u drugiego rodzica. Krótki okres szczęścia przypadł, gdy jej mama znalazła nową miłość, a ojczym stał się ostoją bardzo radosnego okresu w ich życiu. Śmiertelny wypadek w pracy sprawił, że mama Rachel została w wieku 25 lat wdową z dwójką małych dzieci i z podpisaną umową na nowy dom. Załamała się i straciła nadzieję, że podoła tak wielkiej odpowiedzialności i spróbowała odebrać sobie życie.

Słowa krewnego czy przyjaciela rodziny, sprawiły, że Rachel zaczęła obwiniać się – niesłusznie – za śmierć ojczyma. To dało zapłon w późniejszym życiu do kaskady wydarzeń, które zmieniły jej okres dorastania w alkoholowo-imprezowy ciąg, drobne kradzieże, nieustanne kłamstwa, narkotyki, niewłaściwe towarzystwo, wdawanie się w niebezpieczne sytuacje. W wieku 13 lat po raz pierwszy wylądowała na pogotowiu z zatruciem alkoholowym. W wieku 16 lat została zatrzymana za jazdę pod wpływem alkoholu i spędziła noc w areszcie, z którego po wyjściu poszła prosto na imprezę. Wtedy też po raz pierwszy uderzył ją chłopak. Kolega znalazł ją kiedyś nieprzytomnie pijaną w śniegu przy drodze. W wieku 17 lat dachowała w aucie. Pijana była zarówno ona, jak i kierowca. Co sprawiło, że na tej prostej na samo dno podniosła się?

W swojej książce napisała, że zawsze czuła wsparcie swoich rodziców. Szukając sposobu, żeby jej pomóc, mama wysłała ją na terapeutyczny turnus medytacyjny w małym miasteczku na północy Szwecji. Opuściła go zupełnie odmieniona. Jeszcze raz wróciła do tego ośrodka, żeby przejść kurs radzenia sobie z problemami z dzieciństwa. A w swojej książce napisała, że pomógł jej stać się sobą.

Miała 17 lat, gdy z rodzicami pojechała na wakacje do Tajlandii. To tam po raz pierwszy stanęła na macie, z której zeszła czując kojącą wewnętrzną radość. Musiały jednak minąć kolejne 2 lata, żeby w tej radości odnalazła sposób na własne życie.

Mindfulness

Kursy terapeutyczne, które Rachel przeszła na północy Szwecji sprawiły, że coraz bardziej wciągał ją temat mindfulness. Pisałam nieco o tym, czym jest w „Sztuka oddechu. Sekret świadomego życia” Tak trafiła z przyjaciółmi na Kostarykę. I gdy w wieku 19 lat opuszczała Szwecję jej mama wsparła ją w tej decyzji. W książce Rachel podkreśla, że nie miała pojęcia dokąd ją zaprowadzi ta podróż. Ale weszła w to nieznane bardzo odważnie. Swoją trudną przeszłość potraktowała jak lekcję, wyciągnęła z niej wnioski i postanowiła zamknąć ten rozdział, otwierając się z zaufaniem na przyszłość. W Kostaryce trafiła do wioski surfów i postanowiła tam zostać. Wgłębiała się w praktyki, które poznała w ośrodku w Szwecji. Ten etap był czymś w rodzaju regeneracji, uspokajania się, dochodzenia do siebie. Korzystała z czasu na długie spacery nad morzem. Dawała sobie spokój i wytchnienie, którego kompletnie nie czuła przez lata ćpania i picia. Kilka miesięcy później wróciła do Szwecji, ale tylko po to, żeby spakować swoje rzeczy i kupić bilet w jedną stronę. Tym razem do Kostaryki wróciła z matą do jogi.

Tam też po raz pierwszy poszła na zajęcia z jogi do instruktora. Potem próbowała różnych praktyk i chodziła do różnych szkół. Napisała, że kochała „poruszać swoje ciało wraz z oddechem”. I traktowała te zajęcia jak medytację w ruchu i muszę się przyznać, że miałam tak samo po skończeniu kursu mindfulness u Sylwii. Joga stała się dla mnie jego naturalnym przedłużeniem. Rachel w Kostaryce spędziła dwa i pół roku. Ten kraj ma siłę przyciągania, kiedyś pisałam o książce Grażyny Obrąpalskiej „Przystanek Kostaryka„, która trafiła tam szukając raju na ziemi.

To co uderza w jej historii, to niesamowity spokój, z jakim przyjmowała przeciwności losu. Paweł Pawlak opowiedział kiedyś historię dwóch braci. Obaj zostali za dzieciaka pobici przez starszych kolegów. Jednego to złamało i jako dorosły miał niskie poczucie własnej wartości. Drugi potraktował to zdarzenie jako silny motywator do tego, żeby już nigdy nie być ofiarą. Paweł tą historią daje do zrozumienia, że różnie możemy reagować na to samo zdarzenie i to od nas zależy, jaką wagę odegra w naszym życiu. Czy nas pogrąży czy pociągnie w górę. Z Rachel mam wrażenie było podobnie. Trafiła na właścicielkę restauracji, dla której pracowała i z tego co pisze, to była więcej niż trudna osoba. Została wyrzucona z pracy a na drugi dzień poproszona o przyjście jednak na zmianę. Nie miała wyjścia, więc z zaciśniętymi zębami przyszła do pracy. I tego dnia dostała inną. Zagadała do gości, których obsługiwała i tak od słowa do słowa okazało się, że to inwestorzy realizujący ekologiczne projekty w okolicy. Została ich asystentką, zajmowała się logistyką, ale też zaczęła uczyć jogi, bo miała między innymi odpowiadać za dobre samopoczucie ludzi w zespole. Podróżowała po całym świecie, mogła zostać insiderką wielkiego biznesu i to takiego, który miał aspirację zmieniać świat na lepsze.

Robiła to co lubi, jednocześnie świetnie zarabiała. Odłożyła tyle pieniędzy, żeby po rozstaniu się z firmą móc swobodnie podróżować. Gdy była w odwiedzinach u rodziców ci zaproponowali wspólny wypad do Aruby, bo akurat otwarto nowe bezpośrednie połączenie lotnicze ze Sztokholmu. To jedna z wulkanicznych Wysp Zawietrznych położona na zależnym od Holandii terytorium w archipelagu Małych Antyli. Było blisko Kostaryki, co akurat jej pasowało, bo nie musiała marnować czasu na latanie tam i z powrotem.

Mała karaibska wyspa oczarowała Rachel. A że warunki były idealne na surfing to z polecenia miejscowych trafiła do sklepu ze sprzętem do pływania. I tak poznała swojego obecnego męża. Przeprowadziła się do Aruby. Nie chciała już jednak zaczynać od dorywczej pracy. Pomyślała, że mogłaby dawać lekcje jogi, które przecież dawała w poprzedniej firmie. Najpierw pomagała jogince, która prowadziła małą szkołę jogi w swoim domu. No i bardzo intensywnie szkoliła się. Temat jogi, jej historii, wpływu totalnie ją wciągnął. Pochłaniała literaturę i jednocześnie wchodziła na coraz wyższe poziomy praktyki.

Urodziła się ze skoliozą i asymetrią bioder, a wypadek samochodowy i inny na kajaku mocno poturbował jej kręgosłup. Zaczynała więc od bardzo powolnych i nieskomplikowanych asan, ale gdy dotarła do Aruby miała już za sobą kilka lat stania na macie. I wtedy poczuła, że czas na intensywniejszą praktykę. Tak zaczęła się jej przygoda z dynamiczną Vinyasa Flow. W książce pisze, że wsłuchiwała się w swoje ciało, szła za tym, co jej podpowiadało. Pewnego dnia zebrała się na odwagę, żeby poprowadzić pierwszą lekcję samodzielnie. Zaprosiła swoją pierwszą grupę na plażę. To były cztery osoby, które w nią uwierzyły. A potem wszystko potoczyło się na zasadzie efektu kuli śnieżnej.

Chciałam Wam opowiedzieć o Rachel Bråthén, żeby opowiedzieć, co jest największą wartością w życiu człowieka: a są to ludzie, którymi się otaczamy. Wybierajcie tych, którzy w odpowiednim momencie powiedzą: trzymam za ciebie kciuki, zrób to, wierzę w ciebie i zawsze możesz na mnie liczyć. Powodzenia!

Buycoffee.to

Lubisz czytać moje teksty? Postaw mi wirtualną kawą. Dziękuję!

Buycoffee.to/szkicenordyckie

Źródła: Yoga Girl Rachel Brathen:

  1. „Yoga Girl” (przeł. Katarzyna Wąsala, Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2016