Daleko od Niflheimu – Majgull Axelsson

O Szwecji Majgull Axelsson napisze: „martwy i słodki kraj”. O Nässjö, z którego pochodzi: „brzydki mały raj”. O jej debiutanckiej powieści „Daleko od Niflheimu” UNT powie: „prosta, naga i szczera”. W 1994 była rzeczniczka ministerstwa spraw zagranicznych porzuca język dyplomacji, żeby w obliczu paraliżu politycznego i gospodarczego, gdy już nikt nie miał wątpliwości, że Szwecja zbacza z kursu praworządności, sięgnąć po literaturę i opisać Szwedom ich kraj w soczewce ujawniającej wszystkie rysy i pęknięcia.

Daleko od Niflheimu Majgull Axelsson Szkice Nordyckie blog

Nässjö dla Majgull Axelsson jest tym, czym Kiruna dla Åsy Larsson czy Fjällbacka dla Camilli Läckberg. To jej miasto dzieciństwa. Jej korzenie. Jej przeszłość, która wrasta w człowieka dając mu potrzebny kokon bezpiecznej tożsamości, czegoś dokąd można się odwołać szukając odpowiedzi na pytanie, kimś się jest. Dla Majgull Axelsson wyrwanie z bezpiecznego i oswojonego świata do wielkomiejskiego – z perspektywy cichej prowincji – Sztokholmu stało się pęknięciem, którego ślad jest niemal znakiem rozpoznawczym pisarki. Dwoistość, dualizm. To tu w świecie niejasnych granic zasadza się tajemnica pisarstwa i myślę, że też sukcesu Szwedki.

Majgull Axelsson pisze o nas. Wyrwanych z kręgów przyjaźni, pozbawionych miejsc związanych ze wspomnieniami. O wszystkich tych, którzy musieliśmy opuścić rodzinne strony: żeby dokończyć edukację, za pracą lub rodzicami, którzy z jakiś powodów musieli się przeprowadzić. W Szwecji patriotyzm lokalny, to kwestia tożsamości. Jestem z Nässjö, więc mówię tamtejszym dialektem. Więc wyrastam prosto z tamtejszego krajobrazu, a kultura życia, na długim oddechu, w tempie prowincjonalnego miasteczka określa moje priorytety.

Daleko od domu

O ile w Polsce często słyszałam „chcę się stąd wyrwać” i często sama to powtarzałam patrząc tęsknym okiem na niesamowity z perspektywy Przemyśla Kraków, o tyle wśród moich szwedzkich przyjaciół raczej dominowała niechęć przed opuszczaniem ich wysp i wysepek, maleńkich portów, niewielkich miasteczek. Może to kwestia proporcji, bo nawet wielkomiejski Sztokholm jest tak naprawdę małym miastem. Może to kwestia komfortu, bo życie w niewielkiej szwedzkiej miejscowości będzie bardziej atrakcyjne dla Szweda, który ceni sobie kontakt z przyrodą, przebywanie na świeżym powietrzu, wyprawy na archipelag i wędrówki po lesie. A mapa, nawet dobrze zaprojektowanych miejskich ulic, nie daje wytchnienia, do którego przyzwyczajony jest Szwed wychowujący się prawie całe życie w kontakcie z naturą.

Narzucony dualizm i rysa na tożsamości daje inną perspektywę do oceniania rzeczywistości. Majgull Axelsson ma doświadczenia, które przeobraziły się w swojego rodzaju hormon empatii, pracujący na dużo wyższych obrotach, niż u człowieka pozbawionego całej historii życiowej związanej z awansem społecznym, dorastania w społeczeństwie klasowym, które dopiero uczy się egalitarności. A podróż życiową, którą odbyła Szwedka urodzona w rodzinie robotniczej, której mama pracowała w fabryce butów a ojciec był zaangażowanym socjaldemokratą walczącym o folkhem – kraj, który będzie faktycznie domem dla ludzi bez względu na ich pochodzenie i wykształcenie była długa, ale też dość symptomatyczna dla zarysowującej się nowej, powojennej tożsamości szwedzkiej. Ze ścieżki kariery dziennikarskiej, którą Majgull zaczyna jako wolontariuszka w gazecie, zmieniając redakcje i ucząc się zawodu, trafia do ministerstwa spraw zagranicznych na stanowisko rzeczniczki prasowej.

Zanim Majgull Axelsson zadebiutowała powieścią napisała reportaż o dzieciach ulicy, wcześniej jako dziennikarka parała się rynkiem pracy, problemami społecznymi i gospodarczymi. Ostrzyła pióro i szlifowała warsztat. Skończyła najlepszą szkołę dziennikarstwa – Poppius journalistskola, tę samą, której absolwentką jest jedna z najznamienitszych komentatorek szwedzkich, pisarka Lena Andersson (Bez opamiętania, 2013). Po latach podziękuje za ten okres w swoim życiu, którego największą wartością były zebrane obserwacje i szkoła porządnego researchu. A Majgull Axelsson akurat do tego przykłada ogromną wagę. Może dlatego jej powieściowy debiut „Daleko od Niflheimu” jest poniekąd echem jej książki reportażowej. Tu też pojawi się problematyka krajów trzeciego świata, dzieci ulicy, turystyka seksualna.

O ile szwedzka literatura jest blisko ludzi, to twórczość Majgull Axelsson jest tuż pod skórą. Jest Szwecją przechodzącą się po historii własnych niedoskonałości, własnych błędów i porażek. Szwedka porzuciła język poprawności politycznej, który jest niemal mentalnością szwedzką. Literacko wychodzi w rejony, które są obce dla przeciętnego Szweda, który ceni sobie konsensus, łagodną dyskusję, unikanie konfliktów, co może stać się pułapką dla społeczeństwa, któremu trudno przychodzi nazywanie faktów po imieniu.

Daleko od Niflheimu” ukaże się w Szwecji w 1994. Majgull Axelsson nie jest pierwszą osobą w kraju, która sięga po powieść, żeby oswoić lęki i nazwać problemy, które je wywołują. Klimat, jaki wówczas panuje w Szwecji można by porównać do obecnego u nas w Polsce. W 1986 został zabity premier Olaf Palme. Śledztwo w sprawie jego morderstwo ujawniło kolejne afery, a poczucie, że Szwecja zbacza ze ścieżki praworządności na długo nie opuszcza Szwedów. Do kraju przybywają setki uchodźców z Bliskiego Wschodu. Wybuchają kolejne afery, w które zaangażowane są tajne służby. Przez kraj przechodzi fala oburzenia, gdy okazuje się, że mieszkającym w Szwecji Kurdom i Palestyńczykom zakładano nielegalne podsłuchy. Płoną ośrodki dla uchodźców. Wali się gospodarka szwedzka, która nie radzi sobie z kryzysem bankowym i krachem na rynku nieruchomości. To wówczas Henning Mankell powołuje do życia 43 letniego komisarza Wallandera. To wówczas rodzi się w byłej dziennikarce, pisarka Majgull Axelsson. I od razu wiadomo, że to nie będzie literatura w duchu feel-good.

Daleko od Niflheimu” zostanie w Szwecji doceniona nagrodą Moi Martinson. To literacka nagroda corocznie przyznawana przez Arbetarnas bildningsförbund (ABF) i Towarzystwo Moa vanner, osobie, która pisze w duchu imienniczki nagrody. Majgull Axelsson jest jej siódmą laureatką. Wśród jej zdobywców jest m.in. znana u nas z „Miłosnej wojny stulecia” Ebba Witt-Brattström (1991), pisarka i była członkini komitetu noblowskiego Kerstin Ekman (1993), której powieść „Oszustki” właśnie wydało wydawnictwo Czarna Owca, Agneta Pleijel (2015) czy Anna Jörgensdotter (2017).

Główną bohaterką „Daleko od Niflheimu” jest Cecylia Lind. Kobieta wraca wspomnieniami do czasów dzieciństwa i dorastania, ale też do wydarzeń, które rozegrały się na Filipinach, gdzie pracowała w ambasadzie szwedzkiej. Napisałabym, że to wybitny debiut, ale jest raczej debiutem przyzwoitym. Bezsilność wynikająca z gotującej się w kraju atmosfery rezonuje na kartach tej książki. Majgull Axelsson próbuje na około 400 stronach pomieścić więcej, niż powieść jest w stanie udźwignąć. Ale to przymiot debiutantki, która dopiero wkracza na literackie salony. Z impetem, i z wkurwem na ustach.

Szwedka przygląda się z perspektywy czasu małemu Nässjö zapowiadając, że odczarowywanie obrazu Szwecji, pławiącej się w poczuciu samozadowolenia, stanie się jej znakiem rozpoznawczym. Ta perspektywa wybrzmi aż do ostatniej jej powieści. Nässjö jak w soczewce pokazuje wszystkie szwedzkie niedoskonałości, porażki i problemy. Drzemiącą pod powierzchnią klasowość z niewidzialnym kodem postępowania. Wszyscy wiedzą, gdzie jest ich miejsce. Cecylia powie: „Zapomniałam, że w kawiarniach w Nässjö obowiązują rygorystyczne podziały klasowe. >Thimons<< był dla ludzi mojego pokroju, dla dziewcząt o gładkich lśniących włosach i chłopców z grzywkami i fajką. Dla takich jak Marita, dla dziewcząt z tapirem, na zdartych obcasach, i dla chłopców z brylantyną na włosach i smarem pod paznokciami była >Parkhyddan<<”. Majgull Axelsson ujawnia problemy, z którymi Szwedzi nie chcą się zmierzyć: pijaństwo. Cecylia wytknie Maricie, koleżance z dzieciństwa, że mają zdecydowanie różnych ojców: „Mój tata nie przesiaduje na klatkach schodowych i nie wrzeszczy. Mój tata nie pije”. Opowie, czym zajmują się Szwedzi uciekając z mroźnej Szwecji. W Manili mieszka „mnóstwo podstarzałych Szwedów o twarzach gąbczastych od alkoholu, którzy troskliwie pielęgnowali swoje marzenia z okresu dojrzewania”. Pokazuje też Majgull Axelsson pozorowane równouprawnienie kobiet i mężczyzn. Cecylia w pracy odpowiada jedynie za sprawy konsularne, „takie babskie zajęcie w dyplomacji”. Mężczyźni zwracają się do kobiet z „żartobliwą bezczelnością”, bo jak dodaje Cecylia „Szwedzi rodzaju męskiego nie znają innego sposobu okazywania życzliwości”.

Retrospektywy z czasów pracy dla ambasady na Filipinach posłużą jej do krytyki służb dyplomatycznych. Ich języka, pokazowych gestów i dobroczynności, która jest jedynie grą pozorów, uspokajaniem sumienia i hipokryzją. Widzi szwedzkość w powiększeniu, która ujawnia najdrobniejsze rysy. Szwedzi tworzą „wysepki, (…) cały archipelag, gdzie każdy garnął się do swoich”. Filipińczycy „byli zbyt złociści i zbyt skośnoocy, żeby mogli cokolwiek znaczyć; nadawali się na posługaczy, dostawców albo kochanki, można ich było pozyskać dla liberalizmu, luterańskiego Boga lub idei kółek samokształceniowych, ale sami w sobie nie stanowili żadnego obiektu zainteresowania”. To, co też będzie językiem prozy Axelsson to dychotomia biedy i bogactwa. „My, z bogatego świata, kupujemy sobie bezpieczny dystans, luz. Ale kiedy muśnie nas rzeczywistość i pieniądze nie są już w stanie zapewnić nam obrony, załamujemy się”, czytamy. Na wiele lat przed Maciejem Zarembą porusza Majgull Axelsson temat sterylizacji. Jeden z bohaterów powie: „Podobno nie było u nas pogromów. Gówno prawda. Były pogromy schludności i poczucia bezpieczeństwa. Nikt się nie cackał z trupami i grobami. Wystarczy obciąć cyganowi jaja, tak żeby tego nie zauważył, i wypruć flaki cygańskiej babie. Dla finansowego dobra gminy”.

Osią wydarzeń w „Daleko od Niflheimu” jest pobyt w rodzinnym Nässjö, który wywołuje falę wspomnień nakładających się na wspomnienia z pracy Cecylii, której udało się uratować ucieczką przed wybuchem wulkanu. Kobieta poznaje tam cygana z jej rodzinnego miasta. Oboje połączy coś więcej niż misja dyplomatyczna i próba udzielenia Szwedowi pomocy w obliczu zagrożenia wybuchem Pinatubo. Praca pamięci służy zrozumieniu kwestii dyskryminacji rasowej i rasizmu w Szwecji. Widać ogromną chęć Majgull Axelsson wyartykułowania krzywd i problemów całego świata. Chęć powiedzenia w jednej powieści więcej niż jest w stanie ona pomieścić. Wrażenie chaosu rezonuje tu na plus. Taki jest świat. Pełen absurdów i sprzeczności. Hipokryzji i bezinteresownych aktów dobroci. Ostatni szlif, którego brakowało debiutowi Axelsson, pisarka poprawi w swojej drugiej powieści „Kwietniowej czarownicy”. Tej powieści, która będzie momentem zwrotnym w historii najważniejszej szwedzkiej nagrody literackiej Augustpriset. I momentem zwrotny w karierze samej Majgull Axelsson.

Majgull Axelsson szwedzka pisarka

PS 1 Majgull Axelsson w Polsce! Chciałabym Was serdecznie zaprosić na II edycję Nordic Talking Festival (wydarzenie na Facebooku, strona internetowa festiwalu, fanpage festiwalu), podczas której gościć będzie Majgull Axelsson. Spotkanie będzie tłumaczyć dr Natalia Kołaczek, autorka uhonorowanej nagrodą Magellana książki „I cóż, że o Szwecji” i poczytnego bloga Szwecjoblog. Miło mi też poinformować, że poprowadzę to spotkanie. Ogromne podziękowanie za wsparcie organizacji spotkania należą się nieodzownemu Svenska institutet.

PS 2 Książkę pożyczyłam w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej, ul. Rajska w Krakowie.

Recenzja: Daleko od Niflheimu, Majgull Axelsson, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2003. I wydanie. Tytuł oryginału: Långt borta från Nifelheim (1994). Przełożyła: Halina Thylwe. Redakcja: Anna Brzezińska. Korekta: Magdalena Stajewska, Elżbieta Jaroszuk. Redakcja techniczna: Urszula Ziętek. Projekt graficzny serii: Zuzanna Lewandowska. ISBN 83-89291-52-5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.