Kategorie
Kino nordyckie

Wojna – film o duńskich żołnierzach w Afganistanie

O tym jak wojna zmienia człowieka opowiada film Duńczyka Tobiasa Lindholma (ur. 1977). To współscenarzysta trzech produkcji, które nakręcił z Thomasem Vinterbergiem: „Polowania” (2012), „Komuny” (2016) i „Na rauszu” (2020). Czy trzeba zatem jego film polecać? Nie. Lindholma już od dawna nie trzeba polecać. Ale zawsze można się pozachwycać jego kinem.

Duńska szkoła filmowa

Tobias Lindholm jest absolwentem Den Danske Folmskole (National Film School of Denmark) , gdzie studiował scenopisarstwo. Nie wiem, co oni robią na tych kursach i czy to szkoła jest tak dobra, że rzeźbi w ludziach najlepsze talenty. Czy to ludzie z talentem tu ciągną i dokładają się do sławy tej placówki. Ci, którzy są ze mną na bieżąco wiedzą, że z rosnącym podziwem śledzę tę filmówkę. Najciekawsi twórcy i twórczynie w kinie nordyckim, to absolwenci Den Danske Filmskole. Wymienię tylko tych, o których pisałam: Milad Alami („Uwodziciel”), Gustav Möller („Winni”), Carl Olsson („Tymczasem na ziemi”), Amanda Kernell („Nie tak miało być”, Ulaa Salim („Sons of Denmark„).

W „Wojnie” (2015) Tobias Lindholm stanął dodatkowo za kamerą. Reżyseruje niemal kameralny film. Nie licząc scen plenerowych akcja rozgrywa się głównie na sali rozpraw i w kilku ujęciach w Danii. I jak zwykle uwagę widzów kieruje na człowieka. A właściwie na grę, która toczy się w najczulszych rejestrach ludzkiej psychiki.

Wojna zabija

Zacznijmy jednak od oczywistości. Wojna zabija ludzi. Zabija też to co najpiękniejsze w człowieku: empatię, zaufanie, moralność. Wciąż zapominamy, że nie ma wojen bez ofiar. I że wojna zakorzenia się w DNA społeczeństwa. Że jest wirusem, który nawet w snach zbiera żniwa. Że zostaje w murach miast, jak blizna, która nieustannie wywołuje zdarzenia z przeszłości. Jest długiem, zaciągniętym pod koszmary, których nigdy nie da się zapomnieć. Ceną, którą zapłacą kolejne pokolenia. Pisał o tym m.in. Göran Rosenberg w „Krótkim przystanku w drodze z Auschwitz” czy Stig Dagerman w „Niemieckiej jesieni”. Szkoła nauczyła nas gloryfikować wojny. Żyjemy w kulturze bohaterów wojennych, męstwa i walki o pokój. Gdy jednak odebrać wojnie wielkie hasła pozostaje prawda. A ta wygląda tak jak u Tobiasa Lindholma.

Zwrotem w kinie wojennym był Wietnam. I to co o nim powiedział Coppola, który nie zrobił filmu o Wietnamie. Jego film był Wietnamem. Armia amerykańska sądząc, że staną się tubą propagandową, pozwalała dziennikarzom być w samym tyglu wydarzeń. Stało się jednak inaczej. Zamiast laurek o męstwie, wracali z historiami pełnymi trupów i haseł pacyfistycznych. W kinie pojawiły się wielkie produkcje pokazujące upadek moralny człowieka. Szaleństwo, do jakiego wojna doprowadza ludzi.

Wojna w Afganistanie

To ile i co nam się oficjalnie mówi o wojnie w Afganistanie, to konsekwencja zmiany podejścia armii amerykańskiej do roli dziennikarzy na froncie wydarzeń. Dba się o to, żeby nas widzów, czytelników i słuchaczy trzymać na dystans od tygla wydarzeń, bo moglibyśmy się zbytnio zainteresować szczegółami. Dlatego w temacie Afganistanu i tego, co tam się dzieje odsyłam Was do Jagody Grondeckiej i Karola Wilczyńskiego.

Dzisiaj dziennikarze są raczej obserwatorami trzymanymi na odległość. Ale to właśnie dzięki temu są bliżej tego co wojna robi zwykłym ludziom. Literatura w opowiadaniu o wojnie wygrywa właśnie dzięki tej bliskości życia. A filmowi Tobiasa Lindholma udało się w kinie osiągnąć, to co zazwyczaj tak dobrze działa w literaturze. Pokazał nam to jak wojna niszczy w człowieku, to co w nim najcenniejsze.

Kameralne kino

I przez przypadek pomogło „Wojnie” to, że Tobias Lindholm nie dysponował budżetem i czasem, jaki zajmowało zrobienie „Czasu Apokalipsy”, „Plutonu” czy „Łowcy jeleni”. Dzisiaj nie ma już czasu i środków na tak wielkie produkcje. Nawet Clint Eastwood kręcił „Snajpera” po taniości, skoro w jednej ze scen lalka gra dziecko. Przyznaję, że lubię w kinie wojennym jego widowiskowość, wielkie plenery, setki statystów. Wrażenie trójwymiarowości jakie daje ustawienie kamery nie z punktu obserwatora, a uczestnika w samym środku wydarzeń. Ale ta wizualność wojny na ekranie oddziałuje na inne rejestry naszych emocji.

Copolla potrzebował lat na pokazanie esencji skutków wojny. Gdyby jednak pozbawić jego film wszystkich tych scen, które przeszły do historii kina, ze zrzutem napalmu przy dźwiękach „Walkirii” Wagnera włącznie, to czy historia kapitana Willarda powiedziałaby nam o wojnie to wszystko, co pokazał „Czas apokalipsy”? Udało się to w „Wojnie” Tobiasa Lindholma.

Zawód: żołnierz

Od razu wiadomo, że oko kamery skupi się na pokazaniu Clausa Michaela Pedersena, którego gra Pilou Asbæk (ur. 1982) znany m.in. jako Ditlev Pram w „Zabójców bażantów”, Mikkel Hartmann w „Porwaniu” czy Euron Greyjoy w „Grze o tron”. Mężczyzna wydaje się traktować wyjazd na misję jak zwykłą pracę. Afganistan to już inna wojna. Maskujące, dopasowane do klimatu ubrania, nowoczesne wyposażenie, sprzęt zaawansowany technologicznie. I łącza satelitarne, które pozwalają utrzymywać kontakt z bliskimi w Danii. Można momentami zapomnieć wręcz, że jest się na wojnie.

Realności produkcji dodają duńscy żołnierze po misji w Afganistanie, którzy grają tu wojskowych. Obserwujemy ich patrole, bazę, dyskusje w namiocie. Przełomem będzie wydarzenie, które wpłynie na życie wielu osób. To wokół niego Lindholm oplata fabułę.

Kino antywojenne

Ten film słusznie został nagrodzony niemiecką nagrodą Friedenspreis des Deutschen Films – Die Brücke. Jest kinem antywojennym. I dzięki temu, że został zrobiony tak kameralnie, to mocniej wybrzmiewa w nim kwestia, która pada z ust jednego z żołnierzy już na początku: „Nie widzę sensu patrolowania”. Bezsens wojny jest kluczem, który łączy kolejne sceny. Żołnierze wykonują rozkazy, które nie przynoszą efektu. Giną z poczuciem, że ta śmierć była niepotrzebna. Nieprzekonująco brzmi wyjaśnienie, że Duńczycy są w Afganistanie, żeby:

„chronić cywilów i im pomagać, by mogli spokojnie żyć i odbudować swój kraj”.

Tym bardziej, że cywile ponoszą ofiary ich obecności w Afganistanie.

Dodatkowo wojna trwale pozbawia człowieka, tego co w nim najlepsze. Jak zmieni żołnierzy pierwszy strzał, którym zabiją ludzi? Jak będą sobie racjonalizować ich śmierć? I czy w ogóle da się człowieka wytrenować do zabijania bez emocji? Gdy ogląda się scenę, w której żołnierze śmiejąc się nerwowo komentują fakt zabicia talibów, słychać jak pracuje ich język. To nie język niuansów. To język ukrywający prawdę. Namierza się cel. Nie człowieka. Zdejmuje się cel, a nie zabija człowieka. Żołnierze depersonalizują talibów, dehumanizują wrogów, żeby móc żyć z faktem zabijania ludzi. Ane Piżl (Instagram, strona www) często podkreśla jak potężnym narzędziem jest język. Namiastkę tego widać tutaj w filmie.

Misja zmienia nie tylko żołnierzy. Rozłąka z rodzinami nie służy rodzinom, a zwłaszcza żonom pozostawionym w domach. Próbują trzymać w ryzach życie i wychowywać dzieci, dla których niejasne jest dlaczego rodzina nie jest w komplecie. Pokazując żonę Pedersena w Danii Lindholm w większym stopniu pracuje na sugestywnych obrazach codzienności. Budują je krótkie ujęcia zmęczenia, miejscami bezsilności młodej żony, która wydaje się momentami mieć już dość czekania, stawania na wysokości zadania i udawania przed samą sobą, że wszystko jest w porządku. Tuva Novotny (ur. 1979) Szwedka znana m.in. z „Borg/McEnroe. Między odwagą a szaleństwem”, zachwyciła krytyków. Za rolę w „Wojnie” otrzymała najważniejszą duńską nagrodę filmową Roberta 2016 za najlepszą rolę kobiecą. Słusznie.

Film, który nosi się w sobie

To taki film, który nosi się w sobie. Wciąż mam w sobie pytania, z którymi mnie zostawił. Co z lojalnością podszytą kłamstwem? Czy da się na niej zbudować coś wartościowego? Czy można oczekiwać od ukochanej osoby, przyjaciela zachowania wbrew ich wewnętrznym wartościom. Ile uczciwego człowieka kosztuje zachowanie wbrew sobie. Czy mamy prawo ratować bliskich kosztem innych? Świetna jest płynna zmiana konwencji. Film wojenny, przechodzi w dramat sądowy, żeby finalnie okazać się kinem psychologicznym.

Wreszcie to co moim zdaniem jest w „Wojnie” najciekawsze, to pytanie czego oczekujemy od żołnierzy? Bo czy wysyłając ich na wojnę, nie powinniśmy się liczyć z tym, że będą tam też zabijać? A jeśli tak, to czy nie powinniśmy wszyscy odpowiadać za każde stracone na wojnie życie? No i najważniejsze. Jakie społeczeństwo zbuduje się, jeśli jego filarami będą ludzie, którzy żeby przetrwać musieli stać się nieludzcy? Tak, Tobias Lindholm zrobił mały wielki film.

PS „Wojnę” obejrzałam w ramach Taniego Kinobrania w E-Kinie pod Baranami. To coroczne wydarzenie filmowe, które bardzo Wam polecam. W lipcu i w sierpniu Kino pod Baranami organizuje przegląd staroci i nowości filmowych. Bilety są zawsze w niskiej cenie, w tym roku 9 zł. A dzięki pandemii wydarzenie w 2021 odbyło się w wersji hybrydowej. I za tę on-linową emanację Taniego Kinobrania dziękuję w imieniu wszystkich introwertyków.