Kategorie
Literatura nordycka

Joanna Helander – szwedzka Fotograf Roku 1983

Biografia Joanny Helander to historia kobiety, którą w Szwecji uratowała polskość. Gdy w 1971 wyjeżdżała na stałe z Polski, wiedziała, że chociaż ucieka, to będzie mogła tu wracać. Papierowe małżeństwo ze Szwedem, po którym zachowała nazwisko, umożliwiło jej wyjazd w czasach, gdy Polacy walczyli o paszport. Wieloletnia przyjaźń pomiędzy obojgiem z pewnością ułatwiła aklimatyzację w zupełnie innym kraju, jakim była Szwecja w latach siedemdziesiątych. A jaka była, odkrywa m.in. Åsa Linderborg w „Nikt mnie nie ma”.

Joanna Helander
Joanna Helander – 13 lutego 2020 – Międzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie

Po raz pierwszy na Joannę Helander zwracam uwagę w książce Krystyny Naszkowskiej „Wygnani do Raju. Szwedzki azyl”. Jest podwójną bohaterką tego reportażu: autorką zdjęć, w tym świetnego okładkowego i osobą opowiadającą o swojej emigracji do Szwecji. Wolnej od pretensji, żalu a miejscami nienawiści, tak uderzającej w opowieściach niektórych bohaterów. Mijamy się w Krakowie wielokrotnie; Festiwal Conrada, spotkania literackie w De Revolutionibus Books & Cafe. Wszędzie, gdzie dzieje się coś literackiego wartego udokumentowania wpadam na Joannę Helander.

Gdy po raz pierwszy ją zagadałam, odzywam się po szwedzku sądząc, że to przedstawicielka telewizji szwedzkiej. Bezpośrednia, zawsze z aparatem wymierzonym w epicentrum wydarzeń.

Moskale ręce precz od Czechosłowacji

Aktywna w ruchu studenckim, działała w komitecie strajkowym. Po agresji ZSRR na Czechosłowację, przyjaciel rodziny przywiózł album ze zdjęciami z sierpnia 1968 w Pradze. Siła tych zdjęć sprawia, że w odruchu solidarności wywiesza plakat: „Moskale ręce precz od Czechosłowacji”. Wcześniej służby w niewielkim stopniu interesowały się zbuntowaną dziewczyną; skończyło się wówczas na przesłuchaniu. Tym razem na więzieniu.

Urodziła się w Rudzie Śląskiej, na ul. Wolności, wcześniej: Kaiserstrasse, potem Hitlerstrasse. Odkąd pamięta chciała stamtąd uciec, chociażby do Krakowa . Powie, że Ruda zawsze była dla niej za ciasna zbyt małomiasteczkowa. Ona sama nastawiona jest na nieco inne życie, niż tradycyjnie mieszczańsko-rudzkie. Emigracja do Krakowa staje się większym krokiem, niż emigracja do Szwecji. Obu towarzyszy uczucie wyzwolenia.

Ucieczka Joanny Helander

Ucieczka jest fatum ciążącym nad rodziną. Siostra ojca uciekła z Rudy w czasie wojny z żołnierzem Wermachtu do Niemiec. Brat matki był w Wermachcie, zdezerterował i uciekł do Anglii. Brat i siostra mieszkają w Szwecji. Matka w latach 80 emigrowała. Babcia, która lepiej pisała po niemiecku niż polsku, wyjechała do Moguncji. W zasadzie cała rodzina oprócz ojca opuściła Polskę.

Miała 17 lat, gdy dostała się na krakowską romanistykę, w czasach, gdy na studia szło się dzięki koneksjom i „plecom”. Jej siostra studiuje psychologię. Żyła w zupełnie innym świecie. Gdy została aresztowana najpierw trafia na Siemiradzkiego w Krakowie, skąd przenoszą ją do więzienia w Myślenicach. Wyrok 10 miesięcy skracają jej za dobre zachowanie do sześciu. Ale, gdy wychodzi okazuje się, że nie ma możliwości kontynuowania studiów. Bez studiów, bez pracy, zmuszona jest wrócić do Rudy Śląskiej, świata, z którego za wszelką cenę będzie próbowała się wyrwać.

Emigracja do Szwecji Joanny Helander

Zawsze chciała podróżować. Notorycznie odmawiano jej paszportu. Emigracja wydawała się jedynym wyjściem z impasu. Ale nie chciała opuszczać Polski na żydowskich papierach, bo to by oznaczało brak możliwości powrotu. Powie, że od samego początku czuła się świetnie w Szwecji i zawsze tak było. Po 5 latach od wyjazdu, wraca po raz pierwszy do Polski. Odtąd wraca regularnie, krążąc pomiędzy Polską a Szwecją. Angażuje się w ruch opozycyjny, szmugluje literaturę, pomaga polskim pisarzom i poetom. Od początku pracy dokumentalistki współpracuje z polskimi filmowcami. Lepiej wychwytują subtelności polskiej historii; młodzi szwedzcy montażyści nie potrafią tworzyć narracji dla obcych im tematów.

Joanna Helander
Joanna Helander – 13 lutego 2020 – Międzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie

Joanna Helander szuka sposobu na siebie w Szwecji. I okazuje się, że to, co było niemożliwe w Polsce, nagle staje się możliwe w Szwecji. Kończy szkołę fotografii. Ale to tylko przypieczętuje to, czym żyła od dawna. Język artystyczny szybko staje się jej językiem opowiadania o życiu. A pełna kontrastów perspektywa polskiej emigrantki, ze śląsko-żydowskimi korzeniami, mieszkającej w Szwecji nasyci jej twórczość czymś ożywczym.

Gdyby Annie Leibovitz fotografowała pisarzy i poetów, to byłaby amerykańską Joanną Helander. Najbardziej ikoniczne zdjęcia ludzi kultury zapisała na kliszy towarzysząc im w Polsce i w Szwecji. Robiąc zdjęcia artystom, którzy wybrali język krytyki, przez przypadek zapisała historię polskiego ruchu demokratycznego. Wchodząc odważnie w dialog z władzą, równie odważnie wytycza nowe ścieżki artystyczne. Fotografuje, pisze książki, tworzy pionierskie fotobooki, diaporamy, dokumenty. I przede wszystkim łączy, tam, gdzie najbardziej potrzebne jest stawianie pomostów: Śląsk z resztą Polski, żydowską przeszłość z polską teraźniejszością, wielkomiejski świat z prowincjonalnym duchem. A patrząc z boku, w subtelny sposób dotyka spraw sięgając samego sedna.

Konsekwencja i lojalność

Jest coś znamiennego w jej twórczości, co ma źródło w tym, jakim jest człowiekiem. Mówią o tym jej znajomi i przyjaciele. Najczęściej pada słowo konsekwencja i lojalność. Przywołany podczas spotkania w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie Jerzy Illg zapisze – „to utalentowana fotografka i wspaniała osoba. Jako jedną z wyróżniających ją cech wymieniłbym rzadko spotykaną lojalność i wierność w przyjaźni. Ale także wierność wobec siebie, wobec wartości, po której stronie opowiedziała się już jako młoda dziewczyna”.

Na jej zdjęciach i wśród gości podczas wydarzeń z Joanna Helander spotykam: Ryszarda Krynickiego (Ryszard Krynicki – Paul Celan: poezja i przekład, Dariusz Sośnicki: „Robię to rano”, czyli Festiwal Miłosza dzień czwarty, Czarodzieje słowa, czyli Festiwal Miłosza dzień trzeci), Adama Zagajewskiego (Anders Bodegard – surrealistyczny wywiad w Krakowie), Annę Marię Potocką. Cały Kraków przychodzi, żeby posłuchać Helander.

Joanna Helander – szwedzkim Fotografem Roku

W 1983 została wybrana w Szwecji „Fotografem Roku”. To ona zrobiła słynną serię zdjęć Wisławie Szymborskiej w kłębach papierosowego dymu, w tle regał z książkami i filiżanka na stoliku. To jej zdjęcie jest na okładce książki poetyckiej Krzysztofa Siwczyka „Osobnikt”. Tworzy portrety, które zapadają w pamięci. Zrobione przez nią 40 lat temu zdjęcie planuje wykorzystać na okładce przygotowywanej książki Jakub Kornhauser.

Dziewczyna z Leicą

Jesteśmy obie z tej samej szkoły fotografowania; wychowane w półmroku ciemni i technicznej, precyzyjnej, choć nacechowanej przypadkiem obróbki zdjęć. To dopiero w czerwonym świetle rzutnika, wpatrując się w kadr i szukając najlepszego ujęcia, przerzucając nasączony chemią papier z kuwety do kuwety, czeka się na właściwy moment. Efekt to kombinacja wielu decyzji, które cechuje czas, pojęcie względne w epoce fotografii cyfrowej. W wywiadzie z Emilią Padoł dla Magazynu „O!Kultura” Joanna Helander opowie o rozczarowaniu cyfrą, do której długo musiała się przekonywać właścicielka aparatu marki Leica.

Bronisław Maj powiedział kiedyś, że kiedy robi zdjęcie Wisławie Szymborskiej, to powstaje zdjęcie Wisławy Szymborskiej z kotem. A gdy to zdjęcie robi Joanna Helander to jest w nim wszystko: chwila, otoczenie, cały nastrój i mruczenie kota.

Powroty Joanny Helander

Po raz pierwszy wróciła do Polski po 5 latach. Kolejne przyjazdy do kraju złożyły się na trylogię filmową, którą zwieńczy film „Powroty” z 1994, którego premiera odbyła się w Szwedzkim Instytucie Filmowym. W Polsce premierowy pokaz miał miejsce w małym katowickim kinie. „Powroty” pokazywały niemiecka i francuska telewizja.

Joanna Helander podczas spotkania w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie powiedziała, że „Powroty” zawdzięcza swojemu przyjacielowi Bo Perssonowi, który zaciekawiony jej przeszłością chciał pójść dalej niż ona sama w wydanej wcześniej książce o własnym ojcu „Gerard K. Listy z Polski”. I tak powstały „Bliźniaczki z Krakowa”, potem „Teatr Ósmego Dnia”.

„Bliźniaczki z Krakowa” to historia dwóch dziewczynek. Jedna z nich mieszka w Anglii. Druga urodziła się w Szwecji. Helander tworzy filozoficzną opowiastkę o ich podejściu do życia, o kontraście pomiędzy życiem w Polsce i w Szwecji.

Film o „Teatrze Ósmego Dnia” (1992), pomimo wielu lat od premiery, wciąż jest oglądany na świecie a tematy czasowej emigracji, zaangażowania społeczno-politycznego mają nieustannie widownię.

Joanna Helander - Kobieta. En bok om kvinnor i Polen
Joanna Helander – Kobieta. En bok om kvinnor i Polen

Perspektywa obcego w Szwecji a jednocześnie oddalanie się od spraw w kraju, pozwalało jej spojrzeć nieco innym okiem na PRL-owską rzeczywistość. Tak powstaje fotobook „Kobieta. En bok om kvinnor i Polen” (Kobieta. Książka o kobietach w Polsce”) prezentowany na wystawie „Photobook Bloc. Europa Środkowa w książkach fotograficznych”. Z tych zdjęć, z początku swojej działalności w Szwecji jest najbardziej zadowolona. Uważa, że w nich najlepiej odcisnęła się estetyka, która ją ukształtowała: śląski humor, mieszkanka języków i kultur. Od tego czasu wraca. Kilka razy do roku. W powrotach do Polski znajduje największe inspiracje.

Joanna Helander – żydowsko-śląskie korzenie

Urodziła się w Rudzie Śląskiej, a rodzina ojca pochodziła z Luboszyc spod Opola. Jej babcia mówiła po niemiecku i Śląsku. To była jedyna żydowska rodzina w tej okolicy. Niemcy konsekwentnie pozbawiali ich praw. Odebrali cały majątek, zlikwidowali wszystkie konta bankowe, wypędzili z Luboszyc a potem zabili. Pieniędzmi zajął się Deutsche Bank, ten sam, który działa obecnie, a który finansował budowę Auschwitz-Birkenau, a współcześnie pośrednio kampanię Donalda Trumpa. Przyjaciel Joanny Helander Bo Persson przygotowuje film na ten temat. Krewni, którzy przeżyli wojnę nie rozmawiali o tym, co się wydarzyło. Nie mieli odwagi poruszać tych tematów.

Pierwsze pytania zaczyna stawiać Joanna Helander. W 2014 wraca z kamerą do Luboszyc. Postanawia zrobić instalację w domu, z którego wypędzono w czasie wojny jej krewnych. Ale obecni właściciele, którzy prowadzą tam kwiaciarnię nie chcą wpuścić ekipy filmowej. Są w prostej linii krewnymi osób, które za kilka marek kupiły od nazistów odebrany rodzinie Helander majątek. Wszyscy oni wyjechali do Niemiec, ci którzy dzisiaj tu żyją nie identyfikują się już z niemieckimi korzeniami. Kamery nie wpuszczają; trudno powiedzieć, czy to sposób na uporanie się z pokoleniowym wstydem ludzi z niemiecką przeszłością, którzy nie potrafią poradzić sobie z faktem, że ktoś w ich rodzinie dorobił się na cudzej krzywdzie?

Ale w Luboszycach są ludzie, którzy wracają do przeszłości i chcą upamiętnić swoich sąsiadów. Walczą chociaż o tablicę przypominającą tamte wydarzenia. Są też tacy, którzy pamiętali ówczesne wydarzenia. Joannie Helander udaje się porozmawiać ze 104-letnią kobietą, która opowie jej o wywózce jej krewnych. „Powroty” zamykają pewien ważny rozdział w jej życiu, pozwalają uporządkować prawdę, ale też symbolicznie pochować tych, po których nie został ślad. Ten, który ona po sobie zostawia, to zatrzymane w kadrze chwile, które nieustannie przypominają o najważniejszych sprawach: codzienności, która mija tu i teraz.

Photobook Bloc. Europa Środkowa w książkach fotograficznych”  - Międzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie - 2 lutego 2020 r.
„Photobook Bloc. Europa Środkowa w książkach fotograficznych” – Międzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie – 2 lutego 2020 r.

Źródła, z których korzystałam: dwa spotkania z Joanną Helander w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dane podane w formularzu będą przetwarzane zgodnie z polityką prywatności.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.