„Być rodziną”, czyli szwedzka gospodyni domowa

Gdy ukazało się Być rodziną, nikt nie mógł przewidzieć, że w Szwecji słynącej z feminizmu taką karierę zrobi książka o gospodyni domowej. Trylogię Kristiny Sandberg okrzyknięto rewolucyjną. Dzisiaj nikt nie wyobraża sobie, że w historii literatury szwedzkiej mogłoby zabraknąć opowieści o Maj.

Być rodziną Kristina Sandberg Szkice Nordyckie blog recenzja

Trylogia o najsłynniejszej współcześnie pani domu, w kolejce po nagrody literackie, zdeklasowała niejednego cenionego szwedzkiego pisarza. Gdy w 2014 Kristina Sandberg odbierała Augustpriset, z kwitkiem odchodził Steve Sem-Sandberg i Sara Stridsberg. Jest coś magnetycznego w historii o Maj, co zelektryzowało i krytyków, i zwykłych czytelników. Chociaż perspektywa kuchennej rzeczywistości z jakiej autorka mierzy się z życiorysem Maj, zawęża bardzo pole manewru. A jednak mimo wąskiego literackiego gardła Kristina Sandberg wychodzi obronną ręką. Jej powieść kapitalnie broni się, wciągając, chociaż temat z góry powinien być skazany na porażkę.

BYĆ RODZINĄ PO SZWEDZKU

Książka Sandberg połączyła wykluczające się grupy społeczne. Jest równie intensywnie czytana przez osoby bezdzietne i bez planów macierzyńskich jak i klasyczne matki pełną gębą. Nie przypuszczałam, że w XXI w. szansę powodzenia miałby taki projekt literacki. W szwedzkie oczekiwania czytelnicze taka książka nie powinna się wstrzelić.

Szwedki nastawione są na rewolucyjne dziewczyny z cechami Pippi. Te bez względu na ciężar doświadczeń i sytuację życiową powinny iść w świat z podniesioną głową przyjmując wszystkie ciosy. Kobiece bohaterki powinny być samodzielne, nastawione na karierę i w nieustannym samorozwojowym drylu. Maj kompletnie nie przystaje do takich ambicji. Raz że nie powinna w ogóle zaistnieć we współczesnej literaturze szwedzkiej. Dwa na książkę o takiej bohaterce nikt nie powinien był zwrócić uwagi. Ostatecznie jak długo można z zainteresowaniem słuchać historii o kobiecie, która poświęciła się domowi i wychowywaniu dzieci, opisywanej niemal dzień po dniu. Nudy? No właśnie o dziwo nie.

W Być rodziną Kristina Sandberg wyraźnie nabiera literackiego rozpędu. Wszystko, co pojawia się w tym tomie punktuje na plus dla całości. Jesteśmy już nie tylko w głowie rozdygotanej, niepewnej siebie dziewczyny z robotniczej rodziny, której trafił się przez przypadek awans społeczny. Teraz wiemy też, co dzieje się z Tomasem, dla którego drugie małżeństwo wcale nie oznacza wyjścia na życiową prostą.

SZWEDZI MISTRZAMI NARODOWEGO PR

Chociaż cała historia opisywana jest z perspektywy kuchni, to w tle mocniej wybrzmiewa kontekst społeczno-obyczajowy. I wprawdzie tło jest raczej impresją na temat lat drugiej wojny światowej i lat tuż po niej, to jednak bardzo dobrze rezonuje na kartach powieści. Mówi nam coś dodatkowego. Wyjaśnia jak Szwedzi zachowawczo, z dystansem i ostrożnie podchodzą do tematu rozliczania się z własnej, niechlubnej miejscami historii.

Szwedzka literatura i myślenie o opisywaniu własnej historii pozbawiona jest polskiej obsesji kalania się czy zaprzeczania faktom. Tu dominuje ułożony, grzeczny i dyplomatyczny kierunek. Coś się nadmienia, wtrąca jakiś delikatny komentarz. Raczej pojawi się echo wydarzeń niż zawiła jego wiwisekcja. Wydaje się, że Szwedzi nie tylko są mistrzami narodowego PR. Pytanie tylko, czy uwierzyli we własny pozytywny obraz siebie czy też nie potrafią łączyć faktów. Bo na łamach powieści tylko raz pojawi się aluzja na temat sukcesu fabryki obuwia rodziny Tomasa. I w minimalnym stopniu przewija się motyw pozorowanej neutralności i współpracy gospodarczej z Niemcami w czasie wojny. Raz pada stwierdzenie, że „brak surowców to w tej chwili jedyne zagrożenie dla rosnącej produkcji”. W innym miejscu Titti powie, że „jeśli Szwecja nadal będzie przepuszczać niemieckie pociągi, to Niemcy nic im nie zrobią”.

Niezależnie od tego Być rodziną to powieść, która może być czytana jak książka o Szwecji. Kristina Sandberg uatrakcyjniła fikcyjną fabułę o postać naukowca Poula Bjerre, który wprowadził do szwedzkiej medycyny idee Zygmunta Freuda. Pod niektórymi względami krytykował go, pod innymi rozwinął jego teorię. A zasłynął jako zwolennik hipnozy, której skutecznie poddaje Tomasa, nieradzącego sobie z problemami alkoholowymi. Autorka odnotowuje śmierć Pera Albina Hanssona – premiera Szwecji. Pozwala nam się zorientować w biegu historii mówiąc, że chodzi o „czasy, kiedy Alva Myrdal pragnęła uwolnić dzieci od tyrani rodziców i w Ameryce, i w Sztokholmie”. Znajdzie się tutaj komentarz pod adresem Instytutu, który kontrolował szwedzką prasę w czasie wojny. Anita, córka Maj w czasie świąt słucha nadawanej przez radio sztuki Augusta Strindberga, „Wielkanoc”.

CAŁA SZWECJA MÓWI O KSIĄŻCE KRISTINY SANDBERG

Opisana tutaj historia Maj okazała się być historią niejednej Szwedki. Reakcje na kolejne tomy trylogii przerosły oczekiwania wydawcy. Wszystkich zaskoczyło poruszenie jakie wywołały ukazujące się co dwa lata (2010, 2012, 2014), kolejne części historii o szwedzkiej pani domu. Dyskusje rozpaliły umysły spokojnych zazwyczaj Szwedów. Nie brakowało gorących debat i rozemocjonowanych rozmów. Nagle okazało się, że jest popyt na tego typu bohaterkę. Bo jej życiorys jest powszechnym życiorysem milionów Szwedek. Dodajmy Szwedek zapomnianych i niedocenianych.

Sukces trylogii, to też sukces odwagi, z jaką Kristina Sandberg, wbrew wszystkiemu, postanowiła opowiedzieć o typowej przedstawicielce pokolenia Maj. Uważała, że tylko tak zrozumiemy współczesną Szwecję i rolę kobiety, jej pozycję w społeczeństwie. Bo wiele zmieniło się w Szwecji w postrzeganiu roli kobiet, odkąd Maj powiedziała, że „kobieta powinna być miła, ładna, schludna, zabawna, praktyczna, gospodarna, szczupła, zręczna, uczuciowa, wierna”. Z pewnością taka bohaterka, z całym zestawem cech, o których powiedzielibyśmy: konserwatywne, wsteczne i tradycyjne, to też bodziec do tego, żeby przypomnieć, że współczesne emancypacyjne osiągnięcia, to długi proces, którego ofiarami były kobiety.

PREKURSOR LATTE PAPPA

Ale też mężczyźni. Tomas jest nieszczęśliwy w obu małżeństwach, nie odnajduje się w pełni w roli męża, ani głowy rodziny. Podobnie jak wielu innych w analogicznej sytuacji, wchodzi w buty syna, na którego barkach ciąży kontynuacja rodzinnych tradycji. Praca w fabryce niezbyt go interesuje. To typ, który „przeczytał niemal wszystko co Albert Engström napisał, i wiele dzieł Ludviga Nordströma, i nawet docenił gorycz zawartą w ich twórczości”. Ale jak powiedział „trzeba szukać sensu we wszystkim, co się robi”.

Kristina Sandberg pozwala jego postaci przełamać pewien wzorzec. Zapowiada też, że idzie pokolenie, które da zalążek tak dzisiaj popularnego latte pappa – mężczyzny, dla którego częścią męskości jest rola ojca, dla której poświęca się równie mocno jak niegdyś kobiety z pokolenia Maj.

To tacy mężczyźni jak powieściowy Tomas dali impuls dla zmiany, w którą idealnie wpisuje się Simon Sköld – mąż Camilli Läckberg (Czarownica). Swoją męskość definiuje w równym stopniu pozując na tle drogich i szybkich samochodów, prężąc muskuły podczas zawodów MMA i dzieląc się nowinkami na temat dorastającej córeczki. „Tatuś Polly” i „córeczka tatusia” to dwa z jego ulubionych i najczęściej używanych hashtagów na Instagramie. Ale w pokoleniu Maj największymi hamulcami zmian obyczajowych były same kobiety. „Pracujący ojciec nie może zwalniać się z pracy, żeby odprowadzić dziecko do szkoły, to obowiązek matki” – uważa Maj.

WIARYGODNY MEZALIANS

Wykształcenie autorki powieści daje książce mocne psychologiczne filary. Tutaj wszystko ma swoje uzasadnienie. One-night stand bogatego fabrykanta i Maj mógł mieć miejsce. Rodzina Tomasa też jest rodziną z awansu, tyle, że finansowego, jakich wiele umożliwiła pierwsza wojna światowa, podczas której urosło w Szwecji całe pokolenie nowobogackich. Oboje mieli szansę na spotkanie, bo obracali się w podobnych kręgach.

Maj w Być rodziną wyraźnie okrzepnie w swojej nowej roli, chociaż wciąż niepewna siebie, to wyraźnie zyskała na pewności. Bez zmian są jedynie jej poglądy na rolę żony. W jednym miejscu zastanawia się: „Czy żona nie powinna być czuła i wyrozumiała, kiedy mąż tak bardzo się stara?”. Wiele też mówią jej kolejne plany macierzyńskie: „Ale może dobrze byłoby mieć to już z głowy. Brakuje mi jeszcze syna”. W rolę matki wchodzi z obowiązku. Jedno myśli, co innego mówi: „Maj rozpina bluzkę, zdejmuje stanik, czuje obrzydzenie, ma ochotę wyskoczyć przez okno, upuścić synka na podłogę, zatkać uszy i też zacząć krzyczeć”.

POWIEŚĆ SZWEDKI BRAKUJĄCYM OGNIWEM

Kristina Sandberg w wywiadach podkreślała, że poświęcenie uwagi pani domu, która bierze na siebie ciężar wychowywania dzieci, chce sprostać panującemu ideałowi kobiecości i odnaleźć się w roli żony, wypełnia lukę w herstory. Taka narracja nawet jeśli z pozoru nie budzi sympatii pod adresem dziewczyny o dość wąskich horyzontach, która nie ma żadnych ambicji i niczym się nie interesują oprócz pielęgnowania domu i siebie, pozwala zrozumieć tragedię pokolenia kobiet, przeciwko któremu odwróciło się całe społeczeństwo, wraz z walczącymi feministkami.

W pewnym momencie zakwestionowano wartość powojennego modelu rodziny. Gdy nastąpił zwrot obyczajowy, lansowane były Szwedki pracujące, partnerstwo w związkach i dzielenie rodzicielstwa. Sandberg przywraca swoją powieścią pamięć i walczy o szacunek dla minionego pokolenia. Dla pokolenia, które nie bardzo miało wybór, jakiego nie dawały czasy nieakceptujące pracujących kobiet.

Wór nagród, który posypał się pod adresem Kristiny Sandberg, to dowód na to, że coś jeszcze się zmieniło. Nie tylko postrzeganie roli kobiet. Ale też postrzeganie narracji kobiecej w literaturze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.