Kategorie
Kraje nordyckie

Pierwszy premier Szwecji odwołany przez Riksdag

W Szwecji wydarzyła się rzecz bezprecedensowa. Premier nie uzyskał wotum zaufania Riksdagu podczas głosowania w poniedziałek, 21 czerwca. Tym samym Stefan Löfven przejdzie do historii jako pierwszy premier odwołany w skutek głosowania nad wotum zaufania. Co takiego wydarzyło się w Szwecji, że doszło do tak poważnego kryzysu politycznego?

Wszystko zaczęło się w 2018, gdy Szwecja przez ok. 4 miesiące była bez rządu a politycy nie mogli się dogadać co do jego kształtu. Doszło wówczas do niespodziewanego porozumienia ponad podziałami. Socjaldemokraci (Socjaldemokraterna) razem z Partią Zielonych (Miljöpartiet) porozumieli się z dwoma partiami kojarzonymi z prawą stroną: Partią Centrum (Centerpartiet) i Liberałami (Liberalerna). Nie obeszło się oczywiście bez trudnych kompromisów, które finalnie opisano w porozumieniu styczniowym (Januariavtalet). Ale nawet ta koalicja nie byłaby w stanie utworzyć rządu a Stefan Löfven stać się jego premierem, gdyby nie poparcie Partii Lewicy (Vänsterpartiet). Dodajmy, że partii która była potrzebna socjaldemokratom, ale została wykluczona z pertraktacji, a w samym porozumieniu styczniowym znalazł się upokarzający zapis, że koalicja wykluczy do końca sprawowania mandatu Partię Lewicy ze współpracy.

Partia Lewicy poparła koalicję dla dobra kraju

Pomimo to, dla dobra sprawy i żeby uchronić Szwecję przed prawicowym rządem i rasistami w parlamencie, Partia Lewicy poparła swoimi głosami tę koalicję. Zastrzegła jednak, ze jeśli pkt. 44 porozumienia styczniowego wróci kiedykolwiek do procedowania, to złoży wniosek o wotum zaufania dla premiera. I to się stało w zeszłym tygodniu. Tylko, że Partia Lewicy została uprzedzona w formalnym ruchu przez Szwedzkich Demokratów (Sverigesdemokraterna), którzy zaraz po tym jak liderka partii zagroziła wnioskiem, szybciutko go złożyli.

Dlaczego Partia Lewicy zagroziła wotum zaufania?

Sporny pkt. 44 porozumienia styczniowego dotyczy urynkowienia opłat za mieszkania czynszowe budowane po 1 lipca 2022. Byłaby to ogromna zmiana systemowa i odejście od priorytetów tzw. państwa dobrobytu i w ogóle od modelu szwedzkiego. W tej chwili wysokość opłat mieszkań czynszowych w imieniu najemców negocjuje Hyresgästföreningen – prężne stowarzyszenie najemców, które punktem 44 zostałoby wykluczane z gry. W ten sposób przyszły mieszkaniec musiałby na własna rękę negocjować wysokość czynszu z inwestorem i łatwo się domyśleć, że stałby na przegranej wobec tak silnej strony. Co więcej w trakcie trwania umowy najmu, inwestor mógłby zmieniać wysokość opłat, mógłby też oczekiwać np. wyższych czynszów w atrakcyjniejszych lokalizacjach. Partia Lewicy widzi w tym zagrożenie nie tylko dla zwykłych ludzi, ale też dla przyszłości Szwecji. Problemy tzw. trudnych przedmieść pogłębiałyby się i dochodziłoby do coraz większej segregacji na szwedzkim rynku mieszkaniowym.

Lewica obawiała się też, że to tylko preludium do dalszych negatywnych zmian, które objęłyby w przyszłości również obecne 3 mln najemców mieszkań czynszowych. Miała ku temu uzasadnione obawy. Tak to wyglądało w Finlandii. Tak też proces urynkowienia przedstawił Ola Johansson – talesman ds. polityki mieszkaniowej Partii Centrum, który podczas Almedalen 2019 roku, po podpisaniu porozumienia styczniowego zapowiedział, że urynkowienie nowo budowanych czynszówek to początek większych zmian. Co więcej Szwecja miała już politykę mieszkaniową, w której to inwestorzy decydowali o wysokości czynszów i wówczas ci, którzy nie mogli im sprostać lądowali na ulicy. Obecnie żeby otrzymać od gminy mieszkanie czynszowe, nie trzeba mieć kapitału. Wystarczy odstać swoje w kolejce. A potem płacić wynegocjowany kolektywnie czynsz.

Ustępstwo, które nie jest kompromisem

Po tym jak został formalnie złożony wniosek o wotum zaufania dla Stefana Löfvena a Nooshi Dadgostar (ur. 1985) ostrzegła, że jeśli rządząca koalicja nie ustąpi w zakresie punktu 44, to Partia Lewicy zagłosuje przeciwko premierowi, koalicja zaproponowała ustępstwo. Ogłoszono, że wszyscy aktorzy rynku mieszkaniowego zyskają czas do 1 września i będą mogli wynegocjować porozumienie. Jeśli je osiągną to rząd zastosuje się do wypracowanej w ten sposób reformy. Ale jeśli nie, wówczas do procedowania przejdą wnioski z raportu, który mówi o urynkowieniu opłat za mieszkania czynszowe. Szefowa Partii Lewicy słusznie podkreśliła, że to żadna propozycja, bo dlaczego strona reprezentująca inwestorów miałaby iść na jakiekolwiek ustępstwa, skoro popiera rynkowe czynsze i jeśli strony się nie dogadają, to i tak wejdzie model z raportu, co jest im na rękę. Jest to więc sytuacja negocjacyjna, w której organizacja broniąca praw mieszkańców jest pod ścianą.

Szwecja wstrzymała oddech. Ludzie zjednoczyli się w protestach. Świetne obywatelskie społeczeństwo dało o sobie znać. Ostatnie godziny dzielące moment samego głosowania nad wotum zaufania wypełniały słowa nawołujące do porozumienia, konstruktywnych decyzji, działania dla dobra państwa.

Liderka Liberałów Nyamko Sabuni wyraziła ubolewanie, że naciskano na upokarzający Lewicę zapis w porozumieniu styczniowym, bo teraz widzi, ze nie da się robić dobrej polityki bez rozmawiania z wszystkimi. Premier Stefan Löfven podkreślał, że jeśli Socjaldemokraci podpisują z kimś porozumienie, to się go trzymają. Annie Lööf przerzucała odpowiedzialność za kryzys na Partię Lewicy, chociaż to Partia Centrum była autorką punktu 44 i nie chciała z niego zrezygnować. Partia Lewicy zastanawiała się ilu wyrzeczeń i kompromisów można oczekiwać od partii, którą wykluczono z samych negocjacji, upokorzono w porozumieniu styczniowym, która swoje poparcie uzależniła od skreślenia zaledwie 1 z 73 punktów z tegoż porozumienia, i która dla dobra kraju poparła mimo to tę koalicję.

21 czerwca 2021 głosowanie nad wnioskiem o wotum zaufania dla Stefana Löfvena

Głosowanie w Riksdagu poprzedziły mocne i emocjonalne wystąpienia przedstawicieli partii. Bezsprzeczną zwyciężczynią tego dnia stała się Nooshi Dadgostar, która od objęcia sterów Partii Lewicy 31 października 2020 r., udowodniła, że ma nie tylko charyzmę i siłę, ale też potrafi łączyć ideały i dotrzymywać obietnic wyborczych. W swoim wystąpieniu słusznie zaczęła od podkreślenia negatywnych zmian w szwedzkiej polityce, która stała się nacechowana butą i nieustępliwością, prowadząc tym samym kraj do destabilizacji.

Odwołała się też do socjaldemokratycznego premiera Tage Erlandera, który w 1962 wypowiedział pamiętne słowa, które najlepiej opisują szwedzki model:

„Istnieją kwestie, które są zbyt trudne do udźwignięcia dla pojedynczego człowieka, a które można rozwiązać wspólnie. Ludzie tworzą organizacje, żeby dzięki współpracy bronić swoich interesów i potrzebują wsparcia w postaci silnego i efektywnego społeczeństwa dla poczucia stabilizacji i wolności”.

Tage Erlander

Szwecja zbudowana jest na ruchu oddolnym, społeczeństwie obywatelskim, na silnych związkach zawodowych, organizacjach takich jak ta broniąca praw najemców i jak podkreśliła Nooshi Dadgostar, Szwecja umiała dzięki temu podźwignąć się i z najbiedniejszego kraju Europy stać się jednym z najbogatszych na świecie. Przypomniała też, że silna państwowa polityka mieszkaniowa gwarantująca ludziom mieszkania o wysokim standardzie w rozsądnych cenach najmu, była od zawsze priorytetem Socjaldemokratów. Wydaje się więc, że Socjaldemokracja odchodzi od swoich ideałów. A ostatnią rzeczą, do której przyłoży rękę Partia Lewicy to demontowanie Domu Ludu – folkhemmet, który jest sercem tego kraju. Więc w głosowaniu nad wotum zaufania, chodzi o zwykłych ludzi i ich prawo do mieszkania, a tym samym zagwarantowanie im stabilizacji i bezpieczeństwa.

Ruch należy do premiera Stefana Löfvena

181 osób podczas poniedziałkowego głosowania w Riksdagu zagłosowało przeciwko premierowi Stefanowi Löfvenowi. Teraz ruch należy do niego. Do północy z poniedziałku 28 na wtorek 29 czerwca ma czas do ogłoszenia swojej decyzji. Albo może poddać się do dymisji, wówczas talman – przewodniczący Riksdagu Andreas Norlén rozpoczyna tzw. talmansrundor, czyli rozmowy z liderami partii, żeby wybadać kto ma szansę zostać kolejnym premierem. Riksdag ma 4 szanse na głosowanie nad kandydatami. Jeśli zakończą się one niepowodzeniem, wówczas dojdzie do dodatkowych wyborów.

Ale Stefan Löfven może też sam podjąć decyzję o rozpisaniu dodatkowych wyborów i wówczas jego rząd staje się rządem przejściowym bez prawa do podejmowania kontrowersyjnych decyzji a wybory muszą się odbyć w ciągu 3 miesięcy.

W Szwecji harmonogram wyborów jest żelazny i kolejne są zaplanowane na 11 września 2022. W tym przypadku chodzi o dodatkowe a nie przedterminowe wybory, jak czytamy na stronie PAP i co za agencją błędnie powtórzyły największe polskie portale. Stąd w polityce szwedzkiej tylko raz w 1958 skorzystano z tej opcji. Jeśli doszłoby do dodatkowych wyborów, należałoby przed wyborcami wytłumaczyć się, czy miało sens wydawanie dodatkowych pieniędzy na dodatkowe wybory, skoro kolejne i tak się odbędą w planowanym terminie. A społeczeństwo szwedzkie o ile chętnie płaci wysokie podatki, to pod warunkiem, że są sensownie wydawane i rozlicza polityków z każdej wydanej korony.

Co się wydarzy do północy z poniedziałku na wtorek?

Annie Lööf – liderka Partii Centrum wycofała się z punktu 44 porozumienia styczniowego, ale z kolei Nyamko Sabuni oznajmiła, że skoro zmienia się zapisy porozumienia, to ono nie obowiązuje i ogłosiła, że jej partia jest gotowa poprzeć utworzenie rządu prawicowego. Lider Moderatów (Moderaterna) zaciera ręce, bo jeśli taki scenariusz wszedłby w życie, zostałby prawdopodobnie wówczas premierem, ale to oznacza sojusz z partią o rasistowskich korzeniach, jaką są Szwedzcy Demokraci i dopuszczenie ich do rządzenia krajem. I jeśli mam być szczera Ulf Kristersson mnie osobiście nie przekonuje. Zawiódł nie tylko Hédi Fried (Więcej o niej w: Hédi Fried – kobieta, której boją się szwedzcy politycy), z którą spotkał się tuż przed wyborami w 2018. Oznajmił wówczas, że „nigdy, przenigdy nie wejdzie w jakiekolwiek związki ze Szwedzkimi Demokratami”, jakiś czas potem postanowił się spotkać z liderem tej partii i jak wybuchł z tego powodu skandal, to tłumaczył się, że chodziło o to, że koalicja prawicowa nie podejmie rozmów z SD, a nie on osobiście. Nie widzę na stanowisku premiera Szwecji człowieka, który tak się tłumaczy.

SVT – szwedzka telewizja publiczna na swojej stronie podała, że Partia Lewicy gotowa jest do ustępstw jeśli chodzi o kształt przyszłego budżetu i zrezygnuje z żądań podwyżki podatków, żeby tylko Partia Centrum zgodziła się na współpracę, co pomogłoby uniknąć dodatkowych wyborów. Premier Löfven potrzebuje takiego sojuszu, jeśli miałby odzyskać stanowisko. A teoretycznie po talmansrundor może wrócić do gry. Rzecz w tym, że Annie Lööf cały czas buduje swoją retorykę na podkreślaniu, że nigdy nie będzie współpracować ze skrajnymi partiami. Szwedzkim Demokratom zarzuca kwestie światopoglądowe, co jest słuszne, a Partii Lewicy, że promuje kiepską politykę. Kolejne ustępstwo Lewicy jest dowodem, że to partia naprawdę skupiona na tym, co najlepsze dla kraju. Władze Lewicy stwierdziły, że wspólnie z Partią Centrum mogą przecież pochylić się nad tym, co ich łączy i na tym zbudować współpracę, która pozwoli uniknąć niepotrzebnych wydatków na wybory.

Również Moderaci próbują kusić Partię Centrum. Mają w swoim programie punkty, co do których reprezentują podobne poglądy: obniżenie podatków, wzmocnienie prawa własności właścicieli lasów, zlikwidowanie podatków od oszczędności w ISK. Utworzenie jednak koalicji z nimi oznaczałoby współpracę ze Szwedzkimi Demokratami, a to jest to na co mam nadzieję Annie Lööf nie pójdzie. W oficjalnym komentarzu dla SVT wiceprzewodniczący Partii Centrum powiedział, że nigdy nie będą współpracować z wrogą, populistyczną partią, jaką jest SD. Szefowa Partii Centrum wydaje się gotowa na rozmowy, ale czy uda zbudować się decyzyjną większość do poniedziałku?

Komentatorzy różnie oceniają sytuację, ale najczęściej mówią jednak o dodatkowych wyborach. Politolożka z Södertörns högskola Marja Lemne uważa, że premier Löfven pokazał, że nie boi się głosowania nad wotum zaufania i uważa, że nie będzie się też bał dodatkowych wyborów.

W niedzielnym wydaniu „Agenda” o 21:15, prowadząca program Anna Hedenmo próbowała wysondować nastroje wśród liderów partii. Wygląda na to, że Annie Lööf znów się uparła i za żadną cenę nie chce przystąpić do pertraktacji z Lewicą. Nyamko Sabuni ani na jotę nie zmieniła zdania, co do jej poparcia dla Moderatów.

Najwięcej o współczesnej polityce mówi wystąpienie przedstawicielki Moderatów, która na pytanie Anny Hedenmo, dlaczego nie mogą sobie wyobrazić wspólnego rządu z Socjaldemokracją odpowiedziała, że Szwecja nie znajduje się w stanie wojny lub głębokiego kryzysu, żeby zastanawiać się nad takim rozwiązaniem. – Ale przecież Szwecja przeżywa właśnie kryzys parlamentarny – dodała Hedenmo, na co Elisabeth Svantesson odpowiedziała, że to, że „mamy kryzys w Riksdagu, nie oznacza, że w Szwecji jest kryzys. Wystarczy wyjść z budynku telewizji, żeby dostrzec, że całkiem nieźle powodzi się wielu”. I tym samym przekreśliła słowa mantry Kristerssona, który tak się wypowiada o sytuacji w Szwecji, jakby kraj był w rozsypce. Na swoim profilu na Facebooku pisał m.in., że w ciągu siedmiu lat rządów Socjaldemokratów „nic w Szwecji nie uległo poprawie, a wiele się pogorszyło”, że „rząd poniósł porażkę w wielu ważnych współcześnie kwestiach”, że „Szwecja idzie od lat w złym kierunku”.

Moderaci idą po władzę za wszelką cenę

Moim zdaniem Moderaci idą po władzę za wszelką cenę, czym jest fraternizowanie się z SD. Nie chcę nawet myśleć o cenie, jaką przyszłoby Szwedom zapłacić za taki sojusz. Elisabeth Åsbrink w „1947. Świat zaczyna się teraz” opisała, do czego prowadzi tolerowanie rasistów we własnym kraju. To, że SD dzisiaj zasiada w parlamencie jest konsekwencją wielu zaniechań władz i służb specjalnych, które widząc aktywność nazistów w kraju niewiele z tym nie robili. W dobrze pojętej demokracji, która uczy się na błędach, nie ma miejsca dla partii typu Szwedzcy Demokraci. Gdyby Moderatom naprawdę chodziło o dobro Szwecji a nie o przejęcie władzy za wszelką cenę, zasiedliby do stołu z pozostałymi partiami i udowodnili, że nie tylko szwedzki konsensus jeszcze nie umarł, ale też szwedzkie ideały, których póki co trzyma się jedynie Partia Lewicy.

I to ona jest największym wygranym tej sytuacji. Postawa partii wzbudziła nie tylko podziw komentatorów, ale przyciągnęła też 2 103 nowych członków o czym informuje Lewica na swoim koncie na Instagramie.

Na chwilę obecną wszystko przemawia za tym, że Szwecję czekają dodatkowe wybory. Z pewnością przeprowadzenie ich podczas pandemii i z wszystkimi związanymi z tym ograniczeniami niesie ze sobą ryzyko. Niektórzy widzą nadzieję w członkach partii Liberałów, którzy podzieleni są co do ewentualnej współpracy z rządem Ulfa Kristerssona, skoro musiałoby dojść do dopuszczenia do władzy SD. Jeden z lokalnych oddziałów młodzieżówki Liberałów domaga się wręcz odejścia Sabuni, która prowadzi partię do współpracy z populistami. Szefowa partii zaparła się jednak i nie chce wracać do rozmów nad porozumieniem styczniowym.

Szwedzki Riksdag składa się z 349 mandatów. Od wyborów w 2018 2 osoby opuściły partie, z ramienia których weszły do parlamentu, są na chwilę obecną osobami bezpartyjnymi. Nowy premier nie może zostać wybrany o ile 175 posłów lub więcej zagłosuje przeciwko jego kandydaturze.

  • Socjaldemokraci (100), Partia Centrum (31), Partia Lewicy (27) i Zieloni (16) – mają 174 głosy.
  • Moderaci (70), Szwedzcy Demokraci (62), Chrześcijańscy Demokraci (22) i Liberałowie (19) – mają 173 głosy.

I to dlatego w 2018 aż przez 134 dni nie udało się wybrać premiera. Oczywiście głosy 2 bezpartyjnych osób mogłyby zmienić tu sporo, więc wystąpienie bezpartyjnej posłanki przed głosowaniem nad wotum zaufania dla Stefana Löfvena, w którym oznajmiła, że jej głos nie ma znaczenia, akurat dla głosowania nad wyborem nowego premiera może mieć kluczowe znaczenie