Książka na całe życie

Z czytaniem jest jak ze starym małżeństwem, które opanowało sztukę bycia razem i wciąż, mimo upływu lat, siadając rano przy stole cieszy się powtarzanym rytuałem poranka. Napisano przecież już wszystko i chociaż wciąż ktoś próbuje to opowiedzieć na nowo, czytamy tak naprawdę, nieustannie te same historie. Umówmy się: jeśli czytasz całe życie, naprawdę niewiele cię jest w stanie zaskoczyć. A jednak są książki, dla których chcesz zerwać noc. Jednak wciąż czytasz. Mijają kolejne lata, a ty nieustannie cieszysz się na następny wieczór z książką.

 

Well books are love, aren't they

 

Zdjęcie: Autor: GPA666 (Praca własna) [CC BY-SA 4.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)], Wikimedia Commons

 

Pewnego dnia zaczęłam szukać książki idealnej. Słyszałam opowieści o doskonałym połączeniu. O napięciu, które dawało radość z ponownego otwierania tej samej książki i wracania do niej. Mój nauczyciel szwedzkiego czytał tak „Wojnę i pokój”. Twierdził, że zmienia się każdego dnia, więc inaczej odbiera tę książkę za każdym razem. Siedzieliśmy u niego w pokoju na Śliskiej. Za chwilę miał wpaść cały nasz rok, a on mi pokazywał regał z książkami, które przywiózł ze Szwecji. Powiedział, że nie chce czytać nic nowego, tylko wrócić do starych lektur. Bo to jak powrót do życia, które minęło. I że chce zobaczyć, co i jak się w nim zmieniło. Co wyczyta z nich dzisiaj. Ale tę jedną książkę czytał nieustannie. Kończył i zaczynał od nowa. Wówczas wydawało mi się to stratą czasu.

Ale zaczęłam szukać własnego egzemplarza. Chciałam mieć na półce zaczytaną książkę z milionem plam, pozaginanymi rogami, brudnymi grzbietami. Książkę, którą trzymałam w ważnych chwilach życia. Taką, która byłaby elementem historii opowiadanej znajomym. Którą pakowałabym do pudeł przeprowadzając się z mieszkania do mieszkania. Taką, którą chciałabym mieć ze sobą w każdej podróży. Tylko, że żadna nigdy nie zrobiła na mnie takiego wrażenia. Kupowałam nowości, wchodziłam na najwyższe szczeble drabin w antykwariatach. Co niedzielę odwiedzałam skład tanich książek na Grodzkiej. Miałam ulubione miejscówki w każdym odwiedzanym miejscu, od Haga w Göteborgu, przez pchli targ w Vimmerby czy antykwariaty na Piotrkowskiej. Ale wciąż nie mogłam znaleźć TEJ książki. I nieustannie wydawało mi się, że ją przegapiam. A czas mijał.

Pewnego dnia postanowiłam przestać szukać i zaczęłam się cieszyć samym faktem czytania. Pozwalałam znajomym, żeby mi podrzucali rzeczy, które lubili. Pożyczałam książki od koleżanki w pracy. Kupowałam te, które mi rekomendowali księgarze. Czekałam na telefon z antykwariatu, że przyszły nowości i dawałam się skusić na coś. Byłam jak w transie. Nie pamiętałam treści, myliły mi się tytuły. Moimi kreskami, które wciągałam były grzbiety książek na regałach. Pewnego dnia odkryłam u siebie w domowej biblioteczce kilka zdublowanych tytułów. Kupowałam książki, ale nie nadążałam z ich czytaniem. Więc po co?

I wtedy znowu sobie przypomniałam, że chciałabym poczuć jak to jest, gdy ma się jednak taką książkę, która jest na tyle szczególna, na tyle wyjątkowa, że zostaje z człowiekiem na całe życie. Po prostu chciałam zrozumieć to, co wtedy na Śliskiej opowiadał mi Viking, tłumacząc, czym dla niego jest ten zaczytany egzemplarz „Wojny i pokoju”.

Szukając naczytałam się sporo kiepskich rzeczy. Bo wydawało mi się, że tylko tak docenię tę książkę, do której wciąż, chociaż krętymi ścieżkami, zmierzałam. I coś w tym jest. Musisz spróbować wszystkiego. Zatoczyć koło, zamroczyć się wagonową literaturą, wypuścić w mroczne klimaty. Pogrążyć, upaść. I wreszcie zrozumieć, czego się szuka. Na pytanie, czy znalazłam: odpowiadam tak. Mam tę książkę. I zrozumiałam, co wtedy próbował mi wytłumaczyć Viking.

Powiedział, że z idealną książką jest jak z osobą, z którą decydujesz się spędzić całe życie. Każda biblioteka jest pełna innych tytułów, każda księgarnia kusi nowymi. Każdego dnia ukazuje się kilkadziesiąt nowych książek. Możesz podróżować po świecie i czytać w innych językach. Ale zostajesz wierny tej szczególnej książce. Nie dlatego, że jest lepiej napisana. Bo można na wiele sposobów pisać świetnie. Nie dlatego, że ma akcję pełną napięcia, bo nie da się czytać tej samej książki w kółko z takim samym oczekiwaniem, jak przy pierwszym czytaniu. I nie dlatego, że ma jakąś wyjątkową historię, bo naprawdę w literaturze ich nie brakuje. Po prostu pewnego dnia ta książka zostaje z tobą a składa się na to wiele, może częściowo nawet irracjonalnych powodów. Ale już zawsze będziesz do niej wracał. Zawsze będziesz chciał czytać ją na nowo. Będziesz sprawdzał każdego roku, czy dzisiaj odczytasz ją inaczej. Będziesz znajdywał zdania, których nie zapamiętałeś poprzednim razem. Zatrzymasz się na stronie, która nigdy wcześniej nie przykuła twojej uwagi. Będziesz czuł, że w pewien sposób ta książka częściowo zmienia się razem z tobą, a częściowo pozostaje tą samą książką, którą czytałeś po raz pierwszy. I za to właśnie ją pokochasz.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dane podane w formularzu będą przetwarzane zgodnie z polityką prywatności.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.