Kategorie
Literatura nordycka

Nina Witoszek – czy piękni ludzie mówią po norwesku?

Ile razy w życiu spotykając kogoś powiedziałeś: piękny człowiek? Piękny czymś, co sprawia, że oglądasz granice urzeczenia z rosnącą w tobie świadomością, że doświadczasz czegoś unikalnego?

Colours of Happiness 3

Zdjęcie: Autor: Camdiluv ♥ from Concepción, CHILE (Colours) [CC BY-SA 2.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0)], Wikimedia Commons

Mam prywatną definicję takiego piękna. To sztuka bycia sobą. Za wszelką cenę. Emanująca życzliwość. I łatwość jej okazywania. Wreszcie ciepło, które poczujesz nawet w tak szalejący mrozem dzień, jak dzisiaj. To spokój, wtedy gdy innych ogarnia szał emocji. I ich burza, gdy zaczynają opowiadać o swojej pasji. Piękni ludzie potrafią łączyć, dawać. Potrafią patrzeć i słuchać. I wreszcie się dzielić. I wybaczać.

To miało być jedno z tysiąca spotkań autorskich, na których byłam. A nie było. Złożyło się na to wiele, również drobnych rzeczy. Najpierw przykuła moją uwagę czerwona, wielka sofa pod ścianą. Więc wiedziałam już, gdzie usiądę. Odwracam się. Nikt nie potrafi uśmiechnąć się eksplodującą w tobie dobrocią. Basia Gawryluk tak. Zatapiamy się w rozmowie. Padło wtedy, że Witoszek wsadza kij w norweskie mrowisko. Demontuje mit o najlepszym kraju na świecie. Boję się takich demontaży, jak człowiek, który potrzebuję w życiu mitów. Nawet jeśli to chropowata krawędź czegoś, czego można się chwycić, gdy nadzieja zawodzi. Więc szłam nie tylko na jedno z wielu spotkań. Szłam, żeby usłyszeć, że już nigdzie nie jest dobrze. Nawet w mojej ukochanej Skandynawii.

I wtedy weszła. Filigranowa blondynka, ze słomkowym warkoczem fikuśnie sterczącym z boku nad gęstą grzywką. Zwróciła moją uwagę swobodą i pewnością siebie. Nina Witoszek. Wymknęłam się do baru. Stojąc w kolejce gapię się na czerwony domek z norweską flagą na okładce. Obok kelnerka uśmiechając się do siebie zaparza filiżankę herbaty. Basia dodała jeszcze, że to wreszcie merytoryczna książka o Skandynawii. Więc proszę portera i książkę.

Na mojej sofie siedziały teraz dwie dziewczyny 60+. Siedzisko było tak wielgachne, że nogi im dyndały na brzegu. Pomyślałam: Pippi i Annika. Popchnęłam książkę w stronę Pippi. Wyjęła okulary i jak już przestudiowała okładkowe rekomendacje opowiedziała mi o swoim synu, który stracił pracę, ale stwierdził, że za żadne skarby nie wyjedzie z Krakowa, ale opowiedziała mi też o miesięcznym pobycie w Iraku, do którego wyjechała za mężem, który tam pracował na kontrakcie. Czy jest współpracownikiem kontrwywiadu na emeryturze? Annika odezwała się ze śmiechem, że przecież nie mogłaby się przyznać.

I wówczas Basia Gawryluk zrobiła to. Jakby rozsunęła w człowieku delikatnie jakiś zamek a potem bęc w ciebie. Jak ta disnejowska wróżka. Obserwowałam to wiele razy. W rozmowie z Göranem Rosenbergiem, z Agnieszką. Słuchałam w Kole Kultury. I patrzyłam co robi z Niną Witoszek. Ostatnio gdzieś usłyszałam, że o wielkości mężczyzny świadczy to, że jej nie musi udowadniać na każdym kroku. A ja bym dodała, że po prostu o wielkości człowieka. Więc słuchałam, nie mając jeszcze wtedy świadomości, że słucham jednej z najważniejszych norweskich intelektualistek. Kobieta. W dodatku Polka. Która zaczynała w Norwegii od sprzątania domów.

Często coś się nam nie udaje. Padamy na kolana. Uginamy się pod nieszczęściem, niepowodzeniem, pechem. Jak zwał. Nina Witoszek powiedziała, że miała do wyboru albo sprzątać do końca życia, albo zostać profesorem. Ale nieważne jest to, że się podniosła, ale to jak to opowiadała. I do definicji wewnętrznego piękna dodałabym jeszcze umiejętność życia bez patosu. Nie rozkładanie niepowodzeń na miliony historii opowiadanych przy każdej okazji. Tylko skupianie się na ciągu dalszym.

Nauczyła się norweskiego w wieku, w którym pedagodzy twierdzą, że to niemożliwe. W rok przestudiowała literaturę norweską udowodniając Norwegom, że zamiast romantyzmu mieli przedłużone oświecenie. Potrafiła zadzwonić do ministra, żeby się oburzyć. Potrafi patrzeć na siebie z perspektywy Norwegów. Powie, że nie dziwi się ich niezgodzie na jej krytykę, bo to tak jakby Libańczyk przyjechał do Polski i wytykał nam, co robimy źle. I uderzyło mnie w niej jeszcze coś. Coś, za co pokochałam Astrid Lindgren. Zobaczyłam w Ninie Witoszek zaprzeczenie polskiej akademii, gdzie niemal każda profesor wygląda jak replika pomnika Konopnickiej. A ona śmiejąca się, wolna. Kobieca. No właśnie wyraźnie wolna i swobodna. Bez tak dla nas typowego spięcia i zacięcia do konwenansów.

Czy piękni ludzie mówią po norwesku? Nina Witoszek tak. Basia Gawryluk zna szwedzki. Wszyscy mówimy po polsku. Mam koleżankę w pracy. Wrzucamy się na breake’a, odpalamy fotele i bujamy się na krzesłach śmiejąc się. Znam chłopaka, który przysyła swojej znajomej rano zdjęcie psiaków śpiących w kojcu. Sąsiadkę, która zawsze powie coś miłego. Znam panią w sklepie, która opowiada tak czule o swoich dzieciach. Męża, który po dwudziestu latach małżeństwa, gdy opowiada o czymś ważnym odruchowo sięga po rękę żony i głaszcze ja delikatnie. Definicja piękna jest dość szeroka. Ludzi, którzy się w niej mieszczą wiele. Mówimy w różnych językach. Czasami językiem ciała. Ale wszyscy to samo: kocham życie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dane podane w formularzu będą przetwarzane zgodnie z polityką prywatności.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.