Kategorie
Kraje nordyckie

Pluszowy miś w Szwecji ważniejszy od budżetu na 2022

Pluszowy miś stał się w Szwecji przedmiotem analiz. Chyba nikt nie spodziewał się, że zamiast o propozycjach budżetowych eksperci będą dyskutować o misiu. No może takim nie do końca zwykłym misiu. Bo chodzi o wędrującego misia o wdzięcznym imieniu Nin-Björn. Nie tylko największe autorytety analizowały jego udział w budowaniu wizerunku ministry finansów. Ale stał się też ważniejszym newsem od prezentowanej przez nią propozycji budżetowej na 2022 rok.

Kariera po szwedzku, czyli pluszowy miś na salonach

Uczniowie z Graningegården w Arvice wysłali pluszaka w drogę ku ekscytującym przygodom. Misia znalazła córka jednej z osób pracujących w Regeringskansliet i poprosiła o zabranie go na jakieś fajne wydarzenie. I tak miś znalazł się u boku Magdaleny Andersson, szwedzkiej ministry finansów na oficjalnym zdjęciu, na którym 20 września (poniedziałek) prezentuje budżet u siebie na Instagramie.

Zdjęcie jest zrobione na granatowym tle. Ministra finansów uśmiecha się delikatnie, patrząc prosto w obiektyw kamery. Lewą ręką przytrzymuje stos egzemplarzy budżetu Socjaldemokratów na 2022 rok przewiązany wstążką w kolorach flagi szwedzkiej. Drugą ręką przytrzymuje plecy misia ubranego w pomarańczowy kubraczek i podkolanówki w paski. Miś ma lekko pochyloną główkę i dotyka zalotnie uszkiem włosy Pani ministry. Na drugim zdjęciu wydaje się lekko speszony spuszczać wzrok. Magdalena Andersson przeciwnie, zachęcająco zwraca się w jego stronę dodając mu otuchy spojrzeniem prosto w oczy. Oboje wyglądają na zadowolonych. Łatwo się domyśleć, że dzieci w Arvice nawet w najśmielszych marzeniach nie przewidziały takiego scenariusza w życiu Nin-Björna.

Sążniste autorytety analizują znaczenie misia

Zajście odbiło się echem w szwedzkich mediach. Pluszowy miś prosto z Instagrama ministry finansów trafił do telewizji publicznej SVT. W przygotowanym tam materiale filmowym „Andersson gullar med gosedjur – hur bra funkar sånt på väljarna” (22.09.2021, dostęp: 6.10.2021, godz. 17:56) zabiera głos Charlie Stjernberg, ekspert ds. sytuacji kryzysowych. Autor reportażu wydawał się nieco drwić z ocieplania wizerunku ministry za pomocą misia. Nie zwrócił chyba jednak uwagi, że ekspert, którego poprosił o komentarz, błysnął na ekranie pierścieniem w kształcie trupiej czaszki. Nie podejmę się osądzać tego, co wypada bardziej niepoważnie lub mniej profesjonalnie. Lub zabawniej.

Faktem jest jednak, że ten reportaż był częścią festiwalu epitetów. Wybuchł on zaraz po tym, jak Stefan Löfven ogłosił, że w listopadzie zrzeknie się stanowiska szefa partii i premiera. Szybko stało się jasnym, że faworytką wszystkich rankingów na nową szefową Socjaldemokracji jest Magdalena Andersson (Więcej o tym w: Czy Magdalena Andersson zostanie pierwszą kobietą premierem Szwecji?). I w typowy sposób dla sytuacji, w której mamy kobietę z szansą na wysokie stanowisko zaczęto dewaluować jej osobę. Media nieco oszalały. Rozpoczęła się walka na kliknięcia. W nagłówkach i artykułach pojawiły się epitety w stylu: twarda, bezkompromisowa, ludzie się jej boją. Kwestionowano też jej szansę na współpracę z Annie Lööf. No bo wiadomo dwie kobiety mogą jedynie walczyć ze sobą. A pluszowy miś odwrócił uwagę mediów od budżetu.

Czujna szwedzka opinia publiczna

Więc jeśli ktoś sądzi, że Szwecja to oaza feminizmu, to m.in. w tym aspekcie, że zaraz po tych publicznych zakusach na osobę Magdaleny Andersson odezwały się głosy oburzenia. Co więcej, w Szwecji reaguje się zanim przysłowiowa żaba ugotuje się w garnku. My w Polsce żyjemy dla odmiany w nieustannym trybie „musztardy po obiedzie”.

Jenny Wennberg na łamach Arbetarbladet.se w artykule „Sitt ner Åke, ingen är intresserad av din åsikt” (”Siedź cicho Åke, nikogo nie interesują twoje poglądy” 12.09.2021, dostęp: 6.10.2021) oddała atmosferę medialnej nagonki.

Kobiety publicznie są obrzydliwie traktowane

Jenny Wennberg

„Kobiety publicznie są obrzydliwie traktowane” – pisze, podkreślając, że osoba Magdaleny Andersson jest poddawana analizie w sposób, w jaki nigdy nie mówi się o mężczyznach. Telewizja publiczna SVT poświęciła jej cały odcinek „Politikbyrån”, tytułując go „Bulldozern” („Buldożer”) a w programie polityczkę analizowało 75% mężczyzn i 25% kobiet. Żeby jednak oddać sprawiedliwość, w programie poruszano aspekt traktowania polityków. Odcinek był swojego rodzaju komentarzem do medialnych komentarzy na temat Andersson. Oburzenie jakie jednak przyszło ze strony opinii publicznej w Szwecji jest tym trybem trzymania ręki na pulsie, którego jeszcze nie przełączyliśmy w Polsce z poziomu memów, na poziom debaty publicznej.

Mats Knutson, komentator polityczny przypomniał w owym odcinku „Politikbyrån”, że o byłym premierze Göranie Perssonie też mawiano źle. Uchodził za gruboskórnego despotę, który jeśli za kimś nie przepadał, to potrafił rzekomo takiej osobie dać do wiwatu. Mówiono o nim „HSB”, czyli „Han Som Bestämmer” – ten, który decyduje lub Nivea, czyli w domyśle tłusty i ciężki. Carl Bildt, jak przypomniał Mats Knutson był określany aroganckim typem, któremu lekko przychodziło umniejszanie swoich przeciwników.

W jaki sposób ocenia się polityczki w Szwecji?

Jenny Wennberg zwróciła jednak uwagę na styl debaty. W mediach, od razu po oświadczeniu Löfvena zaczęto tworzyć na temat Magdaleny Andersson krzykliwe nagłówki w stylu: niezbyt miła, twarda, ludzie się jej boją. I jak słusznie zauważyła w swoim artykule, kobiety nigdy nie są dość dobre. Jeśli nie potrafią negocjować, to znaczy, że są słabe. Jeśli robią to dobrze, to uchodzą za twarde i niezbyt miłe. Albo są na dane stanowisko zbyt młode i naiwne, albo za stare i zgorzkniałe. A szczególnie nierówno traktuje się w mediach właśnie polityczki. „Aftonbladet”, jak przypomniała Jenny Wennberg poświecił niegdyś cały felieton fryzurze i wyglądowi jednej z nich. Nieustannie są poddawane krytyce i ocenie. Ale dotyczy ona przede wszystkim ich wyglądu lub charakteru, a nie pracy i jej efektów.

Sprawę nagłośniła na swoim profilu instagramowym Fannny Widman, autorka książki „Det är nog nu” (Dość) oraz podcastu „Fannys förebilder”. A że media w Szwecji słuchają się nawzajem, na efekty nie trzeba było długo czekać. Już w kolejnym odcinku „Politikbyrån” odwrócono proporcje i w roli komentatorów zaproszono 2 kobiety. Co więcej tematem odcinka „Kvinnoskrämman” była płeć. I to, czy płeć polityków ma wpływ na głosy wyborców.

Gdyby wyciągnąć jakąś dodatkową naukę z tego, jak rozmawia się publicznie w Szwecji o politykach i polityczkach, to mam jeszcze jeden wniosek. Gdyby polityk wypowiedział się w temacie politycznym jak debil, a ktoś w debacie publicznej nazwałby go w związku z tym debilem, to jestem pewna, że nikomu z tego powodu nie groziłby ani pozew, ani tym bardziej więzienie.