Kategorie
Kino nordyckie

„Nadzieja” norweski kandydat na Oscara filmem dla wysokowrażliwych

Maria Sødahl w najnowszym filmie wykorzystuje historię z własnego życia. Po sukcesie jej pełnometrażowego debiutu, okrzyknięta nadzieją norweskiego kina dowiaduje się, że ma nieuleczalnego raka i trzy miesiące życia przed sobą. Jest u szczytu popularności i tuż przed międzynarodową karierą. Uwielbiana przez krytyków. Festiwale biły się o jej film. Spełniona prywatnie. Wychowywała w związku partnerskim z norweskim reżyserem Hansem Petterem Molandem trójkę dzieci z jego małżeństwa i trójkę ich wspólnych dzieci. Gdy mówiono „elity norweskie” miano na myśli ich dwójkę. Ale co zrobić z życiem, które nagle ma się skończyć w momencie, kiedy zwrotnica wydarzeń wreszcie przeskoczyła na tor, po którym wszystkie drogi biegną do wymarzonego celu?

„Nadzieja” – reż. Maria Sødahl

FILM O RELACJI Z OSOBĄ WYSOKOWRAŻLIWĄ

Źródłem „Nadziei” są pytania, które stawiała sobie Maria Sødahl w najbardziej dramatycznym momencie swojego życia. W chwili, gdy robi się plany na trzy najbliższe miesiące weryfikuje się je na innym poziomie. Ale to nie jest kolejny film o rzucaniu wszystkiego, żeby przeżyć odkładane na później rzeczy. To nie jest też kolejny film o raku i walce z biurokratyczną niemocą, bezradnością wobec bezsilności lekarzy. Maria Sødahl zrobiła film, w którego centrum jest delikatność życia, z którą mierzymy się w rzeczywistości bliskiej osobom wysokowrażliwym. Anja bohaterka „Nadziei” czuje, dostrzega i przeżywa więcej i intensywniej. To jest siłą jej spektakularnego, zawodowego sukcesu. To jest wartością jaką wnosi do relacji rodzinnych budując silne więzi pomiędzy szóstką dzieci, które wychowuje. To jest wreszcie ogniskiem zapalnym pomiędzy nią a Tomasem (Stellan Skarsgård). I to jest tym, o czym jest „Nadzieja”.

FILM OSOBISTY A NIE PRYWATNY

Maria Sødahl dzień przed wigilią 2012 dowiedziała się, że ma nieuleczalnego guza mózgu i około trzy miesiące życia. Rok wcześniej leczyła się na raka płuc, który odezwał się ponownie w postaci przerzutów. Dwa lata wcześniej zrobiła swój pierwszy pełnometrażowy film, który odniósł niesamowity sukces. Od premiery „Limbo” minęło więc niemal 10 lat. Czas, który był potrzebny do opowiedzenia osobistej historii odciska się mocno i sugestywnie na każdym kadrze „Nadziei”.

Reżyserka w wywiadach podkreśla, że chociaż bazuje na wydarzeniu, które sama przeżyła, to nie opowiada historii 1:1. Jej film jest osobistym kinem, ale nie prywatnym. I długo wzbraniała się przed napisaniem scenariusza bazującego na tych wydarzeniach. Wiedziała, że nie chce opisywać własnej terapii i całego procesu leczenia, bo to były zbyt traumatyczne przeżycia. Wprowadziła jednak do filmu aż 17 pracowników służby zdrowia, naturszczyków, którzy zagrali personel medyczny. W pewien sposób chciała też na marginesie pokazać aspekt ludzki, o którym zapomina się ustawiając oko kamery zazwyczaj na dramacie chorego. Co jest ciekawym antropologicznym wtrętem pozwalającym podpatrzeć od środka norweską służbę zdrowia w krytycznym dla niej świątecznym okresie.

Norweżka wykorzystała z własnego życia tyle, żeby tego nie żałować później. Zwłaszcza przed samą sobą. I ostatnią rzeczą o jaką tu chodzi to oglądanie „Nadziei” w kontekście skandalu, zemsty kochanków czy handlowania prywatnością w celach artystycznych.

W „Nadziei” znalazły się liczne elementy, które mają podkreślić tę granicę. Andrea Bræin Hovig gra Anję (43). To choreografka, której spektakl spotyka się z entuzjastycznym odbiorem widowni i krytyki. Żeby zaznaczyć, że to nie historia jej związku, reżyserka wprowadza dużo większą różnicę wieku pomiędzy Tomasem (59), który w filmie jest dodatkowo Szwedem a Anją. I powtarza w wywiadach, że pisząc scenariusz chciała zrobić wszystko, żeby widzowie znaleźli się tak blisko jak to możliwe psychologicznej strony wydarzeń, żeby móc możliwie najlepiej zrozumieć i odczuć sinusoidę emocji i zrozumieć wybory bohaterów filmu.

Gdy Maria Sødahl szukała aktorów do odegrania głównych ról, nie chodziło więc o stworzenie wrażenia podobieństwa do niej samej i jej męża. Szukała pary aktorskiej, która będzie umiała wejść w tak trudne emocjonalnie role. Po raz pierwszy zobaczyła razem Andreę Bræin Hovig i Stellana Skarsgårda na żywo dopiero, gdy zdecydowano się na obsadzenie ich w tych rolach. Chociaż trzeba podkreślić, że Skargård jest bliskim przyjacielem rodziny i razem z mężem Marii Sødahl zrobił kilka filmów, w tym „Kradnąc konie” na podstawie powieści Pera Pettersona („Nie zgadzam się„).

NORWESKI KANDYDAT NA OSCARA

To prawdziwe psychologicznie kino. Nie dziwi więc jego sukces. Międzynarodowa premiera odbyła się we wrześniu 2019 r. podczas 44. Toronto International Film Festival a film został zaprezentowany w sekcji „Discovery”. Europejską premierę „Nadzieja” miała w lutym 2020 r. podczas International Film Festival w Berlinie i była pokazywana w sekcji „Panorama”. „Nadzieja” trafiła do szwedzkich kin, co jest ewenementem, bo szwedzcy dystrybutorzy rzadko decydują się na pokazywanie filmów norweskich.

Komitet nominujący norweskich kandydatów do nagrody Oscara w kategorii najlepszego obcojęzycznego filmu stanął mimo to przed trudną decyzją. 8 osób oceniło w sumie 33 filmy. Ostatecznie nominowano 3 z czego zwycięzcą okazała się „Nadzieja”. Wśród nominowanych znalazł się m.in. poruszający dokument „Autoportret” w reżyserii Margreth Olin, Katji Høgset i Espena Wallina i drugi pełnometrażowy film Jorunn Myklebust Syversen „Disco”.

Produkcje norweskie były pięciokrotnie nominowane do nagrody Oscara w kategorii najlepszego filmu obcojęzycznego. Była to: „Wyprawa Kon-Tiki” (2013), „Elling” (2001), „Niedzielne anioły (Søndagsengler, 1996), „Tropiciel” (Veiviseren, 1987) i „Przez śnieżną pustynię” (Ni Liv, 1957) i jak dotąd nie wygrały. Norwegia zdobyła Oscara za to w kategorii filmu krótkometrażowego za „Duńskiego poetę” (2006) i za najlepszy film dokumentarny „Kon-Tiki” (1950).

Osoby, które są ze mną na bieżąco na blogu wiedzą, że jestem fanką Duńskiej Szkoły Filmowej. Jej absolwentami są: Milad Alami (Uwodziciel), Gustav Möller (Winni), Carl Olsson (Tymczasem na ziemi), Amanda Kernell (Nie tak miało być) oraz urodzona w 1964 w Trondheim Maria Sødahl, która skończyła ją w 1993.

CO JEST NAJWAŻNIEJSZE W ŻYCIU?

To czego jesteśmy świadkiem w „Nadziei” to koktajl emocji, decyzji i działań. Akcja rozpoczyna się w przededniu wigilii a kończy drugiego stycznia. Film świetnie oddaje przedświąteczny nerw przygotowań, wpisany w nie zaplanowany chaos i pewną spontaniczność, która wydaje się być mocną stroną Anji. Maria Sødahl precyzyjnie oddaje dynamikę relacji rodzinnych. Bliskość rozgrywa się w szybkim tempie. Widać, że brakuje czasu na jej pogłębienie. Chociaż z drugiej strony szóstka dzieci pomimo typowych kłótni pomiędzy rodzeństwem trzyma się razem. To rodzina, której udało się zachować czułość pomimo nieobecności, wpisanej w artystyczne kariery rodziców. Anja chce mieć najwyraźniej wszystko w życiu: i ciepłą, dużą rodzinę i spełnienie zawodowe. I do pewnego momentu można by sądzić, że dramatyczna wiadomość o raku rozbije bańkę szczęścia, w której żyje rodzina.

Maria Sødahl przebija tę bańkę i pokazuje pewnego rodzaju nadzieję, jaką niosą trudne chwile. Andrea Bræin Hovig zagrała wszystkie odcienie osoby z syndromem WWO. Anja żyje na nieustannej huśtawce emocji. Potrzebuje ciepła rodzinnego, ale potrzebuje też czasu i miejsca tylko dla siebie. Napędza ją artystyczne flow, po którym potrzebuje się zresetować. Jest szalenie odpowiedzialna i potrafi uporać się z wigilią dla tłumu ludzi. Nawet w najgorszym momencie życia bierze w ryzy wszystkie sprawy, sprawnie organizując życie rodzinne, towarzyskie i zawodowe. Ulega silnie i szybko mocnym emocjom. Najwyraźniej znalazła w Tomasie partnera, który potrafi wchodzić bez szkody dla ich związku w emocjonalne wahania. I nie chodzi tutaj o jego wiek i wynikającą z tego dojrzałość życiową. Stellan Skarsgård dostał trudną rolę rozpisaną na gesty, spojrzenia i język ciała.

Jego postać to idealny partner dla osoby wysokowrażliwej. Pomimo artystycznej duszy, wydaje się być kompletnie pozbawiony narcystycznego rysu. Najwyraźniej przyjmuje sukcesy zawodowe na spokojnie i bez zazdrości o karierę partnerki. Oboje świetnie odnajdują się w typowej dla WWO potrzebie do izolacji i samotności. Tę mogą oboje z sukcesem wypełnić obowiązkami zawodowymi bez wzajemnych pretensji, że praca kradnie im czas w związku. Tomas wchodzi z wrodzoną naturalnością w rolę osoby wspierającej. Dość dobrze wyczuwa, kiedy trzeba Anję przytulić, kiedy się oddalić. Milknie w najlepszym dla rozmowy momencie, unikając niepotrzebnych kłótni.

Widać w tym scenariuszu ciekawość Marii Sødahl, która buduje postać Tomasa z ogromną czułością pozwalając Stellanowi Skarsgårdowi wejść we wszystkie odcienie tego wymagającego związku. Co więcej udało jej się pokazać najważniejszy aspekt relacji z osobami WWO. Nieustanną potrzebę potwierdzania uczucia i utwierdzania się, że nie umarło. Długoletnia relacja, w której są Anja i Tomas wypaliła pierwotną pasję, ale zbudowała fundamenty, dzięki którym w tych trudnych okolicznościach ich życie stanęło przed szansą. Jeśli wie się, że zaraz się umrze, to człowiek mniej się boi. To wówczas ludzie potrafią wreszcie zdobyć się na decyzje, wyznania i rozliczenia, przed którymi wzbraniali się w normalnych warunkach. To, co mogłoby być gwoździem do trumny relacji o zupełnie innej psychologicznej dynamice, tutaj jest szansą. Ale Anja musi stać nad trumną, żeby oboje zdobyli się na prawdę, rozliczenie swojego związku i podjęcie właściwych decyzji.

ŹRÓDŁA:

  1. p3.no
  2. www.nrk.no/kultur
  3. cineuropa.org
  4. www.dagbladet.no
  5. www.kinomagasinet.no
  6. www.theupcoming.co.uk
  7. www.norwegianamerican.com
  8. www.klartale.no
  9. sykepleien.no
  10. mediadesk.no
  11. europeanfilmawards.eu
  12. no.wikipedia.org
  13. de.wikipedia.org
  14. www.rp.pl
  15. kultura.onet.pl
  16. www.aftonbladet.se

Dobre na wysokowrażliwość:

  1. Ośmiotygodniowy kurs Mindfulness-Based Stress Reduction z Sylwią Rogalą-Marciniak z HOLI Body&Mind Center w Krakowie. Pomaga zrozumieć emocje i pokaże jak przejmować nad nimi kontrolę.
  2. Regularne ćwiczenie mięśni dna miednicy, ponieważ emocje a co za tym idzie – stres, kumuluje się w MDM. Jaki to ma wpływ przeczytasz w: „Stres niszczy ciało i umysł. Odkłada się w dnie miednicy„. Polecam regularne ćwiczenia z kGoal firmy PelviFly. Ja wybrałam pakiet CARE. Dodatkowo polecam połączyć go z wizytami w gabinecie u fizjoterapeutki uroginekologicznej. A najlepiej, żeby ta osoba była jednocześnie PelviCoachem w ramach teleopieki w aplikacji.
  3. Codzienna praktyka jogi, zwłaszcza jogi powięziowej z Ewą Freindorf w Joga na Dębnikach w Krakowie. Skupienie na wykonywaniu asan i praca z oddechem to dawka mindfulness w praktyce. Dodatkowo wiele asan to te same ćwiczenia, które zaordynuje fizjoterapeutka uroginekologiczna.
  4. Robienie codziennie co najmniej 9 000 kroków i zadbanie o sobie. W tym temacie polecam porady Juliana Sobiecha z „Jak dożyć setki” (blog www.jakdozycsetki.pl, Instagram).
  5. Warsztaty w temacie WWO prowadzone przez Lenę Czernecką – Facebook
  6. Filmy Beaty Mąkolskiej na YouTube.
  7. Ciekawa rozmowa – na Spotify – Magdaleny Kopenhagen z Weroniką Sienkiewicz. Obie rozmówczynie są WWO.
  8. Ze względu na to, że osoby WWO są atrakcyjne dla osób toksycznych, zwłaszcza z zaburzeniem narcystycznym, stąd warto się w tym temacie wyedukować. Polecam: wszystkie filmy Soul GPS i filmy Wilczycą Być na YouTube oraz wybrane filmy Master Your Life na YouTube.
  9. Aromatorepia. Uspokajające działanie ma np. olejek lawendowy. Polecam olejki firmy BaMer, bo nie są testowane na zwierzętach a badania aplikacyjne na pacjentach przeprowadzone w Akademii Medycznej w Łodzi potwierdziły ich skuteczność.