Kategorie
Non-nordic

Czy właściwy kandydat na radnego w Krakowie to ten, który toleruje łamanie przepisów przez kierowców?

Kobieta zaparkowała auto dopuszczając się trzech wykroczeń. Zostawiła je na B-36 – znak zakazu, w odległości mniejszej niż 10 metrów od przejścia dla pieszych a właściwie niemal przy przejściu i na znaku poziomym P-21. Poprosiłam ją, żeby przeparkowała auto, tym bardziej że tył samochodu mocno wystawał na ulicę, więc nie byłoby widać pieszego wychodzącego na pasy. Uprzejmie dodałam, że jeśli nie zrobi tego, to ja zrobię zdjęcie i zawiadomię Straż Miejską. Pani nadal próbowała negocjować twierdząc, że przecież stoi w zatoczce (sic!), czyli dodatkowo przyznała, że nie zna przepisów o ruchu drogowym. A na koniec pomyliła mnie z jakąś polityczką, bo dodała, że mnie sobie zapamięta w kolejnych wyborach. Czy to znaczy, że właściwy kandydat na radnego w Krakowie to ten, który toleruje łamanie przepisów przez kierowców?

To nie było zwieńczenie dnia w stylu tych najgorszych w roku. Nie, to było styczniowe preludium do długiego corocznego koncertu wymówek kierowców, którzy łamią przepisy w Krakowie i którzy czują się w tym bezkarnie. I mają do tego uzasadnione prawo, skoro mandaty są śmiesznie niskie a ściganie kierowców każdorazowo kojarzy mi się z dziwną dyskoteką, bo tak wyglądają patrole na drodze. Aż się dziwię, że policjanci nie tańczą dookoła radiowozów krakowiaka dla jeszcze skuteczniejszego zwrócenia na siebie uwagi. Nie dość, że byłoby ich lepiej widać, to kierowcy mogliby sobie dawać cynk o tańczących policjantach i wszyscy wiedzieliby gdzie przez chwilę zdjąć nogę z gazu.

Łamanie prawa drogowego jest tanie

Kierowcy mogą szarżować po ulicach nie tylko z powodu wesołej prewencji, ale też dlatego, bo łamanie prawa drogowego jest tanie. Porównajmy sobie jak bardzo. Za żebranie w miejscu publicznym można otrzymać grzywnę 1 500 zł, a zatem w tej samej wysokości co za wyprzedzanie pojazdu na przejściu dla pieszych. Za noszenie publicznie odznaki, do której noszenia nie ma się prawa można dostać grzywnę w wysokości 1 000 zł, a to tyle co za niestosowanie się do zakazu wyprzedania. Ale to nic, bo żebrak, który w swetrze z odznaką po dziadku kombatancie będzie natarczywie domagać się jałmużny może skończyć w areszcie lub z karą ograniczenia wolności, w przeciwieństwie do kierowcy, który 1 500 zł zapłaci za nieustąpienie pierwszeństwa na pasach osobie z niepełnosprawnościami. Za 1 500 zł kierowca może sobie kupić w sklepie Prawo Polskie przekroczenie ograniczenia prędkości o 50 km/h. W ofercie jest też za 1 500 zł jazda po chodniku. Ba, za 1 500 zł może prowadzić pojazd bez uprawnień.

Jeśli więc kogoś dopadnie kiedyś bieda, ubierze się w sweter po dziadku kombatancie, z którego nieopacznie nie odepnie jakiejś odznaki, a ktoś uzna, że zbyt natarczywie żebrze na karmę dla psa, to zapłaci za to tyle co kierowca narażający ludzi na śmierć. Ale może też za to wylądować w więzieniu, co nie grozi czasem kierowcy nawet wtedy, gdy zabije człowieka.

Polska to kraj morderców za kierownicą, co pokazują statystyki. To, że nikt publicznie nie żebrze w swetrze po dziadku z jego kombatancką odznaką wynika z tego, że to się nie opłaca, skoro można zapłacić za to grzywnę a na dodatek pójść siedzieć. Gdyby więc wysokość mandatów była dziesięć razy wyższa od obecnej, a za każdorazową szarżę kierowca lądowałby profilaktycznie w ciupie to jestem pewna, że ostudziłoby to zapał niejednego przestępcy drogowego, który ma jaja jedynie wtedy, gdy zajeżdża drogę babci z laską na pasach.