Kategorie
Kraje nordyckie

Jeśli coś jest gorsze, to jest mniej dobre

Gdy ludzie rozmawiają ze Szwedami najczęstszym popełnianym przez nich błędem jest brak znajomości mindsetu szwedzkiego. A to prowadzi do tego, że przekazujesz wprawdzie informację, Szwedzi rozumieją, co mówisz, ale może się zdarzyć, że bez zrozumienia niuansów kulturowych pozostawisz po sobie kiepskie wrażenie. Gdy pisałam o tym jak nauczyłam się szwedzkiego pominęłam tę kwestię. A miałam ostatnio spotkanie biznesowe z przedsiębiorcą, który chce wejść na rynek szwedzki. Wróciłam do domu, żeby przygotować feedback z tej rozmowy. W tle słuchałam podcastu z przedstawicielem zarządu szwedzkiej spółki, który prezentował wyniki kwartalne. I uderzyła mnie wówczas jedna rzecz. Zderzeniem kulturowym, które może nam odebrać szansę na zdobycie pracy w Szwecji czy partnera biznesowego jest sposób w jaki rozmawiamy o wadach i zaletach: naszych lub produktów, usług, które chcemy w Szwecji sprzedać. A czytając o polskich dywagacjach wokół prawa Jante uzmysłowiłam sobie, że nikt nie poruszył pewnej istotnej kwestii, która sprawia, że w komunikacji ze Szwedami strzelamy sobie w stopę.

Mistrzowie mówienia między wierszami

W rozmawianiu chodzi bowiem o coś więcej niż o układanie słów w zdania. Chodzi o zrozumienie wzajemnych intencji. Na szwedzkim rynku chodzi też o chemię czy jak ktoś woli o wibracje w kontaktach interpersonalnych. Przyjemność z pracy to najczęściej wymieniana jej wartość. Francis Galton twierdził, że

„ważne cechy określonej społeczności zapisują się w języku danej kultury”

a to co zapisuje się na mapie szwedzkiego jest frapującą historią języka mentalnie wspierającego rozmówcę. I wbrew krążącym interpretacjom prawa Jante, w kulturze szwedzkiej nie chodzi o umniejszanie sobie. Ludwig Wittgenstein twierdził, że „o czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć”. Szwedzi wznieśli to o poziom wyżej i stali się mistrzami mówienia między wierszami.

Żeby jeszcze lepiej oddać o co mi chodzi, zapytałam osoby obserwujące na Instagramie Szkice Nordyckie o napisanie, co mówią o sytuacji, gdy ta nie jest dobra, ale nie jest też zła. I najczęściej w języku polskim padały odpowiedzi:

  • Nie za dobrze, ale bez tragedii / ale do przetrwania
  • Jest średnio
  • Jest tak sobie
  • Jest stabilnie, so so, ujdzie
  • Jest ok, jest w normie
  • Jako tako
  • Nijak
  • Stabilnie, tak sobie „so-so”, neutralnie, „gdzieś pomiędzy”

Jeśli więc miałabym te wypowiedzi podsumować, to wyszedłby z tego obraz nieco nieciekawy. Okazuje się, że w naszej kulturze coś pośredniego pomiędzy dobrym a złym umyka jakości, jest od „takiego sobie” po coś bliskiego tragedii. Raczej skłaniamy się, że to taki produkt lub usługa gorszego sortu. A jak jest w języku szwedzkim, zapytasz? Gdy coś jest dobre to jest „bra”, gdy jest słabsze lub gorsze to jest „mindre bra”, czyli dosłownie tłumacząc „mniej dobre”, a słowo DOBRE jest tu kluczowe. A co mówi się, gdy coś jest złe? Nie mówi się tego, bo w Szwecji nie wypada wytykać ani sobie, ani innym niczego. Powiedzenie, że coś jest złe, „dåligt” jest w Szwecji faux-pas, bo psuje atmosferę i wprowadza do rozmowy niepotrzebne, niemiłe napięcie. A tego się tam po prostu nie robi. Naprawdę nie ma nic gorszego w Szwecji od kwaśnej atmosfery spotkania. Nikt nie będzie chciał z takimi ludźmi ani pracować, ani robić biznesu.

Buycoffee.to

Pomogłam Ci lepiej zrozumieć kulturę szwedzką? Jeśli chcesz docenić moją pracę włożoną w napisanie tego artykułu postaw mi wirtualną kawę.

Buycoffee.to/szkicenordyckie