Niemiecka jesień – Stig Dagerman

Mówiono o nim Rimbaud Północy. Genialne dziecko znikąd. Miał zaledwie 22 lata, gdy zadebiutował powieścią  „Ormen” (1945), czytaną z niesłabnącym entuzjazmem również dzisiaj. Mija rok od jej ukazania się. Świetnie się zapowiadający, ale wciąż jeszcze niezbyt znany Stig Dagerman dostanie zlecenie „Expressen” na serię reportaży z powojennych Niemiec. Cztery powieści, 6 sztuk i samobójstwo później, zostanie okrzyknięty gigantem szwedzkiej literatury, jak napisze o nim Athena Farrokhzad na łamach „Aftonbladet”.

Niemiecka jesień Reportaż z podróży po Niemczech Stig Dagerman Szkice Nordyckie blog
Niemiecka jesień. Reportaż z podróży po Niemczech – Stig Dagerman (Szkice Nordyckie)

Młodziutki, zaledwie 23 – letni chłopak z Älvkarleby zostaje wysłany w wydawać by się mogło karkołomną dziennikarską misję do powojennych Niemiec.  Jest wiosna 1946, gdy na łamach szwedzkiej popołudniówki „Expressen” ukazują się jego reportaże. Stig Dagerman miał wprawdzie za sobą debiut książkowy, ale był na tyle nieznany, żeby swobodnie poruszać się po wszystkich strefach powojennych Niemiec. To dlatego „Expressen” właśnie jego wybiera do tego zadania. Ale czy tylko dlatego?

NIEMIECKI W DOMU

Szwed już w debiutanckiej powieści porusza kwestie, które tak dobrze wybrzmią w jego książce non-fiction. To zdecydowanie antywojenna proza w przerażający sposób oddająca ducha czasu wojny. No i w domu u Dagermanów mówi się po niemiecku. Ówczesna, pierwsza żona Stiga Annemarie Götze (1924 – 2016) pochodziła z niemieckiej rodziny anarchosyndykalistów.  Rodzina uciekaz nazistowskich Niemiec przez Hiszpanię do Oslo, gdzie uzyskuje status uchodźców politycznych. Stąd dostają się na Södermalm w Sztokholmie. Annemarie jest córką członków FAU (Freien Arbeterunion) i wnuczką Anny Götze, anarchosyndykalistki z Lipska, internowanej w tym czasie do KL Buchenwald. Annemarie w Szwecji pisała zaangażowane teksty do „Arbetaren”, gdzie poznała Stiga. Anarchista z duszą syndykalisty od razu zakochał się w zaangażowanej rodzinie Annemarie. I z wzajemnością. Żeby poślubić Stiga, niepełnoletnia wówczas dziewczyna musiała jednak otrzymać specjalne pozwolenie szwedzkiego króla.

Prawdopodobnie to właśnie empatia wyniesiona z domu wywołuje w Stigu Dagermanie zupełnie odmienną skalę emocji i inny poziom współczucia. Niemiecką jesień. Reportaż z podróży po Niemczech zadedykuje żonie Annemarie. Gdy cały świat upaja się porażką i upadkiem Niemiec, w Szwedzie rodzi się litość. Gdy świat rozlicza nazistów, on rozlicza aliantów. Gdy świat opłakuje ofiary hitlerowców, on wzbudza żal nad losem poharatanych śmiercią rodzin niemieckich. Gdy zwycięzcy dzielą łupy wojenne, on pochyla się nad losem Niemców pozbawionych domów. A zatem, to nie tylko pewnego rodzaju „inność” uderzająca z jego stylu  wyróżnia go na tyle intensywnie, że wkrótce nie mówi się o niczym innym, tylko o książce reportażowej Dagermana.

NIEMIECKA JESIEŃ URZEKA KRYTYKÓW LITERACKICH

Ale Dagerman nie tylko urzeka hermetyczne kręgi krytyków literackich. Pisze w stylu, który trafia do serc masowego czytelnika. Jest jednak małe „ale”, które sprawia, że jego reportaże z Niemiec nie wszystkim się podobają. No bo jak w Polsce, która przeszła okupacyjne niemieckie piekło znaleźć entuzjastów dla dziennikarza, który opisuje biedę, duchową zapaść i głód niemieckiego społeczeństwo, które z trudem podnosi się z ruin po alianckich bombardowaniach. Perspektywa Szweda boli w krajach, które Niemcy zamienili w cmentarzysko, obozy koncentracyjne i ruiny. Jak w zrównanej z ziemią Warszawie wykrzesać dla siebie litość dla Niemców ze zbombardowanych miast? Pomysł szefostwa „Expressen” wydaje się więc co najmniej kontrowersyjny.

Musimy więc w Polsce zaczekać, zanim będziemy mogli ze spokojem wpisanym w dystans czasu przeczytać teksty Szweda. W 2010 opublikowano w Szwecji nowe wydanie Niemieckiej jesieni. Reportaże z podróży po Niemczech z przedmową Elfriede Jelinek. W 2012 wyda je w przekładzie Ireny Kowadło-Przedmojskiej Wydawnictwo Czarne. I chyba dopiero dzisiaj, 74 lata po zakończeniu drugiej wojny światowej naprawdę ta książka może być czytana bez ryzyka odrzucenia.

PRONIEMIECKIE SYMPATIE W SZWECJI

Ale oddźwięk reportaży Stiga Dagermana nie byłby tak ogromny, gdyby chodziło jedynie o styl jego tekstów i kontrowersyjną perspektywę. Moim zdaniem jest jeszcze coś. Niemcy byli elitą w Szwecji. To oni zakładali szwedzkie miasta i dynastie. Gustaw III był pierwszym królem od dawna, który mowę tronową wygłosił po szwedzku. Przez długi czas na dworze szwedzkim mówiono po niemiecku. Obecna królowa Sylwia jest Niemką. Na Niemców zawsze w Szwecji patrzono z zachwytem i podziwem, w opinii niektórych to właśnie dlatego tak miażdżąca liczba Nobli wędrowała do Niemiec. W powojennej Szwecji, której gospodarka w latach obu wojen światowych nabrała rozpędu, łatwo było o proniemieckie sympatie. Nikt dzisiaj nie ma wątpliwości, że Szwedzi markowali neutralność. W rzeczywistości nie tylko przymykali oko na przemarsze niemieckich wojsk, ale przede wszystkich z nazistami handlowali, w dodatku na taką skalę, że wielu historyków jest zdania, że Szwecja przyczyniła się do przedłużenia wojny i Holocaustu.

Jak mantrę powtarza się peany pod adresem Stiga Dagermana. Do dzisiaj żyje legenda młodego pisarza, dramaturga i poety, który nagle rozbłysnął, żeby po latach depresji, niemocy twórczej, w wieku 31 lat zamknąć się w garażu, skierować  spaliny z rury wydechowej do wnętrza samochodu, w którym czekał na śmierć. Chociaż jeśli wierzyć medykom sądowym, w ostatniej chwili próbował się jednak uratować.

OBROŃCA POWOJENNYCH NIEMIEC

Z pewnością sława tej książki w dużej mierze wiąże się ze zmianą perspektywy. To pierwszy taki ogląd powojennej rzeczywistości. W Niemczech długo jeszcze brakuje odwagi na wzbudzanie współczucia świata do sytuacji w powojennych Niemczech. Po prostu Niemcom nie wypadało pisać takich książek. Ale chętnych do ich publikacji brakowało nie tylko dlatego, że Niemcy napisali najbardziej przerażający scenariusz ludobójstwa we współczesnym świecie. Młody Stig Dagerman zrobił coś jeszcze. I to właśnie dlatego ta książka jest ważna i zapisała się w historii literatury. Dagerman napisał prawdę, której na próżno było szukać w ówczesnych mediach i współczesnych podręcznikach historii, gdzie nie mówi się w taki sposób o alianckiej strategii budowania powojennego świata.

A to świat politycznych decyzji, w którym chodzi o obronę interesów niekoniecznie tych, którzy najbardziej wycierpieli. Dagerman jest zbyt młody i niedoświadczony, żeby próbować rozgryźć te struktury. I chyba nikt oprócz architektów wojennego i powojennego ładu, nie zna całej prawdy tej historii. Dagerman dotyka jej na poziomie ludzkim. Wkracza do Niemiec w momencie, w którym ostatnią rzeczą, jaka zainteresowałaby media zachodniego świata byłoby zastanawianie się nad okrucieństwem wojny z perspektywy jej największego agresora. Kamery ustawione są w stronę spektakularnych procesów norymberskich. Te tak naprawdę zamiast rozwiązać maskują jedynie próbę rozwiązania kwestii nazizmu w Niemczech.

ŻYCIE W POWOJENNYCH NIEMCZECH

Gdy pada kilka głośnych wyroków na poziomie społeczeństwa życie toczy się dalej. A jest to przecież życie radykałów, którzy tworzyli trzon bojówek nazistowskich, młodzieży urodzonej już w szczycie rozkwitu władzy Hitlera, która nie znała innego świata. Wreszcie milionów Niemców, którzy w duchu cieszyli się z dojścia Hitlera do władzy, który zaspokajał niskie pobudki, kupował ludzi przywilejami i znalazł zbiorowego wroga, którego można było wreszcie oskarżyć o wszystkie niepowodzenia trawiące Rzeszę. Ten sposób na masy zrobi błyskotliwą karierę i wejdzie do marketingu politycznego rozpętując we współczesnej Europie kolejną falę ekstremizmu. Z tego powodu czytanie współcześnie Stiga Dagermana powinno być równie obowiązkową lekcją jak wizyta studyjna w Auschwitz.

Porównując gospodarkę współczesnych Niemiec i Polski, pozycję na arenie politycznej i wpływy obu państw, można by się pokusić o opinię, że teoretycznie przegrani drugiej wojny światowej są jej wygranymi. I tu wkraczają reportaże Dagermana, który pokazując Niemców może przemawia w imieniu mniejszości, która próbowała przeciwstawiać się rosnącym w siłę narodowym socjalistom, ale jak nikt naświetlił hipokryzję gier politycznych.

PRZEGRANI MORALNI ZWYCIĘZCY

Szwed pokazał w Niemieckiej jesieni, że można być moralnym zwycięzcą i jednocześnie przegranym. „Konta bankowe nie zostały zniszczone przez bomby”, dodaje pokazując, że w procesie denazyfikacji wprawdzie byłych nazistów często pozbawiało się majątku i np. ich mieszkania przydzielane były antyfaszystom, ale ci jako osoby mniej zamożne nie mieli wystarczających środków, żeby je utrzymać. W konsekwencji takie mieszkania trafiały do ludzi, którzy dorobili się na nazizmie. CDU, na czele której długie lata stała Angela Merkel, partia której pierwszym powojennym liderem był Konrad Adenauer zgromadziła – jak pisze Dagerman – niemal wszystkich byłych nazistów.

Łatwiej trzymając w ręce Niemiecką jesień zrozumieć politykę uchodźczą współczesnych Niemiec. Stig Dagerman opisuje jak Niemcy ze zbombardowanych miast znaleźli schronienie w nietkniętej wojną Bawarii, z której przymusowo zostali potem wyrzuceni. Dodajmy Bawarii, w której istniał jako taki pasywny opór wobec nazizmu. „Doświadczenie bezwzględności Niemców wobec Niemców jest straszliwym widokiem” – pisze zastanawiając się jak tępić nazizm w świecie, który uznawał przecież Hitlera. „Pierwszym, który go uznał, był papież”, dodaje i zastanawia się jak naprawiać świat, który już w procesie naprawy się deprawuje i opisuje Żydów, którzy za kilkaset marek składali fałszywe oświadczenia, zeznając w obronie byłych esesmanów.

ZWYCIĘSTWO OKUPIONE KLĘSKĄ

Od pewnego czasu w literaturze pojawiają się książki, które odczarowują mit powojennego świata a zwłaszcza radości z końca wojny, na której cieniem kładzie się codzienna trudna rzeczywistość. Taki był reportaż Magdaleny Grzebałkowskiej 1945. Wojna i pokój. Jej książkę można czytać jednocześnie z Niemiecką jesienią Dagermana dopisując kolejne rozdziały do narracji antywojennej. Z nadzieją, że w końcu zaczniemy się uczyć z historii tego, że wojna to wyłącznie walka o interesy kosztem społeczeństwa, na którego bezradności i bezsilności żerują politycy. Największe koszty wojny ponosi ludność cywilna, nie przywódcy armii. Największe koszty polityki ponosi społeczeństwo a nie politycy. Pora to sobie wreszcie zapamiętać.

Recenzja: Stig Dagerman, Niemiecka jesień. Reportaż z podróży po Niemczech. Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012. Ze wstępem Elfriede Jelinek. Przełożyła Irena Kowadło-Przedmojska.Tytuł oryginału: Tysk höst (1947).

Źródła, z których dodatkowo skorzystałam: Krzysztof Mazowski „Bernadotte żołnierz fortuny”, Wydawnictwo Nowy Świat, Warszawa 2013. Lisa Irenius „Vårt behov Av Dagerman” www.unt.se, (dostęp: 0.05.2019). Wikipedia. http://radiochiflado.blogsport.de/2011/08/16/die-frau-von-portrait-annemarie-goetze-dagerman/ (dostęp: 10.05.2019).

Książkę pożyczyłam w Bibliotece Kraków, Filia nr 34, ul. Borsucza 12