Kategorie
Kino nordyckie

Tato ich zastrzelił

W 2007 Szwecja podzieliła się na dwa obozy. Część społeczeństwa stanęła po stronie ojca, który w obronie własnej rodziny zastrzelił nastolatka a drugiego ciężko ranił. Pozostała część społeczeństwa oskarżała go o morderstwo. Sprawa sądowa, która rozegrała się po wydarzeniach pamiętnej nocy w gospodarstwie w Rödeby przyciągnęła bezprecedensowe zainteresowanie. Wszyscy chcieli zrozumieć, co takiego stało się, że wydarzenia przybrały tak tragiczny finał. „Tato ich zastrzelił” (Dad Shot Them / Pojkarna och skotten i Rödeby, 2020) Pera Andersa Rudeliusa jest dokumentem, w którym reżyser powraca po 14 latach do uczestników i miejsca wydarzeń.

"Tato ich zastrzelił" (2020), reż. Per Anders Rudelius. 61. Krakowski Festiwal Filmowy
„Tato ich zastrzelił” (2020), reż. Per Anders Rudelius. 61. Krakowski Festiwal Filmowy

Szwedzkie DNA

Czy to, co rozegrało się w Rödeby mówi nam cokolwiek o Szwecji? A jeśli tak, to co? Czy da się zapomnieć o takiej tragedii? Jak wpływa ona na społeczeństwo? I czy można jej było uniknąć?

Z perspektywy Polski nieco trudno jest zrozumieć mechanikę i fluktuację emocji wewnątrz społeczeństwa szwedzkiego. Spójrzmy na to biorąc pod uwagę powierzchnię i liczbę mieszkańców. W Polsce na powierzchni 312 679 km kwadratowych mieszka 37,97 mln mieszkańców (dane z 2019). W Szwecji na większej powierzchni 450 295 km kwadratowych mieszka zaledwie 10,23 mln osób (dane z 2019). Te proporcje sprzyjają izolacji, ale niekoniecznie anonimowości. Jak rozwiązuje się konflikty wśród społeczności, która zna się z dziada pradziada a w DNA ma unikanie sytuacji niekomfortowych? Gdzie szukać wsparcia, skoro w urzędach i placówkach przygotowywanych do rozwiązywania spraw pracują ludzie, którzy są swoimi sąsiadami, mają dzieci w tej samej szkole i spotykają się na tych samych festynach? Często są ze sobą spokrewnieni. W skandynawskich kryminałach przewija się motyw zamkniętych, klaustrofobicznych społeczności, które swoje przetrwanie opierały na odwracaniu oczu, nienazywaniu rzeczy po imieniu i szukaniu konformistycznego spokoju. I praniu brudów po swojemu.

W Szwecji ostatnio coraz częściej można spotkać się z dyskusjami wokół kultury milczenia. W różnych kontekstach. Uppdrag granskning – magazyn reporterów telewizji publicznej, przygotował pogłębiony dokument o konsekwencjach, z jakimi spotkały się osoby, które zdobyły się na odwagę mówienia publicznie o nieprawidłowościach na rynku pracy. W ciągu ostatnich dni gorącym tematem stała się sytuacja w dzielnicach uznawanych za trudne. 16 maja w Eskilstunie spłonęło więcej niż 20 samochodów, w tym auto jednej z mieszkanek. Strata była o tyle duża, że był to pojazd przystosowany do jej niepełnosprawności. Leila mieszkała od 45 lat na osiedlu w Årby i nie może uwierzyć, że ta spokojna okolica w tak krótkim czasie stała się na tyle niebezpieczna, że kobieta obawia się wyjść z domu po zapadnięciu zmroku. A grupa chuliganów na tyle jest bezczelna i bezkarna, że pracownicy społeczni zatrudniani do wsparcia takich osób jak ona, odmawiają wykonywania pracy w tej okolicy. Liberałowie przygotowali plan – Förortslyftet, który zawiera ponad 200 propozycji, które mogłyby zlikwidować problemy w takich miejscach do 2030 roku. A że kraj jest w okresie przedwyborczym, to częściej można usłyszeć polityków nazywających rzeczy po imieniu. Co generalnie jest w Szwecji rzadkością.

Co tragedia z Rödeby mówi nam o Szwecji?

Szukając odpowiedzi na pytania o to, czy tragedia z Rödeby była incydentalnym wydarzeniem czy też symptomem swoich czasów, Per Anders Rudelius (ur. 1968) skupił się najmocniej na tym, żeby dotrzeć do jądra motywów i zastanowienie się, co sprawiło, że problem, który narastał latami eskalował w tak dramatyczny sposób. Nie interesuje go dziennikarstwo śledcze, tworzenie crime story i rekonstrukcja wydarzeń. Podkreśla to zresztą w wywiadach (Zobacz na YouTube: Q&A podczas 61. Krakowskiego Festiwalu Filmowego, rozmowa w j. angielskim), w których stara się być możliwie najbardziej obiektywny i zdystansowany w taki sposób, żeby zagwarantować sobie prawo do nieopowiadania się po żadnej ze stron. Zadał sobie jednak sporo trudu, żeby przedstawić możliwie wszystkie narzucające się motywy, pokazać uczestników wydarzeń, naświetlić wydarzenia z każdej ze stron.

Film jest nakręcony przy użyciu skromnych środków. To nie jest dokument ujmujący misternym montażem. Brakuje mu artystycznego zacięcia. Z tego punktu widzenia może wydawać się nieatrakcyjny w porównaniu z bogatą ofertą reportażową. Ale co ciekawe, nawet techniki wizualne, praca kamery, sposób narracji wpisują się poniekąd w problem i pozwalają go lepiej zrozumieć.

Konsekwencje wyrażania swojej opinii w kraju o takiej kulturze i warunkach jak Szwecja są większe. Opowiadał o tym m.in. pracownik kolei szwedzkiej, który we wspomnianym reportażu „Uppdrag granskning”, po naświetleniu pewnych nieprawidłowości, otrzymał od swojego pracodawcy ofertę odejścia za porozumieniem stron, z osładzającym odejście bonusem. Ale jak opowiadał mężczyzna, po zwolnieniu nie miałby szans na zatrudnienie w swojej branży z takim wilczym biletem. Reżyser „Tato ich zastrzelił” przyjmuje maksymalnie obiektywną, zdystansowaną pozycję. Jest taki za kamerą i w wywiadach. Chce zrozumieć, co się stało, nie narażając się nikomu. Chce wyjaśnić sprawę Rödeby bez szukania sensacji.

Dlaczego tato ich zastrzelił?

Co udało mu się pokazać? I jakie argumenty padają w filmie? Jedni twierdzili, że budowa zbyt dużej szkoły, która przyciągnęła nastolatków z różnych gmin, skumulowała w tym jednym miejscu zbyt wiele napięć. Inni, że rodzina, która była ofiarą prześladowań ze względu na pewne problemy zdrowotne, a chodzi o chorobę psychiczną, przyciągnęła zainteresowanie gangu nastolatków, któremu łatwo było uderzyć w słabszych. Wskazywano konkretne pojedyncze wydarzenie, które rozwścieczyło przywódcę chuliganów, który chcąc odzyskać twarz, zrobił nalot na gospodarstwo w Rödeby. Można mówić o typowych problemach dorastających nastolatków. Nie bez znaczenia było podejście różnych instytucji, które całymi latami monitorowały życie w miejscowości, otrzymywały oficjalne zgłoszenia od prześladowanej rodziny i miały narzędzia do podjęcia konkretnych kroków. A zrobiły tyle, ile trzeba, żeby zamknąć sprawy zgodnie z procedurami.

I wydaje mi się, że sprawa Rödeby to symptomatyczny obraz współczesnej Szwecji. Coraz częściej mam wrażenie, że to kraj pozorów. Jest jak rzeczy z IKEA: ładne, ale w większości kiepskiej jakości. Spróbuję to wyjaśnić. Z jednej strony stworzono tu system instytucji przejmujących odpowiedzialność za wiele kwestii społecznych. Opowiada o tym Erik Gandini w Szwedzkiej teorii miłości. Mamy sieć przedszkoli, które wspierają rodziców w powrocie na rynek pracy. Mamy cały system rozwiązań dla osób w podeszłym wieku: mieszkania dla seniorów, domy późnej starości, które naprawdę sprawiają wrażenie domów, gdzie dzięki dodatkowemu wsparciu w wykonywaniu codziennych czynności spędza się godnie starość. Na ulicach widać osoby z niepełnosprawnościami, bo tworzy się infrastrukturę bez barier. To pod bardzo wieloma względami dobrze zorganizowany kraj. To co w nim zawodzi to pewnego rodzaju wygoda? Lenistwo? Emocjonalna ściana, przez którą trudno się przebić? Albo po prostu szwedzkie DNA, o którym wspominam.

Rödeby jest tego symptomem. Rodzina, której ojciec sięgnął po broń była ofiarą nękań. Choroby psychiczne, stały się źródłem ich słabości. Dla chuliganów taka rodzina to łatwy cel. Gdy sytuacja stała się nieznośna rodzina postanowiła przeprowadzić się do domu pod lasem i niejako zejść z oczu chuliganom. Ale trudno o zniknięcie w tak małej społeczności. Mattis, którego tato strzelił pamiętnej nocy, wspomina okres szkoły jako pasmo mobbingu i prześladowań. Rodzina zgłaszała problemy na policję, ich sprawą zajęła się opieka społeczna. W efekcie na papierze to nawet dobrze wygląda. Sprawy zgodnie z procedurami zamknięto i nikomu nie można niczego zarzucić. Ale zginął jeden chłopak, drugi został ciężko ranny, a mężczyzna, który w ataku bezsilności i pod wpływem emocji strzelił, do końca życia musi nieść piętno tych wydarzeń. Zanim do nich doszło mieszkańcy wyszli w proteście na ulice. Manifestując w cichym marszu chcieli pokazać, że mają dość problemów i terroryzowania okolicy przez trudną młodzież.

Szwecja zawodzi na poziomie jednostki

I tak niestety postrzegam społeczeństwo szwedzkie. Jako kolektyw trwa. Ale zawodzi na poziomie jednostki. Trochę inaczej mam wrażenie jest w Polsce. Zawodzimy na poziomie społeczeństwa. Dajemy radę na poziomie jednostki. Dlatego wygodniej żyje się w Szwecji. Ale lepiej w Polsce. Do tragedii w Rödeby nigdy by nie doszło, gdyby w odpowiednim czasie ludzie reagowali. Ludzie padają ofiarą mobbingu, prześladowań dzięki milczącemu przyzwoleniu większości. Dzięki poszczególnym osobom, które odwracają w kluczowych momentach wzrok. Dzięki stawaniu po stronie oprawcy. Przez strach tych, którzy boją się reagować.

Od wydarzeń w Rödeby minęło 14 lat. Ówcześni nastolatkowie są dziś dorośli. Mattis założył rodzinę. Doszło do wymiany pokoleniowej. Problemy pozostały jednak bez zmian, jedynie ich „bohaterowie” się zmienili. Rödeby w innej skali i proporcjach rozgrywa się w niejednym miejscu pracy. W niejednej szkole. Na niejednej uczelni. I za ścianą niejednego mieszkania. W czasie drugiej wojny światowej głośne było hasło: Svensk tiger. Nie oznaczało to szwedzkiego tygrysa, tylko Szweda, który milczy. Milczy, bo tak mu wygodniej. Milcząc dajemy przyzwolenie na zło. A czasami sytuacja wymaga nazwania rzeczy po imieniu i powtarzania: ***********. Codziennie. Aż do skutku.