Kategorie
Kino nordyckie

Wyjście – norweski dokument o ekstremistach

Karen Winther, reżyserka dokumentu „Wyjście” była przez dwa lata członkinią skrajnie prawicowej, rasistowskiej norweskiej organizacji. Pomimo upływu ponad dwudziestu lat od zerwania związków z nią, każdy dzień aż do teraz jest dla niej nieustanną walką. Z wyrzutami sumienia. Ze wstydem, ale też z kolegami, którzy nie tolerują zdrajców. Od czasów Breivika pytanie o źródło zła nabrało w Norwegii zupełnie innego wymiaru. W kraju, którego fundamentem była koncepcja państwa, które staje w obronie równości, ta misternie drapowana przez lata hierarchia wartości rozpadła się. Wypadkowa czego stała się zapłonem największej moralnej katastrofy norweskiej od czasów kolaboracji w czasach drugiej wojny światowej dobrze opisuje Åsa Seierstad w Jednym z nas. Opowieści o Norwegii. Karen Winther dopisuje kolejny rozdział do tych rozważań. Dokonując autorefleksji odsłania twarz byłej ekstremistki. Zwykłej dziewczyny.

Wyjście, reż. Karen Winther. 61. Krakowski Festiwal Filmowy
„Wyjście”, reż. Karen Winther. 61. Krakowski Festiwal Filmowy

Krakowski Festiwal Filmowy jest robiony z hitchcockowskim temperamentem. Jak zwykle spodziewam się efektu kuli śnieżnej. A pandemii dziękuję za hybrydową edycję, dzięki której mogę bez wychodzenia z domu obejrzeć najważniejsze dokumenty norweskie. I oby czasy nadal były łaskawe dla nas introwertyków.

Wyjście z wyróżnieniem Nordic Docs

„Wyjście” nie jest może filmem, który zostaje w człowieku z napięciem, które tworzą rzeczy unikalne. Ma w nas pracować na nieco innych trybach. I nie dziwię się, że Nordic Docs przyznał filmowi wyróżnienie. Chętnie obejrzałabym też „Zdradę”, debiutancki pełnometrażowy dokument Karen Winther, którym otworzyła temat ekstremizmu, ruchów radykalnych, dokonując wiwisekcji na sobie samej.

W drugiej odsłonie tego tematu Norweżka postanowiła spotkać się z byłymi członkami ruchów ekstremistycznych, którym z powodzeniem udało się opuścić ich szeregi. I widać, że w rozmowach z nimi szuka nadziei na spokój, którego wciąż nie może odnaleźć. Spotyka się m.in. z niemieckim neonazistą, nazywanym w swoim czasie „führerem z Berlina”, z Duńczykiem, który był członkiem bojówki antyfaszystowskiej atakującej neonazistów w Kopenhadze, z Amerykanką, byłą rasistką i Francuzem byłym dżihadystą.

Czy każdy z nas ma zadatki na ekstremistę?

Czy ludzie rodzą się źli czy to jednak świat jest zły? Czy jesteśmy w stanie w odpowiednim czasie powstrzymać w człowieku mechanikę zła? A może każdy z nas ma zadatki na ekstremistę, tylko przez przypadek nim nie zostaje? Ustawiając kamerę na siebie samą Winther staje się osią tych dywagacji. Nadzieja przeplata się tu z niepokojem.

Żyjemy w czasach, które opanował wirus ekstremizmu. Napięcie w przestrzeni publicznej mocno eskaluje. Zastanawiałam się wielokrotnie, kiedy w Polsce wybuchnie społeczna bomba, która rozsadzi poczucie beznadziei. Słuchałam wypowiedzi liberalnych polityków, ekonomistów i wydawały się czasami mocno odrealnione od problemów zwykłych ludzi. W latach dziewięćdziesiątych można było łatwo zrzucić frustrację części Polaków na transformację. Robienie z niej wroga i kozła ofiarnego było wentylem bezpieczeństwa. Ale polaryzacja narastała i kompletnie nie dziwi mnie zwycięstwo PIS czy innych skrajnie prawicowych partii. Są takim samym wytworem swoich czasów jak każdy ekstremizm, którego paliwem jest niezadowolenie, poczucie bycia gorszym, brak perspektyw.

Dokument Norweżki daje w tym względzie nadzieję, bo pokazuje że brak paliwa może ideologie ekstremistyczne rozsadzić. Wiemy jak tworzyć dobre państwa, w których ludzie nie mają potrzeby wychodzenia ani na ulice, ani konieczności schodzenia do podziemia. Żeby jednak uczyć się z historii, trzeba ją znać. Żeby ją współtworzyć, trzeba działać.

„Wyjście” to film o jednym i drugim. „Führerowi z Berlina” przez długie miesiące niestrudzenie towarzyszy z kamerą dokumentalista, który postanowił nie być jedynie świadkiem wydarzeń. W przeciwieństwie do kolegów po fachu, którzy przyglądają się bez komentarza bohaterom swoich reportaży, on zdecydował się zadawać Ingo Hasselbachowi niewygodne pytania. I jak opowiada Karen Winther zawsze gdzieś pojawia się ktoś, kto łamie innych odruchem człowieczeństwa. Jednak siła jest w tym co dobre. I jakkolwiek to nie zabrzmi dziecinnie, to wiara w gest dobroci w dokumencie Norweżki nabiera mocy, która pokazuje, że można zmienić trajektorię ludzkich wyborów. Nawet tych najgorszych. Do niemieckiego neonazisty wyciąga rękę Turek, którego ma za podludzia. Amerykańskiej rasistce pomaga Latynoska, którą uważa za gorszą od siebie. Autorkę reportażu z tarapatów wyciąga dawna koleżanka, która światopoglądowo stała na drugim końcu poglądów.

Potrzebujemy empatii

Do zmiany potrzebne jest też bycie empatycznym. Norweżka opowiada nam o ludziach, którzy przeszli zmianę, bo nigdy nie byli źli z natury. Zalążek empatii tlił się w nich i wybuchnął, gdy zostały przekroczone pewne granice. Takie rzeczy, jak w filmie Norweżki nie wydarzyłyby się u ludzi toksycznych, a zwłaszcza zaburzonych, o których zresztą wszyscy wspominają. Pewien polski prezes nigdy nie zmieni poglądów, i nigdy nie powie przepraszam, bo jest chory. Ludzie zaburzeni, socjopaci, psychopaci są na ogół siłą napędową radykalnych ruchów. Umiejętność manipulowania, brak poczucia odpowiedzialności i skrzywiony kręgosłup moralny, to fundamenty, na których budują swoją przewagę.

Dużo prościej jest żerować na ludzkiej krzywdzie. Podkręcać napięcia społeczne i wyciągać profity z takiej kontrolowanej stagnacji, niż odwrócić bieg wydarzeń i zacząć tworzyć coś dobrego. Do tego trzeba wiedzy, doświadczenia i chęci. Ale też odruchu człowieczeństwa. Żerowanie na niskich pobudkach daje szybsze efekty. Wiedzą o tym zarówno ekstremiści, jak i politycy o skrajnych poglądach.

„Wyjście”, tak jak napisałam, nie jest może dokumentem przełomowym, który będzie święcił spektakularne triumfy na festiwalach. Nie jest projektem artystycznym, ale jest filmem potrzebnym i aktualnym. Pokazuje, że każdy ma prawo się w życiu potknąć, przewrócić i podnieść. Siła w mierzeniu się z własnymi porażkami objawia się w tym, co robimy z własnym życiem. Bohaterowie „Wyjścia” nie tylko zmienili swoje życie na lepsze, ale pomagają innym. I chociaż nie są w stanie ukoić poczucia winy i nie zawsze usłyszą wybaczam od ofiar ich własnej przemocy w przeszłości, to dają nam ogromną nadzieję. Uspokajają w czasach niepewności szytej grubymi nićmi ruchów radykalnych. Pokazują, że jeszcze wszystko możemy naprawić a moc zmiany jest w nas. Bo każdego dnia możemy wyciągnąć dłoń do pogubionego w życiu człowieka. I nigdy nie jest za późno, żeby się zmienić na lepsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dane podane w formularzu będą przetwarzane zgodnie z polityką prywatności.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.