Kategorie
Ad hoc

Jutro przypłynie królowa – Maciej Wasielewski

Wyobraź sobie …

Wyobraź sobie niewielką wyspę niedaleko Nowej Zelandii, a na niej mandarynkowe sady owocujące dwa razy do roku, drzewka pomarańczowe z uginającymi się od soczystych owoców gałęziami. Pachnące cytryny, słodkie mango. Domy bez zamków w drzwiach. Zwierzęta, których nie płoszy obecność ludzi. Potem wyobraź sobie, że ludzie żyją na niej nie martwiąc się o pieniądze, jedzenie, wygląd i rachunki. Teraz wyobraź sobie, że jesteś dwunastoletnią dziewczynką, pływającą w morzu, wygrzewającą się w słońcu, biegającą na bosaka. A na końcu wyobraź sobie, że w tym wieku zaczną gwałcić cię niemal wszyscy mężczyźni tej wyspy: twój dziadek, twoi wujkowie, twój brat, ich koledzy. Wyobraź sobie, że będą cię gwałcić wszędzie, nawet w pokoju, za którego cienką ścianą usłyszysz swoich rodziców, za których przyzwoleniem będziesz gwałcona ty, podobnie, jak wszystkie twoje koleżanki z wyspy. Dziś i sto lat temu.

 


Na Pitcairn nieustannie docierają listy; piszą ludzie z całego świata, zagubieni, którym brak tożsamości, zafascynowani ideą życia w wolności od całego konsumpcyjnego zgiełku. Życia w komunie, która się wspiera, wspólnymi siłami odbudowuje sobie domy po huraganach, dzieli się pracami na wyspie. Wolni, beztroscy. Tymczasem.

W 2004 roku na zewnątrz przebija się informacja z hermetycznej do tej pory wyspy o nieustannych gwałtach. Ludzie dzielą się na tych, którzy tłumaczą sobie tę sytuację różnicami kulturowymi, polinezyjską rozwiązłością. Druga część świata i do niej należy Maciej Wasielewski chce zrozumieć to, co się tam dzieje. Reporter próbuje dostać się na wyspę, do której statki przybijają zaledwie sześć razy w roku, na której nie wyląduje żaden samolot, ani nie doleci żaden helikopter. „Najbliższy szpital znajduje się w Papeete, ponad dwa tysiące kilometrów stąd. Najbliższe lądowisko – na Mangarevie – osiemset kilometrów od Pitcairn”. Dostaną się tam wyłącznie ci, którym mieszkańcy wyspy wydadzą pozwolenie. Udało się to pewnej reporterce, którą uprzedzono, że zostanie powieszona, jeśli źle napisze o wyspie. Para Niemców dociera na wyspę i szybko z niej ucieka. Maciej Wasielewski podaje się, więc za antropologa, który bada żeglarskie sagi. Zamieszka w domu jednej z rodzin próbując przedrzeć się przez zmowę milczenia na wyspie.

Poznajemy dziwne miejsce naturalnej selekcji; „żyją tam ludzie niezłomni, gotowi poświęcić życie dla wspólnoty”, potomkowie buntowników z Bounty, z genami od dziewięciu angielskich marynarzy i tuzina tahitańskich kobiet. Nieufni wobec obcych; przyglądający się im nieustannie. Większość wyspiarzy nie chce rozmawiać z Wasielewskim, „bo konsekwencje rozmów z obcymi mogą być poważne. Może dojść do samosądu”. Niektórzy mieszkańcy wyspy obawiają się przypadkowej śmierci i słusznie, bo to miejsce, którym rządzą „mężczyźni szybkich decyzji, którzy się nie zawahają” a „niektóre informacje są jak zatyczki granatów”.

Raj okazuje się „giełdą intryg i pomówień”, gdzie każdy „szuka czegoś na innych. Na przyszłość, na handel, w obronie własnej”, bo na Pitcairn „każda relacja międzyludzka opiera się na długu wdzięczności”. Ludzie dzielą się na swoich i na obcych, dla których życie na wyspie może się wydawać niesprawiedliwe, na przechrzty – tych, którzy przenieśli się tu na stałe, nie będzie wygodne i na judaszy – tych, którzy ośmielili się przerwać ciszę, będzie piekłem. Cztery kilometry kwadratowe skały, cztery kilometry dróg, pięćdziesiąt quadów. Jeden proces i 6 skazanych mężczyzn za 35 z 55 zarzucanych im gwałtów. To kropla w morzu, komentują świadkowie.

Maciej Wasielewski dotarł do jądra ciemności, czy można je zrozumieć przykładając do niego naszą miarę? Odtwarza historię wyspy, która staje się miejscem ucieczki buntowników, którzy mają dość bestialskiego kapitana statku. Odyseję buntowników z Bounty opisał pewien geograf francuski Gabriel Marcel. Zainteresował swoim opowiadaniem znajomego, którego poznał przy pracy nad biuletynem „Odkrywanie Ziemi” i sprzedaje mu prawa do tej historii za trzysta franków. Ten znajomy to Juliusz Verne, który opublikuje ją pod tytułem „Buntownicy z Bounty”. Rzeź, gwałty i porwania są wpisane w historię pierwszych osadników, którzy krwią zapisują się w annałach wyspy. Wyspiarze żyją w izolacji, odcięci od cywilizacji, tworzą własną hierarchię wartości, ustalają wewnętrzne normy moralne. Z czasem przekształcą się w komunę, która pielęgnuje wspólną historię, dzieli się wszystkim, wspólnie budując otoczenie, pielęgnując domy, drogi. Utrzymują się po części z handlu z przybijającymi do wyspy statkami, żywi ich jednak hojna wyspa. Nie ma końca radości, którą przerywają pierwsze gwałty.

To właśnie ujawniona fala gwałtów, która ujrzała współcześnie światło dzienne ściągnęła na wyspę polskiego reportera. Dokonuje skrupulatnego śledztwa, na miejscu, w archiwach. Przegląda stare gazety, raporty. W 1926 pasażer statku poinformował burmistrza o napaści seksualnej, gdy zignorował doniesienie, zgłosił przestępstwo władzom Fidżi, które umorzyły śledztwo. W 1942 roku przebywający na wyspie kilka tygodni pastor powiadomił po powrocie Kościół w Sydney i władze brytyjskie o serii gwałtów na kilkunastoletnich dziewczynkach, ale dla Brytyjczyków ważniejszą kwestią był wówczas nielegalny wywóz drzewa kokosowego z Pitcairn. Richard Fell, niegdyś brytyjski wysoki komisarz w Nowej Zelandii, gubernator Pitcairn w latach 2001 – 2006 powie: „Wydali się zdrową społecznością, z Kościołem, z nauczycielami”. Ci, którzy nie reagowali tłumaczyli się, że wszelkie interwencje mogłyby zniszczyć wspólnotę, inni twierdzili, że nie mieli dowodów.

Żeby przetrwać wspólnota musi być jednością, więc spuszcza się zaporę ciszy na pierwsze oznaki agresji. Ci sami mężczyźni, którzy wcześniej ustalali warunki życia w drodze negocjacji, zaczynają sięgać po przemoc. Wyspa dziczeje, jeśli można tak nazwać falę powtarzających się gwałtów. Gotująca się nienawiść nie otwiera ludziom ust, przeciwnie zamykają się w milczeniu, szukając innych sposobów zemsty. Ojcowie gwałconych dziewczynek zatruwają drzewa w sadach gwałcicieli. Zaczyna się knucie, szeptanie, tworzenie podskórnych koalicji. W tak niewielkiej społeczności wygrywają największe klany rodzinne. O zwycięstwie w wyborach decyduje liczba krewnych. Z czasem ukrywane gwałty zaczynają być jawną rozrywką; nikt niczego nie musi udawać, bo każdy wie, co dzieje się nie tylko po kryjomy, ale też na oczach rodziców, krewnych i znajomych.  Policjanta, nauczyciela, czy księdza, który lubi sobie popatrzeć na gwałt.

Historia Pitcairn jest wstrząsającym reportażem o tym, że ludzie nie zdali tam egzaminu z człowieczeństwa. Ani tam, ani tu. Imperialne zapędy Wielkiej Brytanii każą jej trzymać w koronie takie miejsca jak Pitcairn. Za wszelką cenę. Również za cenę nienawiści mieszkańców, który uważają się za potomków buntowników, tych, którzy odcięli się od brytyjskiej władzy. Królowa Elżbieta II cieszy się, bo z pasieki z wyspy trafia do niej wyśmienity miód. Ile kosztuje niedostrzeganie problemów wyspy i milczenie? Dzisiaj zdani na łaskę Londynu utrzymują pozory cywilizacji, wpompowując w wyspę corocznie miliony otrzymywane od londyńskiego rządu. Zatrzaśnięci w miejscu, z którego ucieczka skazuje człowieka na trudny los, bo do czego uciec, jeśli niczego się nie ma, żadnych oszczędności, bo przecież na Pitcairn nikt nie zarabia normalnych wynagrodzeń, oprócz przybywających tutaj obcych. Pensje płaci Londyn. Moe wykonujące drobne prace ogrodnicze za 200 dolarów nowozelandzkich. Tyle samo zarabia Pennie w sklepie, Jane w banku i policjantka Donna. 2 400 dolarów w roku. Burmistrz dostaje więcej, sześć tysięcy, a nauczycielka, tylko dlatego, że jest Nowozelandką – 70 000. Drugi policjant, także Nowozelandczyk, pełniący te same obowiązki co Donna – 75 000. Val, Pitcairnenka, wykwalifikowana farmaceutka – rocznie dostaje ok. 6 000, a lekarz z Kanady ok. 200 000. To obłudna i skorumpowana polityka, tak mówi się o zwierzchnictwie brytyjskim na wyspie.

To reportaż,
który nie tylko wstrząsa i jak to bywa w dobrych tekstach w żadnym miejscu nie przesądza sprawy. Czy za falą gwałtów stoją psychopaci, agresywni mężczyźni trzęsący wyspą, czy ogólne przyzwolenie na taką agresję wobec kobiet? Wasielewski opowiada jak przybywający na wyspę niektórzy mężczyźni pod wpływem jej kultury zamieniają się w gwałcicieli, dających bezkarnie upust własnym żądzom. Ci sami, którzy w innym miejscu na świecie szanowali kobiety, tutaj traktują je przedmiotowo, egzekwując prawo wyspy dające im nieograniczony dostęp do kobiet w każdym wieku. Dlaczego kobiety, które wyjeżdżały z wyspy jednak na nią wracają? Donna poznała Anglika, wybrała jednak życie z nim na wyspie, z której przecież mogła się wyrwać. Jeden z ojców gwałconej dziewczynki poprosi gwałciciela, żeby już jej nie ruszał i dziewczynka zostaje pozostawiona w spokoju. Ale wszyscy ojcowie podczas oficjalnego procesu oskarżą własne córki; nazwą je rozpustnymi dziwkami, które same prosiły się o zgwałcenie.

W tym bardzo ważnym tekście Maciej Wasielewski daje świadectwo ludzkich instynktów, które uśpione cenzurą, lokalnymi obyczajami, tradycją i kulturą, wybuchają w nowym miejscu. Pokazuje mężczyznę, który nie wyszedł i nie wyjdzie nigdy z jaskini; pielęgnującego swoje pierwotne żądze, których eskalacja będzie tym większa i brutalniejsza, im większe przyzwolenie społeczne i zmowa milczenia. To nie tylko sprawa Pitcairn. To sprawa wszystkich społeczeństwa świata, wszystkich miejsc na ziemi, gdzie przechodzi się z pogardą koło zgwałconej kobiety. Gdzie podczas zgłaszania gwałtu kobietom wmawia się, że zasłużyły na to, co je spotkały, bo prowokowały napastnika ubiorem lub wyglądem. Pitcairnenczykiem jest każdy sędzia wydający gwałcicielom wyroki w zawieszeniu, każdy policjant dopuszczający się zaniedbań badając sprawy gwałtu. Każdy ksiądz powtarzający gwałconej kobiecie: nieś swój krzyż. Każda szkoła, w której zamiast edukacji seksualnej są lekcje religii, podczas których powtarza się, że kobieta w Kościele nie ma głosu, a jej rolą jest służenie mężczyźnie. Wszyscy żyjemy w takim miejscu, które może zamienić się w Pitcairn. Jeśli na to pozwolimy.

Recenzja książki Jutro przypłynie królowa, Maciej Wasielewski, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013. Stron: 166. Książka zawiera bibliografię i zdjęcia. Projekt okładki: Agnieszka Pasierska / Pracownia Papierówka. Redakcja: Łukasz Najder i Tomasz Zając. Korekty: Magdalena Kędzierska-Zaporowska / D2D.PL, Alicja Listwan / D2D.PL. Projekt typograficzny, redakcja techniczna i skład pismem Warnock Pro: Robert Oleś / D2Dl.PL.

Chcesz być na bieżąco z informacjami? Zamów newsletter i polub Fanpage

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dane podane w formularzu będą przetwarzane zgodnie z polityką prywatności.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.