Masowa migracja stała się ostatnio palącym tematem w Polsce. Jeden z cenionych przeze mnie lewicowych, polskich publicystów opublikował post na Instagramie, który zaczyna słowami “obrzydliwa, całkowicie nie do obronienia wypowiedź” i pisze czyja, dodając, że liczy na wyciągnięcie konsekwencji przez partię, pod adresem polityczki, której wypowiedź zacytował. Polityczka ta skomentowała obecność samozwańczych bojówek zawracających migrantów na polsko-niemieckiej granicy.
Dokładnie taki poziom debaty pozwalał rosnąć w siłę ksenofobicznej, antyimigranckiej partii Szwedzkich Demokratów.
Jak? Sprawdźmy to razem.
Taka kultura biczowania publicznie, ryzyko wykluczenia nie tylko z życia publicznego, ale w postaci problemów w pracy, w partii – skutecznie zamykało usta tym, którzy naprawdę chcieli rozwiązać problem masowej migracji i odsuwało jednocześnie clue debaty od problemów z nią związanych. Komentując obecność Ruchu Obrony Granic na granicy polsko-niemieckiej, Paulina Matysiak, posłanka na Sejm IX i X kadencji, pisze na łamach portalu Wszystkoconajwazniejsze.pl, że:
Przecież między budowaniem murów na granicy i niewpuszczaniu nikogo a podejściem „wszyscy są u nas mile widziani” jest jeszcze wiele pośrednich rozwiązań. Właściwie w tumulcie tych rozwiązań powinna się wykuwać poważna polityka państwa. Na serio, bez rozniecania emocji (tych i tak mamy za dużo), uwzględniająca nasze strategiczne cele, szacująca korzyści i zagrożenia. Nie mam poczucia, żeby to były zbyt wysokie oczekiwania. A niestety debata publiczna toczy się przede wszystkim wokół emocji, a nie faktów.
Gdy więc obserwuję co dzieje się w polskiej debacie w temacie migracji dostrzegam analogie do tego jak ona przebiegała w Szwecji. Z wszystkimi błędami, jakie wówczas popełniono. Jakakolwiek próba odniesienia się w Polsce do realnych zagrożeń wynikających z masowej migracji, zwłaszcza z odmiennych kulturowo części świata, jakakolwiek próba zrozumienia punktu widzenia tych, którzy obserwując negatywne skutki masowej migracji na Zachodzie mają podstawę do tego, żeby czuć strach jest ucinana a osoby próbujące wysłuchać tych ludzi i ich zrozumieć, są piętnowane mianem faszystów i ksenofobów.
Tak to wyglądało w Szwecji. W efekcie kontrolę nad debatą w Szwecji przejęli Szwedzcy Demokraci. Wnosili do niej to, o czym mówiła ulica: lęki, strach przed obcymi, problemy z integracją, obawy o własne bezpieczeństwo. W społeczeństwie rosło przekonanie, że o ich sprawach mówią TYLKO Szwedzcy Demokraci. A partia rosła w siłę. Jestem pewna, że jeśli nie uregulujemy masowej migracji w Polsce, Konfederacja niebawem stanie się drugą największą siłą polityczną w Sejmie, podobnie jak Szwedzcy Demokraci w Riksdagu.
Odciąganie uwagi od liczby migrantów
Konserwatywno-liberalni Moderaci przed wyborami w 2014 wprowadzają do swojego programu wyborczego kwestie nowej polityki migracyjnej. Nad pracami czuwał wówczas Tobias Billström, który w Riksdagu ostrzegał, że jeśli Szwecja nie wesprze państw ościennych, to można spodziewać się historycznej fali uchodźczej do Europy, która z pewnością dotrze również do Szwecji. W wypowiedzi dla mediów wspomni o konieczności zmniejszenia „wolumenu” azylantów i ich bliskich, którzy ubiegają się o pobyt w Szwecji. I zaprzeczył jednocześnie, że jego opinia ma cokolwiek wspólnego z wyjątkowo dużym poparciem dla Szwedzkich Demokratów w badaniach opinii publicznej. Tłumaczył, że Szwecja jest trzecim krajem, który przyjmuje największą liczbę uchodźców pomimo tego, że jest małym krajem co do liczby mieszkańców.
Jak podkreśla w swoim felietonie Paulina Matysiak:
tematu migracji pilnuje biznes, który nie chce zmian w polityce migracyjnej, bo w obecnych uwarunkowaniach, przy obecnych przepisach, po prostu zyskuje.
Doskonale to widać w Szwecji. Koalicja konserwatywno-liberalna rządząca Szwecją od 2006 roku (Liberałowie, Partia Centrum, Moderaci, Chrześcijańscy Demokraci) pod wpływem biznesu zliberalizowała dostęp do szwedzkiego rynku pracy dla osób spoza UE, czyli z Afryki, Azji i Ameryki Południowej. Pracodawcy zyskali tańszych pracowników, dodajmy nie zrzeszonych w związkach zawodowych, nie znających obowiązujących w Szwecji praw, wdzięcznych na pracę i skorych do wykazania się pracując ciężej i więcej, licząc na przedłużenie kontraktu lub ponowne zatrudnienie w kolejnym sezonie. Innymi słowy dawali się wykorzystywać a to wpływało na zmianę układu sił na szwedzkim rynku pracy. Gdy stali się niepotrzebni biznesowi, a nie mogli zostać legalnie w Szwecji, dali początek szwedzkiemu społeczeństwu cieni, z którego urosła obecna przestępczość zorganizowana.
Wypowiedź Tobiasa Billströma bardzo zatem nie spodobała się ruchowi neoliberalnemu, który odbierał to jako zagrożenie i przesunięcie ciężaru debaty z kwestii problemów z integracją w stronę liczby ludzi, którzy imigrują do Szwecji. Gdy więc Paulina Matysiak pisze, że:
“Donald Tusk zaoferował nam swoje ulubione danie – wojnę kulturową”
Paulina Matysiak
– dotyka sedna problemu. Neoliberałowie szwedzcy woleli, żeby rozmawiać o różnicach kulturowych, o problemach strukturalnych, na przykład o rynku mieszkaniowym, który nie był gotowy na wielokulturowość i mobilność. Dlaczego? Wyjaśnia to książka Johana Norberga i Fredrika Segerfeldta “Migrationens kraft. Därför behöver vi öppna gränser” [Siła migracji. Dlatego potrzebujemy otworzyć granice] z 2012 roku. Neoliberałowie wiedzieli, że do zmiany modelu społecznego na neoliberalny potrzebują w Szwecji masowej imigracji, która zmieni układ sił na rynku pracy, czyli zniszczy władzę związków zawodowych, osłabi system pomocy społecznej i wysokość zasiłków, tak żeby nie dało się za nie żyć, bo wtedy ludzie chętniej podejmą jakąkolwiek pracę, żeby przeżyć, zniszczy usługi publiczne, co przyspieszy ich prywatyzację i wprowadzi prawo pracy, które premiowałoby przedsiębiorców. Chcieli zmiany układu sił.
Strona progresywna dała się wciągnąć w ich grę stając się pożytecznymi idiotami i broniąc bezkrytycznie migrantów. Partia Lewicy skomentowała wypowiedź Tobiasa Billströma, że rasizmu nie da się zwalczać rasizmem. Szef opozycji, socjaldemokrata Stefan Löfven powie, że Billström używa odhumanizowanego języka. Neoliberałowie bronili oczywiście masowej migracji. Johan Hedin z Partii Centrum powie w rozmowie z SVT, że jego partia uważa, że “niezwykle ważna jest obrona prawa azylowego” i podkreśla, jak duże znaczenie ma łączenie rodzin uchodźczych i wyjaśnia, że problemem w kwestii imigracji jest to, że osobom nowo przybyłym do Szwecji zbyt dużo czasu zabiera znalezienie sobie pracy i podkreśla, że średnio 8 lat to zbyt wiele. Penilla Gunther, posłanka z partii Chrześcijańskich Demokratów podobnie skłaniała się do tego, że problemem nie jest liczba imigrantów, co zbyt długi czas ich integracji na rynku pracy. Premier Fredrik Reinfeldt podkreślił, że w jego partii nie używa się takiego języka i że imigracja wzbogaca Szwecję i przyczyniła się do rozwoju kraju. Nie zgadzał się też z opinią jego kolegi partyjnego Billströma, że trzeba zmniejszyć liczbę imigrantów. 16 sierpnia 2014, w czasie wiecu z wyborcami Reinfeldt prosił Szwedów o cierpliwość i otwarcie serc – “öppna era hjärtan”.
Ksenofobiczne partie rosną w siłę
Szwedzcy Demokraci zbierali tym samym argumenty dla swojej teorii, która mówiła, że elity, establishment żyje w swoich bańkach, w oderwaniu od rzeczywistości. To oni mówili o wydłużających się kolejkach do lekarzy. Poruszali kwestię pogarszającej się jakości usług publicznych. Opowiadali o szkołach, w których uczyły się niemal wyłącznie dzieci imigrantów i problemach edukacyjnych, językowych wynikających z takiej segregacji. Poruszali kwestię kumulacji imigrantów w pewnych dzielnicach i zmianach kulturowych jakie w nich zachodziły.
Zamiast podjąć temat i wyjaśnić społeczeństwu, że słabość sektora publicznego i segregacja nie wynika z obecności w Szwecji imigrantów tylko z demontażu szwedzkiego państwa dobrobytu, czyli zmiany systemu fiskalnego, prywatyzacji usług publicznych, cięć wydatków na usługi publiczne, progresywni publicyści ucinali debatę stwierdzeniami, że Szwedzcy Demokraci są rasistami, faszystami, ksenofobami. Nie wyjaśniali też, że uregulowana migracja, trzymana w ryzach “korzyści i zagrożeń” i “uwzględniająca nasze strategiczne cele” – jak pisze o tym Paulina Matysiak, działa a destrukcyjna jest masowa migracja nałożona na neoliberalizm uprawiany z powodzeniem od kilku dekad w Szwecji.
W interesie Szwedzkich Demokratów nie było wyjaśnianie jak działa ekonomia, czym jest neoliberalizm, bo swój kapitał polityczny zbudowali na antyimigranckiej narracji. Odpowiadali więc, że elity uprawiają umoralniające gadki z poziomu katedry, bez znajomości rzeczywistości, która coraz bardziej doskwierała tej części społeczeństwa, która z powodu masowej migracji czuła się poszkodowana, traciła zatrudnienie lub nie była w stanie w ogóle zdobyć pracy. Nie mogła znaleźć mieszkania. Dłużej czekała w kolejce do lekarza, którego nie rozumiała, bo lekarzem był Polak mówiący niewystarczająco dobrze po szwedzku. W domach opieki starsze osoby nie były zrozumiałe przez migrantów, dla których normalna komunikacja w języku szwedzkim była wyzwaniem a co dopiero zrozumienie z trudem mówiącej starszej osoby. Rodzice nie chcieli, żeby ich dzieci uczyły się w szkole z imigrantami, bo przez to gorzej mówiły po szwedzku. Opowiadał o tym – o ironio – obecny minister handlu i pomocy zagranicznej, moderat Benjamin Dousa, którego z tego powodu rodzice przenieśli z przedmieść do szkoły w centrum Sztokholmu. To samo ma miejsce obecnie w Polsce. Konfederacja rośnie w siłę, bo gdy podejmuje temat migracji, druga strona ucina go stwierdzając, że są rasistami i faszystami.
“I tak to się kręci. Biznes zarabia, a społeczne koszty migracji przerzucone są na państwo. Znamy to, prawda? Prywatyzacja zysków, uspołecznienie kosztów”
– podsumowuje Paulina Matysiak.
Masowa migracja potrzebna jest elitom gospodarczym do zwiększenia ich zysków
To jak działa w praktyce masowa migracja zarobkowa bardzo dobrze widać w branży budowlanej. W 2024 roku 68 618 cudzoziemców zostało oddelegowanych do pracy w Szwecji, w tym 10 434 Polaków oraz 8 004 Litwinów. Polacy i Litwini najczęściej pracują w budowlance. Tymczasem wśród osób zrzeszonych w związku zawodowym pracowników budowlanych Byggnads bez pracy pozostawało aż 10,7% osób, czyli niemal 14 000 budowlańców.
- Szwedzkich budowlańców wypychają na bezrobocie tańsi m.in. polscy i litewscy budowlańcy ściągani do pracy w Szwecji przez podwykonawców.
- Polskich budowlańców w Polsce wypychają na bezrobocie tańsi m.in. azjatyccy budowlańcy ściągani do pracy w Polsce.
W końcu 2024 r. w polskich urzędach pracy wśród osób bezrobotnych, dominowali pomocniczy robotnicy BUDOWLANI (1,7%).
Przedstawiciele PRACODAWCÓW polskiej branży budowlanej uprawiają narrację, która ma ZAMKNĄĆ polski rynek dla zagranicznych inwestorów (czyli dla ich konkurencji) i OTWORZYĆ na zagraniczną siłę roboczą:
- domagają się zamknięcia dostępu do polskiego rynku dla wykonawców m.in. z Turcji, Chin, mówiąc w tym kontekście o repolonizacji gospodarki, o patriotyzmie gospodarczym.
- domagają się jednocześnie otwarcia polskiego rynku pracy dla zagranicznej siły roboczej, bo to pozwoli im zwiększyć ZYSKI kosztem pracowników, którzy żyją od kontraktu do kontraktu, bez stabilizacji, nie mogą sobie ułożyć życia, mają dzieci, które wychowują się bez ojców.
Te same mechanizmy jak w branży budowlanej widać też wśród pracowników bez zawodu, tzw. pracowników niewykwalifikowanych. Zwróciła mi na to uwagę osoba komentując facebookowy wpis. Na granicy polsko-niemieckiej Polacy są zatrudniani w magazynach, gastronomii, w domach opieki, w ochronie zdrowia, w handlu. Po niemieckiej stronie Nysy Polacy pracują za stawki nawet ponad dwukrotnie wyższe niż w Polsce, ale za najniższe obowiązujące w Niemczech, psując przez to tamtejszy rynek pracy.
Do Polski analogicznie sprowadzani są z zagranicy niewykwalifikowani pracownicy zatrudniani na stanowiskach pracy nie wymagających zawodu, co sprawia, że Polakom w Polsce trudniej jest znaleźć pracę na takich stanowiskach. W końcu 2024 r. w polskich urzędach pracy aż 14,7% osób bezrobotnych stanowiły osoby nie posiadające zawodu. Osoby te są wypychane z polskiego rynku pracy przez zagranicznych migrantów zarobkowych. A polscy migranci zarobkowi, w analogiczny sposób wypychają na bezrobocie Niemców w Niemczech. W efekcie, jeśli Polak chce pracować w Polsce w magazynie to MUSI pracować za stawkę nie większą od stawki, na jaką godzi się zagraniczny migrant. I są to na ogół minimalne obowiązujące stawki. Ale nie zawsze. 4 lipca 2025 Katarzyna Kalus opisała na łamach portalu Money.pl wyniki kontroli legalności zatrudnienia cudzoziemców przeprowadzonych przez Państwową Inspekcję Pracy. Główny Inspektor Pracy Marcin Stanecki mówił o dużej liczbie skarg cudzoziemców pracujących za stawki godzinowe niższe od minimalnych obowiązujących w Polsce, zdarza się, że Ukraińcy są zatrudniani za 4-5 zł za godzinę, bardzo często cudzoziemcy pracują w systemie prowizyjnym i mają w umowach rozbudowany system kar za każde spóźnienie, niewykonane polecenia. Katarzyna Kalus podawała za ZUS, że pod koniec 2024 r. do ubezpieczeń społecznych zgłoszonych było 1,192 mln cudzoziemców, co oznaczało wzrost o ponad 65 tys. w stosunku do roku 2023. A to tyle, ile mieszka w takich miastach jak Prószków, Stargard, Piotrków Trybunalski czy Gniezno. Dla porównania w roku 2008 w bazie ZUS zarejestrowanych było 16 tys. cudzoziemców.
Napływ taniej siły roboczej z zagranicy uderzył w Szwecji w nastolatków, którzy byli zwyczajowo zatrudniani do prostych, niewymagających kwalifikacji zajęć. Ale uderzył też, w tych, którzy stawiają pierwsze kroki na rynku pracy. Na koniec 2024 roku 44 872 osoby zarejestrowane jako bezrobotne to osoby w wieku 18-24. Sekretarz młodzieżówki Socjaldemokracji Elsa Alm mówiła o poczuciu beznadziei wśród młodych osób, którym coraz trudniej jest wejść na rynek pracy.
Tani zagraniczni migranci zatrudniani są w Szwecji w opiece nad starszymi, do sprzątania, w ogrodnictwie, w leśnictwie, rolnictwie przy zbiorach. Ze strony firm idzie przekaz, że Szwedzi nie chcą wykonywać tej pracy lub, że brakuje pracowników i tak – cały czas – usprawiedliwia się ściąganie migrantów zarobkowych. Ale problemem jest to, że firmy chcą zwiększać zyski, więc wolą tanich, posłusznych, zastraszonych imigrantów, którzy dają się wykorzystywać, wykonują wyśrubowane targety.
To dlatego masowa migracja jest na korzyść elit gospodarczych / firm, korporacji, bo sama z siebie prowadzi do tego, że ludzie, żeby pracować muszą zgadzać się na minimalne obowiązujące na rynku stawki, na niestabilny system zatrudnienia (brak etatów), na system prowizyjny zmuszający do wypełniania wyśrubowanych targetów. A nawet na łamanie ich praw i pracę o znamionach pracy niewolniczej.
Buycoffee.to
Pracodawcy opłacają lobbystów, żeby forsować korzystną dla nich narrację i premiujące ich zmiany. Siłą pracowników są aktywiści, którzy nagłaśniają sprawy ważne dla rynku pracy. Robimy to poświęcając nasz prywatny czas i pieniądze. Jeśli chcesz mnie wesprzeć, postaw mi wirtualną kawę.
https://buycoffee.to/szkicenordyckie
LH.pl
Możesz mnie też wesprzeć zakładając własny blog, żeby pisać o ważnych sprawach. Z moim partnerskim kodem rabatowym LH-20-57100 u polskiego dostawcy hostingu: www.lh.pl. otrzymasz obniżony koszt hostingu w pierwszym roku o 20% a ja prowizję tak długo jak jesteś ich klientem / klientką. Jak zamówić usługę z kodem rabatowym: https://www.lh.pl/pomoc/doc/jak-zamowic-hosting-w-lh-pl-z-kodem-od-partnera/.