Kategorie
Kino nordyckie

Mężczyzna prawie idealny – norweski komediodramat

Minimalistyczny norweski komediodramat „Mężczyzna prawie idealny” uwiódł jury MFF w Karlovych Varach. 2012 należał do Martina Lunda, który do Norwegii wrócił stamtąd z Grand Prix. A grający główną męską rolę Henrik Rafaelsen z nagrodą aktorską. Zderzenie 35-letniego Henrika z życiem, jego próby przekroczenia magicznej granicy pomiędzy beztroską młodością a pełną zobowiązań i odpowiedzialności dorosłością, okazało się olśnieniem w festiwalowym repertuarze. W Norwegii odczytano film Lunda jako powrót do gorącej debaty sprzed lat, gdy dyskutowano nad wizerunkiem mężczyzn w norweskim kinie.

Mężczyzna prawie idealny (Mer eller mindre mann) – reż. Martin Lund

Jak wielu twórców, Martin Lund pierwsze próby filmowe podjął w ramach krótkiego metrażu. Jego „Hjemmekamp” z 2004 zakwalifikował się do pokazów w Sundance, był prezentowany na festiwalach na całym świecie i wygrał wiele nagród. To właśnie krótki film wybrał na pracę dyplomową w szkole filmowej i długo odnosił sukcesy robiąc filmy dla branży reklamowej. Debiutancki film pełnometrażowy „Knerten gifter seg” z 2010 pokazał, że Norweg potrafi łączyć ambicje z sukcesem komercyjnym. Bazujący na serii „Lillebror og Knerten” norweskiej autorki książek dla dzieci Anne-Cathariny Vestly film, rozbił bank jeśli chodzi o przyciągnięcie widzów do kin. Był w Norwegii najczęściej oglądanym filmem w 2010. Wikipedia mówi o 400 003 widzach, co dało filmowi miano „the biggest box office hits in Norway ever”.

Martin Lund – Midas norweskiej branży filmowej

Martin Lund (ur. 1979) jest absolwentem Norweskiej Szkoły Filmowej w Lillehammer. W 2008, w roku jej ukończenia założył wraz z Rubenem Thorkildsenem (ur. 1980) firmę producencką Ape&Bjørn, której siedziba znajduje się w Oslo. Ta dwójka zasługuje na miano gorących nazwisk w zimnej Norwegii. Jak Midas czego nie dotknie, to zamienia w szczere kinowe złoto. Filmy wyprodukowane przez Rubena Thorkildsena miały premiery podczas najbardziej prestiżowych festiwali: „Wajib” (2017) w Locarno, „Rafiki” (2018) w Cannes, „The Sunlit Night” (2019) w Sundance. A „Psychobitch” z 2019 okazał się kolejnym box officowym sukcesem w Norwegii.

Sukces nie przyszedł jednak przez przypadek. Od ukończenia 23 roku życia Ruben Thorkildsen pracuje non stop przy filmach. Bakcyla do branży filmowej załapał trzy lata wcześniej, kiedy to zwłaszcza duńskie kino przeżywało renesans. Pomyślał wówczas, że można jednak robić dobre kino nordyckie. Inspiracją dla niego był „Mongoland” (2001) norweskiego reżysera Arilda Østina Ommundsena. Przygodę z kinem podobnie jak Martin Lund rozpoczął od filmów krótkometrażowych. W wywiadzie dla Norweskiego Instytutu Filmowego Ruben Thorkildsen opowiada, że od początku widział się w świecie filmowym w roli producenta i z tym założeniem poszedł do szkoły filmowej w Lillehammer. Tam poznał i zaprzyjaźnił się z Martinem Lundem, z którym wspólnie zrobili film dyplomowy. I tak szkolną przyjaźń sformalizowali zakładając razem firmę producencką.

Mężczyzna prawie idealny w norweskiej odsłonie

„Mężczyzna prawie idealny” (Mer eller mindre mann) to formalnie nieskomplikowane kino. Minimalistyczne w formie pozbawionej ambicji artystycznych. Doskonale rozpisana fabuła w punkt dotyka życia. Grający główną rolę Henrik Rafaelson (ur. 1973) subtelnie oddał rozterki związane z wkraczaniem w dorosłość. 35 letni Henrik i jego partnerka Tone to zgrana para, która świetnie się dogaduje. Uzupełniają się w sposób, który zdarza się, gdy ludzie naprawdę do siebie pasują. Wydaje się, że niczego nie muszą zmieniać, nad niczym pracować. Bawi ich to samo, lubią swoje towarzystwo i czują do siebie tego rodzaju pociąg, który sprawia, że wciąż potrafią ze sobą flirtować i cieszyć się seksem.

Podejmują coraz więcej decyzji, które wiążą ich mocniej. I emocjonalnie i formalnie. I to właśnie w ten etap ich życia wkracza filmowa kamera. To tu rozgrywa się dramat. Ale to też tutaj rozchodzą się interpretacyjne drogi polskiego i norweskiego widza.

Stabilizacja po norwesku

Henrik i Tone wiodą życie, na które w Polsce pozwolić sobie może niewielu trzydziestoparolatków. Właśnie kupili stylowy dom w dobrej dzielnicy. Jeżdżą drogim autem. Mają dobrze płatne prace. Osiągnęli duży poziom stabilizacji z atutami stereotypowo postrzeganej zamożności. Wydaje się, że teraz mogą wejść w fazę odcinania kuponów od życia.

Widzimy ich beztroskę. Podglądamy w intymnych sytuacjach, którym nie brakuje pikantności. Są sobą w przyjemny sposób zafascynowani. To zdrowa, pełna życzliwości relacja. I myślę, że wchodząc w taką właśnie, pozbawioną problemów relację, Martin Lund dotyka kwestii, która może być problemem w zamożnym społeczeństwie jakim jest Norwegia. Poniekąd dotyka też tych kwestii, o których tak dużo pisał choćby Zygmunt Bauman. Bo czy beztroskie życie, prawo do samostanowienia uwalnia od problemów tożsamościowych? Najwyraźniej nie.

Kryzys męskości

Siłą „Mężczyzny prawie idealnego” jest delikatność, z jaką podchodzi do kwestii wkraczania w dorosłość mężczyzny. Ale też do tematu męskości. Dobrym punktem wyjścia do dyskusji nad tym filmem byłby „Kryzys męskości w kulturze współczesnej” Zbyszko Melosika. Dyskusje nad rolami społecznymi, definicją męskości są trudne i bywają nacechowane silnymi emocjami. Gdyby przyjrzeć się tej kwestii ze zdrowym dystansem, to można zauważyć, że o ile postrzeganie roli kobiet liberalizuje się, o tyle zasygnalizowany lata temu kryzys męskości właściwie nasila się.

Henrik tkwi w kulturowym tyglu. Oczekuje się od niego przejścia. Powinien odciąć pępowinę i zakończyć nieco toksyczną relację z matką. Powinien dojrzeć i dostrzec niedojrzałość swojej paczki z dzieciństwa. Powinien skończyć z głupimi żartami. No i w końcu powinien dorosnąć do roli ojca i wziąć odpowiedzialność za rodzinę.

Wybitna kreacja Henrika Rafaelsena

Henrik Rafaelsen grający Henrika zdecydowanie zasłużył na nagrodę aktorską w Karlowych Varach. Pokazał też innymi rolami, że potrafi grać niejednoznacznie, pozostawiając widza w sferze sugestii. Daje się zapamiętać również w rolach drugoplanowych. Zagrał w „Młodości Astrid” (2018) szefa gazety w Vimmerby, z którym młodziutka Astrid Lindgren miała syna Larsa.

W „Mężczyźnie prawie idealnym” zrobił wszystko to, czego szukam w dobrym kinie. Sprawił, że przykuł uwagę do granej przez siebie postaci. I sprawił, że wciąż zastanawiam się nad dylematem, z którym został filmowy Henrik. Bo czym jest dorosłość? Czy musi się wiązać z rezygnacją? Czy musi być podszyta strachem i końcem beztroski? Dlaczego musi być początkiem nudy?

Film, który daje do myślenia

Robiąc film o tożsamościowym zapętleniu Martin Lund wchodzi w dyskurs z Zygmuntem Baumanem. Wyzwalająca współczesność, która popuszcza jedne pętle, zaciska inne. Prawo wyboru, samostanowienia nie uwalnia nas ludzi od niepokojów. Podobny wysiłek trzeba było włożyć kiedyś akceptując narzucone społecznie role, jak i dzisiaj szukając odpowiedzi na pytanie: kim jestem? Co mnie uszczęśliwia?

PS „Mężczyzna prawie idealny” jest dostępny na VOD.pl do 31 grudnia 2021, na chwilę obecną w cenie 6,90 zł.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dane podane w formularzu będą przetwarzane zgodnie z polityką prywatności.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.