Kategorie
Kino nordyckie

Ninosca – Peter Torbiörnsson

Oglądanie kręconego 40 lat filmu Szweda Petera Torbiörnssona, to jak stanie na krawędzi przepaści w wysokich górach i szukanie sposobu na opisanie emocji, jakie wywołuje widok. W jednym z wywiadów powiedział, że najbardziej ekscytującym słowem jest „miłość”, a najważniejszym „prawda”. I dodał, że gdy z ich perspektywy patrzy się na człowieka, to wówczas może urodzić się najlepszej jakości dokument. Tak powstała „Ninosca”.

„Ninosca” – reż. Peter Torbiörnsson (2020)

To dokument, który przejdzie do historii filmu. To reżyser, który pozostawi po sobie własny, rozpoznawalny język narracji. Jego ciepły głos, lekko zachrypnięty, opowiadając po szwedzku jest drogowskazem, ale też zadaje otwarte pytania zachęcając do głębokiej refleksji. Delikatność ukryta w szwedzkim, niepozwalająca na nazywanie rzeczy wprost, wprowadza jeszcze większy poziom zachęty do zadumy.

Mechanika wyborów

Dobry dokument potrzebuje czasu; ten powstaje aż 40 lat. Ale czas to zaledwie nić wiążąca ze sobą historię. Reszta to wytrawna mechanika wyborów. Sztuki ich podejmowania Peter Torbiörnsson uczył się w ekstremalnych warunkach.

Od 1979 kręci filmy. Najwięcej o Ameryce Łacińskiej, Bośni, ale też o Szwecji. Jedno z wydarzeń położy się głębokim cieniem na jego życiu; latami będzie ukrywał prawdę o masakrze w La Penca, którą cudem przeżył. Dlaczego? Na odpowiedź na to pytanie zdobędzie się wiele lat później. Poczucie winy i odpowiedzialność sprawią, że podejdzie do sprawy z delikatnością i precyzją świadka, który próbuje zrozumieć skomplikowany świat i siebie w jego trybach. A to mocne, ekshibicjonistyczne wyzwanie. Nie dla wszystkich. On sprosta mu z wielką klasą. Tak powstanie „Żegnaj Nikaraguo” – dokument, rozliczeniowy o Nikaragui, pokazywany w Polsce podczas 52. Krakowskiego Festiwalu Filmowego; w tej edycji Torbiörnsson zasiadał w jury KFF.

Żegnaj Nikaraguo

Osią wydarzeń w „Żegnaj Nikaraguo”, która opowiada o życiu w cieniu wojny i terroryzmu jest szukanie winnego ataku terrorystycznego, do którego doprowadził nieświadomy niczego sam Peter Torbiörnsson, zapraszając na konferencję prasową szpiega podszywającego się pod duńskiego fotografa, który w torbie na sprzęt fotograficzny przemycił na salę bombę. W wyniku ataku zginęły dwie osoby, a dwadzieścia kolejnych odniosło rany. Ofiarą miał być również Torbiörnsson, którego to wydarzenie pozbawiło nie tylko wiary w człowieka. Stracił całkowicie wiarę w szansę na zrozumienie świata, w którym przyjaciele okazują się największymi wrogami.

Dokument, który wówczas powstaje zamyka mu drzwi do Nikaragui, w której staje się od 2012, persona non grata. Ale przeciera mu ścieżki na podium światowego dokumentu. Film zdobywa kolejne nagrody, m.in. nagrodę dla najlepszego filmu dokumentarnego im. Erica Forsgrena w 2012. Dzięki nim – jeden z najbardziej spłukanych szwedzkich dokumentalistów – jak mówi o sobie Torbiörnsson, dostaje impuls do dalszej pracy. Pogoda ducha i przednie poczucie humor wydają się go nigdy nie opuszczać. W wywiadzie, który udzieli, na pytanie, na co zamierza przeznaczyć pieniądze powie, że na nowe zęby, miłość, która czeka na niego w Nikaragui i na rachunki za prąd.

Temat życia

Jest coś, co staje się mimochodem projektem jego życia. Zawsze zastanawiałam się, jak taki temat nabiera wyrazistości. Którędy się do niego dochodzi. Może to wypadkowa ciężaru, jaki w sobie nosi latami, czułości dla ludzkich słabości, jakiej fundamenty daje własne poczucie winy, może wypadkowa otwartości, z jaką podchodzi do świata, lepszych i gorszych dni. A może z tym czymś trzeba się po prostu urodzić.

Peter Torbiörnsson konsekwentnie przez całe swoje życie wraca do Nikaragui. Gdy władze zamykają przed nim granicę, przekracza ją nielegalnie. Ciągnie go tam coś więcej niż żona Nikaraguanka, mieszkająca w Managua. Torbiörnsson konsekwentnie wraca do małej wioski w San Fernando. To tam znalazł TEMAT. A w ciągu lat ukazują się kolejne jego odsłony: „The Border” (1985), „Reyno” (1987), „The Ceasefire” (1988), „The Lovers of San Fernando” (2001).

40 lat z życia kobiety

Ten ostatni pokazuje życie młodziutkiej dziewczyny. Od dwunastolatki, która nad studnią myje o poranku zęby, aż po mężatkę tańczącą na własnym weselu. Niewinność i beztroska dzieciństwa nabiera wyrazu niepokoju w oczach dorosłej dziewczyny, opierającej niepewnie głowę na ramieniu ukochanego. Czy deklaracja wierności wystarczy na utrzymanie związku? Czy miłość to solidne tworzywo małżeństwa czy tylko romantyczna wizja, którą zweryfikuje ich wspólna rzeczywistość? Peter Torbiörnsson zostawia widzów z otwartymi pytaniami. I zostaje mistrzem otwartej formy.

„Ninosca” (2020) wraca z wielkim rozmachem do postaci z „The Lovers of San Fernando”. Kamera uchwyciła jednak coś więcej. Najnowszy film Szweda układa się w dużo bardziej dramatyczne kadry. Nabiera wielowymiarowości. Staje się zapisem mijającego życia, zmieniającego się świata. Pokazuje jego przewrotność, mechanikę powtarzającej się historii, nadzieje, które zabija próżność, ludzka słabość. W tle wielka polityka, decydenci, tajne służby. Na pierwszym planie bohaterowie codzienności. Peter Torbiörnsson przekłada ruchy na szachownicy historii na los pojedynczych osób. Ale „Ninosca” to nie tylko pretekst do opowiedzenia o człowieku w trybach historii.

Dokument o kobiecości

To wielki, nagrany z epickim rozmachem dokument o kobiecości. Której Szwed przygląda się z ogromną dawką sympatii. Opowiada o złudzeniach, jakimi karmi się naiwność dziewczęca. Mówi o oddaniu, które skłania kobiety do największych poświęceń. O niepokoju rodziców, którzy nie są w stanie walczyć z młodzieńczym zakochaniem córki i uchronić ją przed popełnianiem błędów. Pokazuje siłę i determinację, z jaką kobiety potrafią podnieść się z najgorszych upadków. Walkę, do której są skłonne, gdy trzeba chronić najbliższych.

Dokument jest nie tylko zapisem przeszłości, ale też aktualnym głosem w dyskusji o podziałach społecznych. Bohaterowie filmu balansują na krawędzi wiążąc koniec z końcem, usiłując własne możliwości przełożyć na jakiekolwiek szanse dla swoich dzieci i ich przyszłości. Obserwując dramatyczne decyzje o migracji zarobkowej, patrzymy też na konflikt uchodźczy z perspektywy osoby, która ratuje własną godność uciekając się do najgorzej płatnej pracy w tzw. lepszej części świata.

Szwed precyzyjnie dobiera kadry, dopełnia obraz zdjęciami, które w rytm wydarzeń przekładają się na niepokojący język filmu. I zostawia nas z pytaniami, które nieustannie skłaniają do zadumy nad życiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dane podane w formularzu będą przetwarzane zgodnie z polityką prywatności.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.