Szczęśliwe szwedzkie dzieci stają się szczęśliwymi dorosłymi, którzy wychowują szczęśliwe dzieci, które wyrastają na szczęśliwych dorosłych wychowujących szczęśliwe dzieci. I tak to się w Szwecji kręci.
Dużo spaceruję i często mijam place zabaw. Co rzuca mi się w oczy? Polscy rodzice krążący wokół bawiących się dzieci jak satelity. Chłopczyk stoi na górze ślizgawki, siada, żeby z niej zjechać. Tatuś woła, żeby uważał, bo się pobrudzi. Chłopczyk zatrzymuje się zdezorientowany w pół drogi. Rączkami dalej trzyma się po bokach barierki i tak jak ja zastanawia się, jak usiąść i zjechać bez ubrudzenia spodenek. Innym razem widzę dziewczynkę, która kręci się na karuzeli. Obok wielki jak dąb ojciec nagle głosem z wyrzutem pyta “Co robisz?” i każe jej zejść i bawić się normalnie. Zastanawiam się, co ma na myśli. Dziewczynka chyba też, bo zatrzymuje karuzelę i niepewnie podchodzi do drabinek. Ojciec łaskawie podpowiada, gdzie i jak ma się bawić. Inna sytuacja. Na huśtawce, takiej z szelkami trzymającymi dziecko siedzi chłopczyk. Matka jedną ręką trzyma huśtawkę, w drugiej ma smartfona, nad którym pochyliła się a łuk jej szyi świadczy o tym, że spędza sporo czasu w tej pozycji. Chłopczyk próbuje się huśtać, więc wyciąga jedną nóżkę próbując odepchnąć się pod huśtawką, na co kobieta reaguje krzycząc agresywnie “Co robisz?”. Podchodzę i pytam, czy jest mamą tego chłopczyka. Odpowiada, że tak, więc mówię, że bardzo nieładnie zwraca się do własnego dziecka “Ale on szura nogami” – odpowiada. Kurtyna! Te polskie dzieci pójdą kiedyś do pracy. Nie będą szukać takiej, która będzie im dawać satysfakcję, bo na placu zabaw nauczyły się, że w życiu trzeba usatysfakcjonować dorosłych. Więc będą idealnymi korpoludkami dbającymi o to, żeby przypodobać się team liderowi.
“Nie ruszaj”, “Przestań”, “Nie biegaj”, “Spocisz się”, “Ubrudzisz się”, “Jak ty się zachowujesz”, “Zachowuj się”, “Co robisz”, “Czemu się tak zachowujesz?” – to najczęstsze teksty polskich rodziców, które słyszę, gdy zwracają się do swoich dzieci. Polscy rodzice na placach zabaw zachowują się jak pająki polujące na ofiarę. Dzieci nie mają prawa bawić się na swoich zasadach, bo stanie im się krzywda a ich rodzice uważają, że właśnie dają pokaz dojrzałego rodzicielstwa tresując swoje dzieci w poczuciu braku sprawczości, uprzedmiotawiając je, ucząc, że nie mają racji, że wszystko robią źle, że są niedostateczne. Gdy pójdą jako dorośli do pracy będą nieświadomie akceptować patozachowania przełożonych, dewaluujących ich, stawiających absurdalne oczekiwania, łamiąc ich psychicznie. Na placu zabaw nauczyli się, że dorosły śledzi każdy ich krok, że stoi nad nimi cały czas kontrolując każde zachowanie. Gdy pójdą do pracy nie będzie ich dziwił monitoring i śledzenie każdego ich kroku, łącznie z odhaczaniem czasu spędzonego w toalecie.
Szwedzcy rodzice w przeciwieństwie do polskich są obecni, ale w tle, z boku, tak na wszelki wypadek, dając dziecku poczucie, że jakby co otrzymają od rodzica wsparcie, więc mogą się bezpiecznie bawić. Gdy pójdą do pracy, będą odważnie egzekwować swoje prawa, bo gdy te zostaną naruszone, mają zaszczepione, że w tle działają związki zawodowe, które ich ochronią, do których zawsze mogą się zwrócić o pomoc. Gdy jako dzieci są w lesie i muszą przejść przez konar drzewa nad rwącym potokiem, rodzice pozwalają dziecku wejść samodzielnie na drzewo i patrzą jak eksploruje jego korę ucząc się jego chropowatej faktury, odpychania się o gałązki do przodu. Gdy są na drugim brzegu rośnie w nich poczucie siły i sprawczości. Buduje się w nich właśnie odwaga, tożsamość odkrywcy, który o własnych siłach pokonał sporą przeszkodę i wiele się nauczył z tego przejścia. Następnym razem nieco sprawniej pokona podobny konar drzewa. Kolejnym razem jeszcze bardziej oswoi lęk. A na końcu stanie się doświadczonym małym piechurem, który może innym, młodszym kolegom pomóc, gdyby oczywiście takiej pomocy potrzebowali. Tak rodzi się w dziecku sprawczość i odpowiedzialność. A potem pracownik, który pracę traktuje jak przygodę. Angażuje się w różne zadania traktując je jak lekcje do przejścia. A w jego języku nie ma słowa porażka i uczucia wstydu wynikającego z niepowodzenia. Nie staje przed zadaniami jak polskie dziecko widząc przed sobą jedynie przeszkody, bariery do pokonania i mające w tyle pleców przekonanie, że jak coś pójdzie nie tak, to zostanie za to ukarane.
Polskie dzieci hodowane są na zakompleksionych, tchórzliwych, wstydliwych dorosłych, którzy boją się każdego kroku, są przewrażliwieni na to, co powiedzą inni, wstydzą się być sobą, bo przecież przez tyle lat słyszeli, że są niewystarczający za każdym razem, gdy dorosły stawiał ich do pionu zarzucając, że zachowują się źle. W pracy będą cicho siedzieć, łykając jak pelikany najbardziej absurdalne zarzuty, biorąc bezkrytycznie na siebie więcej niż każe rozsądek. Nie podejmą się pracy, którą chcieliby wykonywać, bo będą się wstydzić wykonywania szeregu zawodów. Zostaną więc tym, co większość, czyli sfrustrowanym, niezadowolonym, niespełnionym człowiekiem. Szczęśliwe szwedzkie dzieci uczą się, że każda praca jest potrzebna i wartościowa. Gdy więc zostają pracownikiem zajmującym się oczyszczaniem miasta, są najlepszymi śmieciarzami na świecie. Gdy Ingvar wsiadał na rowerek, żeby sprzedawać zapałki, rodzice wspierali jego niekonwencjonalny pomysł na zarobienie kilku groszy. To zbudowało w chłopcu sprawczość i odwagę do stworzenia równie niekonwencjonalnego sklepu IKEA.
Szczęśliwe szwedzkie dzieci mają prawa
Szwedzkie dzieci uczone są, że mają prawa i na czym one polegają. Bardzo wcześnie dowiadują się, że dorosły nie ma prawa na nie krzyczeć, podnosić głosu, ani je bić. Uczą się tego w domu, a utrwalają w żłobku, przedszkolu, na placu zabaw. W przeciwieństwie do polskiego dziecka, na które się krzyczy, i które się bije. Szczęśliwe szwedzkie dzieci jako dorośli będą potrafiły jasno stawiać innym granice i szybko dostrzegą toksyczne zachowania. Polskie dziecko stanie się dorosłym nierozumiejącym, że jest źle traktowany. Będzie bitą przez męża żoną, będzie pracownikiem upokarzanym przez przełożonego publicznie.
Szczęśliwe szwedzkie dzieci nie rywalizują ze sobą, żeby zaimponować rodzicom lub innym dorosłym, do czego trenuje się polskie dzieci, których dzieciństwo sprowadza się do walki o ochłapy zadowolenia wiecznie niezadowolonych rodziców. Szwedzkie dzieci widzą w oczach swoich rodziców miłość, gdy patrzą ze wspierającym uśmiechem czekając aż wejdą na górę z saneczkami. Czują bezpieczeństwo, gdy przemoczone do suchej nitki, rodzice opatulają je ciepłym ręcznikiem, robiąc gorące, pachnące kakao, dając do zrozumienia, że fajnie spędziły wolny czas. W przeciwieństwie do polskich rodziców, którzy za to samo złoszczą się wypominając dzieciom cenę ubrań, które teraz nadają się do wyrzucenia. Szwedzkie dziecko nauczy się, że dobrze spędzony czas, to ten, który daje mu poczucie szczęścia, nawet jeśli to będzie bieganie przez kałużę podczas deszczu. Polskie dziecko zapamięta, że takim zachowaniem wkurzy jedynie rodziców, więc staje się potem dorosłym, który nie szuka pracy, która go uszczęśliwi tylko taką, która spełnia cudze oczekiwania. Zostanie niespełnionym dorosłym w nudnej pracy, której nienawidzi, podczas gdy Szwed będzie eksplorował rynek pracy podążając za takimi ofertami, które go uskrzydlają, dają satysfakcję i radość.
Szwedzkie dziecko zamykając okres dzieciństwa nauczyło się, że życie jest jak las, czasem idzie się suchą, nagrzaną słońcem trawą a innym razem grzęźnie się w błocie, więc trzeba nauczyć się dobierania technik, ubrań i sprzętu, żeby przejść tę samą drogę w różnych okolicznościach. Polskie dzieci wchodzą w dorosłość z przekonaniem, że nie wolno iść tam, skąd wróciły szwedzkie dzieci, bo można się ubrudzić, zrobić sobie krzywdę, złamać nogę, spocić się, więc idą tylko tymi drogami, którymi idzie tłum, podążają za tym tłumem nie zastanawiając się, czy to jest kierunek, w którym same chcą iść, czy ta droga w ogóle jest warta przejścia jej.
Szwedzkie dziecko wkracza w dorosłość z przekonaniem, że jest dobre takie jakie jest. I, że inne dzieci też są dobre takie jakie są. Nauczyły się też, że różni ludzie różnie przechodzą tę samą drogę, a że same dostały w tym procesie wsparcie, dzielą się nim z innymi. Są empatyczne w przeciwieństwie do polskich dzieci, które są egotyczne i okrutne.
W internecie obserwuję kanał “Zawód inwestor” chłopaka z Podkarpacia, który w Warszawie uczy gry na ukulele. Czy można sobie wyobrazić bardziej absurdalny sposób na zarabianie na życie? Na jego lekcje jest ogromny popyt, dlaczego? Bo są rodzice, którzy znają tajemnicę dobrego wychowania. Naukowcy zbadali bowiem, co stało za sukcesem osób, które dostały się na najlepsze amerykańskie uniwersytety. Okazuje się, że wśród absolwentów tych uczelni są dzieci, którym rodzice pozwalali uczyć się na przykład gry na ukulele, nie zastanawiając się, co one z tego będą miały. Po prostu akceptowali bezdyskusyjnie każde zainteresowanie swoich dzieci, dopingując je w realizacji tych marzeń. Te dzieci nauczyły się, że szczęście to radość bycia we flow. Mihály Csíkszentmihályi, twórca tego pojęcia pisał, że ono uskrzydla, że traci się wówczas poczucie czasu i rzeczywistości. Flow to wewnętrzna siła i motywacja. To ona napędza szwedzkie społeczeństwo, buduje jego przewagę konkurencyjną, stoi za sukcesem szwedzkich marek.
A wszystko to zaczęło się w Szwecji od pojedynczych osób. Te pojedyncze osoby stworzyły wspólnotę, którą nazywamy społeczeństwem. To społeczeństwo szwedzkie wychowuje geniuszy, którzy zmieniają Szwecję w najlepszy kraj na świecie do życia. Wiesz oczywiście, że my też tak możemy. To wyłącznie kwestia Twojej decyzji, czy chcesz współtworzyć takie właśnie społeczeństwo.
Buycoffee.to
LH.pl
Możesz założyć własny blog i zacząć zmieniać świat na lepsze. A z moim partnerskim kodem rabatowym LH-20-57100 u polskiego dostawcy hostingu: www.lh.pl, otrzymasz obniżony koszt hostingu w pierwszym roku o 20% a ja prowizję tak długo jak jesteś ich klientem / klientką. Jak zamówić usługę z kodem rabatowym: https://www.lh.pl/pomoc/doc/jak-zamowic-hosting-w-lh-pl-z-kodem-od-partnera/.