Kategorie
Kraje nordyckie

Szczęśliwy jak szwedzki wolontariusz

Możemy programować własny mózg na szczęście, bo jest on podatny na zmiany, neuroplastyczny. Gdy więc czegoś doświadczamy to w mózgu tworzy się zapis, ślad. Rzecz w tym, że mózg wyewoluował do uczenia się na podstawie negatywnych doświadczeń, dla których stworzył solidny grunt do ukorzenienia się, zapamiętywania, tego co negatywne w trwałych strukturach neuronalnych. To ma nam pozwolić przeżyć przyszłe zagrożenia i ma głęboki sens. Jeśli dziecko oparzy gorące żelazko, to drugi raz po nie nie sięgnie. Jeśli więc chcemy przestawić tę zwrotnicę w głowie na szczęście, wymaga to aktywnej pracy. Naszego świadomego wyboru. Przypomniałam sobie rozmowę z chłopakiem, który przeżył tsunami 26 grudnia 2004 w Tajlandii. Wówczas zginęły 543 osoby ze Szwecji a 1,5 tys. została rannych. Gdy nas sobie przedstawiono, to zaskoczyła mnie jego niechęć do opowiadania o tym co wtedy się stało. I to była reakcja w stylu nie ma o czym mówić. Było, minęło. Wydało mi się to wówczas dziwne, takie na zimno. Zwłaszcza, że w Polsce takie narodowe tragedie rozpamiętuje się na okrągło.

Wybieraj uważnie

Dr Rick Hanson jest neuropsychologiem, nauczycielem medytacji. Wykłada w wielu uniwersytetach i ośrodkach medycznych na świecie. Czytam teraz jego książkę w przekładzie Anny Sawickiej-Chrapkowicz „Szczęśliwy mózg. Wykorzystaj odkrycia neuropsychologii, by zmienić swoje życie”. Książkę w 2018 wydało Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne. Przeczytałam tu o darwinizmie neuronalnym, co oznacza, że w naszym mózgu zachowa się to czemu poświęcimy naszą uwagę. Problem polega na tym, że to co tworzy poczucie szczęścia nie powstaje samoistnie w strukturach neuronalnych, tylko wymaga świadomej decyzji. A żeby ją podjąć musimy być uważni, co o tyle jest trudne, że emocje odpalają w nas reakcje a gdy już wybuchniemy, to przecież nie powiemy w trakcie awantury, sorki właśnie dostrzegłam, że striggerowało mnie coś negatywnego zaprogramowanego dawno temu. Wcale nie zdziwiłabym się, gdyby ktoś po takim tekście przypiął nam łatkę wariata. Ale tak to działa. Co jednak, gdybyśmy byli kulturowo zaprogramowani na taki świadomy wybór? Gdy pytam w Polsce co słychać, słyszę często „stara bieda”. Gdy pytam w Szwecji co słychać słyszę „det är bra, tack” – dobrze, czuję wdzięczność. Dlaczego nie tłumaczę tego na „dobrze, dziękuję” wyjaśniam w tekście Społeczeństwo szwedzkie praktykuje wdzięczność. Ostatnio rozmawiałam z reportażystką, o której Mariusz Szczygieł powiedział, że odkryła zakamarki piekła w polskiej duszy. I pytam czy rozumie skąd ten polski mindset. Stwierdziła, że od dziecka pielęgnuje się w nas historię umartwiania, martyrologię i życie smutną, bolesną przeszłością. Kilka dni później rozmawiałam z inną osobą, która jeszcze wspomniała katolicyzm i te wszystkie gorzkie żale i drogi krzyżowe. A zatem zostaliśmy kulturowo zaprogramowali na polskie piekiełko.

Gdy trafiłam na kurs Mindfulness Based Stress Reduction (MBSR) byłam w takim stanie emocjonalnym, że obawiałam się, że w końcu w ataku gniewu zrobię komuś krzywdę. Dzisiaj dużo lepiej rozumiem źródło tego stanu, ale nie jestem jeszcze gotowa mówić o tym publicznie. W każdym razie czułam, że muszę znaleźć narzędzie do samoregulacji, żeby nie ulegać tak intensywnie zdarzeniom i ludziom, którzy stają na mojej drodze. I tak trafiłam na MBSR. Gdybym miała w jednym zdaniu powiedzieć o czym jest, to jest to nauka o emocjach, o rozpoznawaniu ich, nazywaniu i nie uleganiu im nieświadomie. Polacy w ich okazywaniu są gdzieś pomiędzy gorącą Italią a chłodną Szwecją. I wydaje mi się, że utknęliśmy w dość niewygodnym miejscu, w którym ani nie pozwala nam się na bycie w emocjach ani nie uczy się nas ich regulować. A takie bycie poza emocjami, w oderwaniu od nich, może rodzić pozbawionych empatii, toksycznych ludzi.

Rick Hanson napisał, że gdy przytrafia się nam coś negatywnego to po pierwsze trzeba to zaakceptować. Jak ja na takie stwierdzenie wpadałam zawsze w furię. Zdanie „zaakceptuj to”, wywoływało kiedyś we mnie od razu gorącą reakcję i pytanie „Jak to, zaakceptuj?”. O reagowaniu na zło jest Mindfulness Based Compassionate Living (MBCL). To „akceptowanie” nie polega na zgodzie na rzeczy, z którymi się nie zgadzamy, ale na zaakceptowaniu, że coś takiego może istnieć i może się przydarzyć. Jakie to wywołuje reakcje uświadomiono nam w ćwiczeniu, które polegało na bardzo intensywnym wejściu w nieprzyjemną sytuację a potem w bardzo intensywnym wejściu w przyjemną sytuację i przeanalizowaniu tego jak się czuliśmy. I tu wracamy do Szwecji.

Szczęśliwy jak szwedzki wolontariusz

Szwecja jest krajem zbudowanym na barkach wolontariatu. Gdy przytrafiało się w kraju coś niekorzystnego to zamiast narzekania, ludzie samoorganizowali się i wspólnymi siłami działali. Wikingowie wyjeżdżali na wyprawy, z których wracali z łupami albo nie wracali, bo na miejscu zakładali miasta i państwa. Gdy społeczeństwo dopadł głód ruszyło do USA za chlebem. Robotnicy organizowali kasy, do których zrzucali się i gdy ktoś miał wypadek lub był chory mógł z tej kasy dostać pieniądze na leczenie. Zamiast biadolenia przy stole w domu, że są nieludzko traktowani w pracy, zrzeszyli się i jako związek zawodowy byli słuchani. Gdy okazało się, że samo działanie w związkach to za mało, zaczęli być aktywni politycznie, żeby tworzyć prawo dobre dla pracowników. W zasadzie w Szwecji nie ma sprawy, wokół której nie byłoby ludzi, którzy swój wolny czas poświęcają na wspólne działanie. Ostatnio pisałam o niechcianej samotności w Szwecji i o tym jak wokół tego tematu zrzeszyła się grupa osób, która przeprowadziła ogólnokrajową kampanię w tym temacie. Jak inni powoływali do życia oddolne inicjatywy, żeby sobie pomóc nawzajem. Bycie częścią społeczeństwa obywatelskiego jest tam tak oczywiste jak oddychanie. A im więcej czytam o neuropsychologii bezinteresownego zaangażowania, poczucia sensu i spełnienia jakie daje, wpływie na poczucie szczęścia, to wydaje mi się, że to stoi za miejscem Szwecji na podium w rankingach szczęśliwości.

Rick Hanson pisze, że nasz mózg uczy się cały czas i jest tak zaprojektowany, żeby go zmieniały nasze doświadczenia. Jeśli więc częścią czyjegoś życia jest bezinteresowna pomoc, wolontariat, zaangażowanie na rzecz ważnej społecznie sprawy, to ta osoba programuje się tym działaniem na szczęście.

„Wszystko, co w powtarzalny sposób czujemy, czego doznajemy i pragniemy, o czym myślimy, powoli, lecz skutecznie, rzeźbi naszą strukturę neuronalną”

– podkreśla Rick Hanson. Cały czas przeorganizowujemy nasz mózg. Jeśli więc Szwedki codziennie zbierają doświadczenia, które turbodoładowują w nich poczucie głębokiego sensu, to je to trwale uszczęśliwia.

Rick Hanson pisze też o „bieganiu po piekle” ludzi, którzy chłoną negatywne informacje, wchodzą w nastawione na konfrontację relacje, żyją traumami. I podpowiada, że początek wychodzenia z tej matni zaczyna się w naszej głowie, w chłonięciu dobrych doświadczeń i życiu nimi, wplataniu ich w swój mózg. I dodał coś szalenie ważnego. Powiedział, że w takich ludziach wykształca się aktywna postawa, co na przykład w Szwecji przejawia się dużo większym zaangażowaniem politycznym, wyższą frekwencją w wyborach, uczestnictwem w życiu społecznym, w debacie publicznej. Po prostu w aktywizmie.

Wydaje mi się, że dobitnym przejawem szwedzkiego mindsetu i koncentrowania się na tym, co można zrobić, żeby wyjść z kiepskiej sytuacji był Christoffer, o którym pisałam w tekście o tym jak mieszkają studenci w Szwecji. Ten chłopak nie miał gdzie mieszkać więc zamieszkał w domku rowerowym o powierzchni 2 metrów kwadratowych. Różnica pomiędzy nim a krakowskim studentem, który zamieszkał w aucie, bo nie było go stać na wynajęcie pokoju w Krakowie polegała na nieco innym opowiadaniu o swojej sytuacji. Szwed skupił się na zaletach takiego życia, wolności przemieszczania się po mieście, uwolnieniu się od gromadzenia rzeczy, radości z podziwiania wchodów i zachodów w coraz to innych okolicach i czasie na rozmyślanie. Polak na niedojadaniu, walce o przetrwanie, próbach wiązania końca z końcem.

Gdy w książce Ricka Hansona przeczytałam, że „od interakcji mózgu zależą udane relacje międzyludzkie, sukcesy firm, dobre prosperowanie państw, a w konsekwencji – życie w świecie pokoju i stabilnego dobrobytu” – to zastanowiłam się w jakim stopniu naszym polskim narzekaniem, kultem przeszłości, niekończącą się polityczną kłótnią odbieramy sobie jako społeczeństwo sprawczość i de facto taplamy się w piekiełku biegając w nim jak chomik w kołowrotku? Moglibyśmy spróbować z niego wyskoczyć. Bo mogą się wydarzyć dwie rzeczy: albo się połamiemy, albo wydostaniemy się na wolność i zaczniemy żyć życiem, które nas uszczęśliwia. Czyli w sumie mamy 50% szans, że wszystko pójdzie dobrze. Teraz w 100% tkwimy jako społeczeństwo w czarnej dziurze.

Buycoffee.to

Jeśli chcesz docenić moją pracę włożoną w napisanie tego artykułu postaw mi wirtualną kawę.

Buycoffee.to/szkicenordyckie