Kategorie
Kraje nordyckie

Napiwki w Szwecji to rzadkość

Był taki czas, że napiwki w Szwecji były jedynym wynagrodzeniem. Jeszcze w XX wieku osoby sprzątające w hotelach i restauracjach nie tylko nie otrzymywały pensji, ale dodatkowo musiały na własny koszt kupić sobie sprzęt i materiały potrzebne do pracy. Napiwek był wtedy jedyną zapłatą za nią i mogło się oczywiście zdarzyć tak, że pracodawca zakwestionował cały ich wysiłek i w tym dniu człowiek musiał sobie radzić bez pieniędzy. W nieco lepszej sytuacji byli pracownicy kuchni i kelnerzy, ale tylko w nieco lepszej. Dostawali bowiem symboliczne pensje, ale napiwek wciąż był ich głównym źródłem wynagrodzenia. Sytuacja zmieniła się, gdy w 1938 wprowadzono w Szwecji serveringsavgiften – „opłatę za obsługę” doliczaną do rachunku. To z niej właściciele restauracji i barów wypłacali ludziom wynagrodzenia.

Napiwki w Szwecji chciano wycofać całkowicie

W latach 80. napiwki w Szwecji miały zostać całkowicie zlikwidowane. Przetrwały jednak w niektórych branżach jako sposób okazania swojego zadowolenia z obsługi. W publikacjach, do których dotarłam często wymienia się je jako element amerykańskiej kultury, która przebija się w Szwecji dzięki podróżom do USA i amerykańskim filmom. System, który działał jeszcze na początku XX wieku w Szwecji kojarzony z wyzyskiem jest zatem częścią świata, do którego nie dotarła albo demokracja, albo prawa pracownicze. W 1993 związki zawodowe wywalczyły tzw. OB-ersättning, czyli dodatek za pracę w niedogodnych godzinach, który miał zastąpić napiwki. Ale to też wówczas w Szwecji podobnie jak w reszcie neoliberalnego świata rynkiem zaczął rządzić konsument, a wraz z nim napiwki nie tylko nie zniknęły, a wręcz za sprawą popularności nowych terminali płatniczych przeżywają obecnie wymuszony renesans.

Napiwki w Szwecji przetrwały w branży restauracyjnej, w hotelach i w usługach taksówkarskich, ale nie ma tu kultury dawania napiwków tak jak to choćby funkcjonuje u nas. 25% Szwedów i Szwedek nigdy nie dało napiwku w restauracji, co pokazało badanie przeprowadzone niedawno przez Sifo na zlecenie PayPal. To czy je dają i w jakiej wysokości zależy też od miejsca zamieszkania. 44% osób mieszkających w Norrland i 14% sztokholmczyków przyznało, że w ogóle nie daje napiwków. Dla porównania w Göteborgu 22% a w Malmö 29%. Jorunn Lavonius, reporterka „ Sydsvenskan” w podcaście „Du lyssnar på Sydsvenskan” opowiedziała o rozmowach z mieszkańcami Malmö, z których wynikało, że na ogół osoby o niższych dochodach, na przykład studenci są mniej skorzy do zostawiania napiwków. Z kolei z wypowiedzi personelu wynikało, że na przykład turyści z Danii nie mają zwyczaju zostawiania napiwków w Szwecji. Zwyczajowo zaokrągla się rachunek, a gdy wyniesie on 1000 koron, to zostawia się 50 – 100 koron napiwku. Najhojniejsi w ich dawaniu są sztokholmczycy. Aż 19% spośród nich daje 10% napiwku lub nawet więcej.

Od napiwków należy zapłacić podatek

Napiwki stały się problemem wraz z odejściem w Szwecji od płatności gotówkowych. Pieniądze, które wcześniej pracownicy rozliczali pomiędzy sobą zaczęły wpadać na konto pracodawcy. Od 2012 napiwki są opodatkowane w Szwecji i należy się z nich rozliczyć ze Skatteverket. Na pracodawcy ciąży obowiązek sprawdzenia ile pracownicy otrzymali napiwków i ma tę informacje przekazać do Urzędu Skarbowego, który potem sprawdza czy pracownicy zadeklarowali to w swoim zeznaniu rocznym. W 2021 posłanki z ramienia konserwatywno-liberalnych Moderatów złożyły w Riksdagu propozycję „motion”, żeby zwolnić napiwki z podatku, co uważam za zły pomysł. Jeśli bowiem jakiś składnik wynagrodzenia będzie objęty ulgą podatkową, to siłą rzeczy zacznie być preferowany. To prosta droga do deprecjonowania stałego wynagrodzenia i do przywrócenia feudalnych stosunków pracy, kiedy to ludzie pracowali wyłącznie za napiwki. Jorunn Lavonius, reporterka „Sydsvenskan” odebrała liczne sygnały z branży restauracyjnej świadczące o tym, że napiwki w Szwecji mogą docelowo wyprzeć część wynagrodzenia, doprowadzając do tego, że praca w tej trudnej branży stanie się nie tylko mniej stabilna, co po prostu nieatrakcyjna.

Każdy kto śledzi na bieżąco szwedzką debatę ma świadomość, że dyskusja o rynku pracy to tutaj pole nieustannych bitew pomiędzy pracownikami i pracodawcami. Obie strony rynku pracy pokazują w niej nieustannie swoje racje próbując wywrzeć wpływ na opinię publiczną. Tak zwany szwedzki model tym różni się od polskiego, że nie uczestniczą w nim politycy. Zasady panujące na rynku pracy są wynikiem negocjacji pomiędzy związkami zawodowymi a pracodawcami. To, co zostanie podczas nich wypracowane obowiązuje na zasadzie konsensusu, czyli układu zbiorowego, a nie ustawy uchwalanej w parlamencie. To dlatego unijne minimalne wynagrodzenie zostało w Szwecji oprotestowane. A na przykład OB-ersättning, czyli dodatek za pracę w niewygodnych godzinach, który został wywalczony przez związki należy się wszystkim pracownikom zatrudnionym w firmie, która podpisała układ zbiorowy. W innym przypadku trzeba go sobie samodzielnie wynegocjować podczas ubiegania się o pracę. Dzięki silnej pozycji związków zawodowych osoby pracujące w branży restauracyjnej czy hotelarskiej mogą liczyć na stałą wysokość wynagrodzenia a nie na niestabilne zarobki zależne od humoru klienta. To bezsprzecznie lepszy model. Rynek pracy, żeby dobrze działać potrzebuje jak widać sprawnej demokracji. A demokracja potrzebuje zaangażowania ludzi i silnych organizacji broniących praw pracowniczych i pewnie dlatego w Szwecji dobrze się pracuje a w Polsce pracownicy są zajeżdżani morderczymi targetami, nieludzką presją na wyniki. I tak jak praw pracowników bronią związki zawodowe, tak na rzecz pracodawców działa morze think tanków i organizacji branżowych. Wystarczy chwila nieuwagi, żeby dać się złapać na marchewkę, która szybko stanie się kijem na pracowników. Powracające za sprawą terminali płatniczych napiwki w Szwecji mogą stać się taką miniwygraną pracodawców pogarszającą prawa pracowników.

Wymuszanie płacenia napiwku oburza

Odkąd w Szwecji pojawiły się nowe terminale płatnicze, na których od razu doliczono kilka opcji napiwków, kwestia dawania ich budziła ogromne emocje. Można z nich zrezygnować, ale część osób czuje się niezręcznie i nie chcąc uchodzić za skąpe decyduje się na napiwek. Kwestia kultury zawstydzania klientów była jednym z wątków, jakie poruszono w debacie o napiwkach w Szwecji.

Dyskusja ta ciekawie pokazuje jak osoby z różnych klas społecznych postrzegają równość na rynku pracy. Lotta Lundberg jest dziennikarką i felietonistką „Svenska Dagbladet”. To trzecia największa gazeta poranna, wydawana w Sztokholmie od 1884. Politycznie określa się jako „obunden moderat”, co znaczy tyle, że nie jest gazetą wydawaną przez konserwatywno-liberalnych Moderatów, ale reprezentuje podobne poglądy. Na łamach gazety Lotta Lundberg opublikowała w marcu 2024 pełen oburzenia felieton. Pisze w nim, że dziwi ją oczekiwanie, że za wypite w barze piwo czy lampkę wina trzeba płacić napiwek. Jej oburzenie rezonowało w mediach. Zaproszona do Morgonstudio wyjaśniała, że o ile za uprawnione uważa naliczanie napiwku po spędzeniu długiego wieczoru w restauracji, podczas którego zamawia się kilka potraw a kelnerzy mają sporo pracy, to zupełnie nie rozumie podsuwania klientom pod nos terminalu płatniczego z nabitymi do wyboru napiwkami po tym jak wypili drinka w barze. Dodała, że można docenić napiwkiem na przykład taksówkarza, jeśli pomoże wnieść pasażerowi walizki, otworzy drzwi w samochodzie i zapyta jakiego programu w radio ktoś chce posłuchać, ale nie jeśli tylko dowozi klienta z punktu A do punktu B. I stwierdziła, że oczekiwanie napiwku w takiej sytuacji jest „nie tylko bezczelne, co chciwe” bo jak dodała „obsługa to magia, to przestrzeń pomiędzy, za którą można kogoś docenić”.

Lotta Lundberg stwierdziła, że nie podoba jej się kultura „przeliczania wszystkiego, mierzenia i ewidencjonowania i sprawozdawania się ze wszystkiego, żeby pokazać, że postępujemy właściwie i jesteśmy posłuszni”. I dodała, że chciałaby mieć przestrzeń na podejmowanie samodzielnie decyzji jak duży i czy w ogóle komuś należy się napiwek. Zresztą ten motyw przewija się i w innych wypowiedziach. Na portalu poświęconym branży restauracyjnej Folkofolk.se czytam, że napiwki w Szwecji są przeciwwagą dla ruchu dążącego do kontrolowania wszystkiego i

„sprawiają, że personel porusza się na palcach i nie zapomina, że to goście rządzą w pubie”.

Folkofolk.se

Tak, dokładnie takie słowa tam padły.

Nie ma tu mowy o prawach pracowniczych a jest implicite sporo o chęci powrotu do czasów, gdy pracownik musiał spełnić chimeryczne oczekiwanie, żeby w ogóle zasłużyć na zapłatę za swój wysiłek. No i oczywiście o bezwarunkowej wolności pracodawcy, której nic nie ogranicza. Napiwki nigdy nie były częścią kultury doceniania czyjejś pracy. Mówi o tym Paula Mulinari z uniwersytetu w Malmö, która naukowo zajmuje się tym tematem. Na to, czy ktoś zostawi napiwek mają wpływ zupełnie pozamerytoryczne, a często seksistowskie względy, jak choćby wygląd kelnerki. I dlatego napiwki w Szwecji są delikatną sprawą – jak podkreśliła badaczka.

Osobiście popieram pomysł dodatkowego doceniania pracowników, o ile jest godny i uczciwy. Na giełdzie, gdzie jak wiecie inwestuję od pewnego czasu jest taka miła zasada, że spółki doceniają inwestorów wypłacając im dywidendy. To część zysku wypracowanego przez firmę w danym roku, która trafia do nas na konto. I za każdym razem, gdy ją dostaję to czuję, że ktoś docenił ryzyko jakie poniosłam wkładając w firmę własne pieniądze ufając, że ten biznes ma sens. I coś w ten deseń zaproponował Boulebar. To sieć 12 barów w największych szwedzkich miastach, w tym w Kopenhadze i Londynie. W 2019 miała 190 mln koron obrotu. Firma zatrudnia 160 osób. Robiąc research do tego tekstu natknęłam się na informację, że w Boulebar wszystkie napiwki trafiają na konto firmy, która zamiast rozliczać się z nich, dzieli się z pracownikami 10% wypracowanego zysku. Artykuł nie miał daty i nie udało mi się znaleźć informacji, czy nadal tak to tam działa, niemniej jednak chętnie pracowałabym u pracodawcy, który oprócz wynagrodzenia wypłaca pracownikom regularnie dodatkowo 10% w postaci dywidend. W Polsce mamy patologię polegającą na tym, że pracodawcy dają ludziom wynagrodzenie podstawowe na umowie mniejsze od wynagrodzenia minimalnego, bo jak twierdzą razem z premią regulaminową wypłacą przecież tyle ile wynosi minimalna pensja. I tak wygląda kraj, w którym mało ludzi zrzesza się w związkach zawodowych. Co akurat, nasz szczęście możemy zmienić.

Napiwki w Szwecji uderzą w pracowników

Viggo Cavling redaktor naczelny „Travelnews” podczas dyskusji z Lottą Lundberg w Morgonstudio stwierdził, że napiwki pozwolą na obniżenie wynagrodzeń a to pomogłoby branży restauracyjno-hotelarskiej pozbierać się z posuchy pandemicznej. Z jego wypowiedzi wynikało też, że to dobry system na dyscyplinowanie personelu do lepszej pracy. I dodał, że jeśli kogoś nie stać na 10% napiwku, to może powinien zostać w domu. O napiwkach jako elemencie władzy mówiła w podcaście „Du lyssnar på Sydsvenskan” Paula Mulinari, docentka na uniwersytecie w Malmö. Na ten aspekt zwróciło też uwagę wiele osób w Malmö, z którymi rozmawiała reporterka „Sydsvenskan”, po tym jak czytelnik przesłał do gazety list opisujący wymuszanie napiwków na klientach. Powrót do napiwków budzi też obawy związków zawodowych, które słusznie podkreślają, że napiwki w Szwecji mogą wyprzeć stałe wynagrodzenia doprowadzając do zepsucia rynku pracy.

Ile zarabiają kelnerzy i kelnerki w Szwecji?

Średnio wynagrodzenie kelnerki / kelnera zgodnie z układem zbiorowym to 20 000 – 25 000 koron dla osoby bez doświadczenia i 25 000 – 30 000 koron dla pracownika z doświadczeniem. Na portalu Yrkeskollen sprawdziłam, że w 2024 średnio pensja netto wynosi 17 961 koron, czyli 26 900 koron brutto. W 2023 w Sztokholmie średnio zarabiano 27 500 koron, a w Malmö 23 600 koron. Paula Mulinari podkreśliła, że dawanie napiwków prowadzi do przerzucania odpowiedzialności za sytuację pracowników na klientów a to prosta droga do pogorszenia sytuacji ekonomicznej ludzi pracujących w tej branży. Efektem tego może być ubożenie społeczeństwa, wykluczenie społeczne, pogłębianie się nierówności społecznych i powiększająca się przepaść pomiędzy zamożnymi a ubogimi. O tym, że szwedzkie państwo dobrobytu się psuje piszę już od dawna.

W lipcu 2023 oburzony mieszkaniec Malmö napisał w liście do „Sydsvenskan”, że nie rozumie tego nowego trendu dawania napiwków.

„Naprawdę mam nadzieję, że Szwecja nie zmierza w stronę amerykanizacji, w której pracownicy zmuszeni są zdawać się na napiwki rekompensujące fatalną pensję”

– pisał w liście do gazety. A wśród komentarzy pod jego listem na portalu gazety ktoś przypomniał słowa Johna Herrströma, który napiwki określił „niepotrzebną solą na rachunku” prorokując, że pracodawcy mogą wpaść na pomysł pomniejszenia o nie wynagrodzeń, co może przemycić z czasem w Szwecji niestabilne formy wynagrodzeń, a to by oznaczało cofnięciem się o wieki w prawach pracowniczych. Ktoś inny dodał, że napiwki kojarzą mu się z panami i służącymi. Inna osoba dodała, że jeśli napiwki mają rekompensować niskie pensje, to może należy je dawać również pracownikom ochrony zdrowia? A jeszcze inna osoba dodała, że jeśli wynagrodzenia są zbyt niskie i trzeba je kompensować napiwkami, to może pora na strajk? Ktoś napisał, że napiwki nie powinny być standardem w społeczeństwie, w którym zakłada się, że ludzie powinni mieć godne wynagrodzenia. Ktoś inny podsumował, że należałoby obligatoryjnie całą branżę restauracyjną objąć układem zbiorowym, żeby tej ciężko pracującej grupie zawodowej zapewnić wyższe zarobki. Inna osoba dodała, że bojkotuje lokale z terminalami z nabitymi do wyboru napiwkami, żeby nie wspierać pracodawców, którzy płacą zbyt mało swoim pracownikom.

Życzę sobie i Wam takich listów od Czytelników i takich komentarzy pod tymi listami. Piszę to z nadzieją, że się obudzimy z tego neoliberalnego piekiełka, otrząśniemy i zaczniemy zmieniać Polskę w kraj do życia. Za chwilę mamy wybory samorządowe, więc jest okazja na dobrą zmianę. Ja głosuję jak zwykle na Razem. W wyborach do sejmiku mój głos pójdzie na Ewę Sładek (instagram.com/ewa.sladek) a w wyborach do Rady Miasta Krakowa na Zuzannę Piekarz (instagram.com/zuzanna.piekarz).

Buycoffee.to

Chcesz docenić moją pracę? Postaw mi wirtualną kawę. Dziękuję!

Buycoffee.to/szkicenordyckie

Źródła: Napiwki w Szwecji:

  1. Motion 2021/22:1103 av Sofia Westergren och Marléne Lund Kopparklint (obie z konserwatywno-liberalnych Moderatów).
  2. Daniel Nore „Varför har dricks på varje köp normaliserats?”, 18.07.2023. Dostęp: 31.03.2024, godz. 18:03. Link: https://www.sydsvenskan.se/2023-07-18/varfor-har-dricks-pa-varje-kop-normaliserats.
  3. Podcast „Du lyssnar på Sydsvenskan”, odcinek pt.: „Varför väcker dricks så starka känslor?”, 4.08.2023.
  4. Gustav Svensson „Vad får en servitris i lön?”, 30.10.2023. Dostęp: 31.03.2024, godz. 16:13. Link: https://medelloner.com/vad-far-en-servitris-i-lon.
  5. Magnus Nilsson „Måste man egentligen ge dricks? Oskrivna regeln du behöver veta om”, 10.12.2023. Dostęp: 31.03.2024, godz. 14:20. Link: https://sverigesradio.se/artikel/maste-man-egentligen-ge-dricks-oskrivna-regeln-du-behover-veta-om.
  6. Jenny Toresson, „Norrlänningarna sämst i landet på att ge dricks”, 21.03.2024. Dostęp: 30.03.2024, godz. 17:11. Link: https://www.godare.se/artiklar/matnyheter/a/xg1eGQ/de-ar-samst-i-sverige-pa-att-ge-dricks.
  7. Morgonstudion, środa, 27 marca 2024.
  8. Sebastian Strandberg „Systemet för dricks kritiseras: Girigt”, 28.03.2024. Dostęp: 29.03.2024, godz. 9:35. Link: https://www.svt.se/nyheter/inrikes/systemet-for-dricks-kritiseras-girigt.
  9. Link: https://folkofolk.se/artiklar/vin/matprat/darfor-ska-du-ge-dricks. Dostęp: 29.03.2024, godz. 10:48.