Kategorie
Ad hoc

Moherowy beret w sklepie spożywczym

Autobus zatrzymał się i wsiadła bardzo charakterystyczna osoba. Postanowiłam przyjrzeć się bliżej. Dzień był słoneczny, z tych ciepłych, więc podziwiałam przywiązanie do symboli i statusu, w postaci klasycznego moherowego berecika, spod którego wystawały rude, spocone kłaczki włosów. Bohaterka autobusowa tworzyła jednolitą, łagodnie ukształtowaną w owal masę. Góra odznaczała się od szerszego dołu mocnym karkiem, który stanowił jedność z głową. Zauważyłam jednak pewien niezależny element u góry. Była to maleńka bródka, która, co jakiś czas odcinała się mocniej. Zauważyłam, że działo się to za sprawą, tak jakby wewnętrznego przesuwania zębami na boki.  

Musiałam ściągnąć bohaterkę wzrokiem, bo nagle postać odwróciła się w moją stronę, wściekle różową kreską ust. Nie pamiętam jej wzroku, lecz pamiętam ten kolor, który z zachwytem oglądałam. 

Pomyślałam wysiadając, że wielu rzeczy nie robię nawet dla idei. Jakaś doza podziwu zmieszanego ze strachem sprawiła, że zrobiłam to, co zrobiłam potem w spożywczym. Zapakowawszy wózek żywnością, którą miałam ugościć znajomych, skierowałam się w kierunku kasy. Już miałam ustawić się w kolejce, kiedy kasjerka poinformowała, że zamyka, ale kasa obok zaraz będzie otwarta. Ucieszyło mnie to, bo oto stałam pierwsza. I co widzę. Idzie inna charakterystyczna postać, dzielnie męcząc się w moherowym bereciku. Postać z trudem przetaczała się, mocno przechylona na prawą stronę, pod ciężarem wielgachnej torby. Niosła dwie drożdżówki, w wyciągniętej dłoni i patrzyła na mnie wyczekująco. Uśmiechnęłam się, w końcu, co mi tam, ma tylko dwie drożdżówki, wielkie oczy wpatrzone we mnie i wielką torbę, która u każdego wzbudziłaby chęć pomocy i przepuściłam panią w moherze.  

I do tego miejsca byłaby to opowieść o podziwie i godnym zachowaniu polskiej młodzieży. Ale bohaterka owa uczyniła niewiarygodną wręcz rzecz. Położyła dwie malutkie drożdżóweczki na taśmie. Oparła się dla wygody i zaczęła opróżniać z towaru wielgachną torbę, którą taszczyła w drugiej ręce.